Wątpliwości co do sojuszniczej niezawodności Stanów Zjednoczonych skłoniły Europejczyków do poszukiwania alternatywy dla amerykańskiego parasola atomowego. Nie tylko kanclerz Friedrich Merz zastanawia się, czy w przypadku ataku na Europę prezydent Donald Trump zdecyduje się na nuklearne kontruderzenie. "Czy Trump poświęci Nowy Jork dla Berlina?" – pyta w niedzielę niemiecka gazeta "Die Welt".
Redakcja przypomniała, że debatę o rozszerzeniu francuskiego parasola atomowego na inne kraje europejskie rozpoczął jeszcze w 2020 r. prezydent Francji Emmanuel Macron, jednak ówczesny kanclerz Niemiec Olaf Scholz, obawiając się reakcji niemieckiego społeczeństwa, nie podjął dialogu.
Podczas zakończonej tydzień temu Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Macron zapowiedział rozmowy z "kilkoma ważnymi krajami". Mowa jest m.in. o udziale krajów europejskich, początkowo w charakterze obserwatorów, we wspólnych ćwiczeniach atomowych. W przyszłości możliwe byłoby wspólne planowanie, rozlokowanie głowic atomowych w tych krajach, a na końcu udział we "współdzieleniu" tej broni przy zachowaniu przez Francję prawa do decyzji o użyciu tej broni.
Amerykańskie głowice nuklearne przechowywane są obecnie w bazach na terenie Niemiec, Włoch, Belgii, Holandii i Turcji. W przypadku konfliktu mogą być przez żołnierzy na miejscu skierowane na cel. Zajmuje się tym grupa planowania nuklearnego NATO, ale decyzja o użyciu tej broni pozostaje w rękach prezydenta USA.
Merz uważa za możliwe powstanie podobnego systemu dla francuskiej i brytyjskiej broni atomowej. Bundeswehra dysponuje samolotami zdolnymi do przenoszenia amerykańskich głowic. "Teoretycznie możliwe byłoby to także w przypadku broni francuskiej i brytyjskiej" – cytuje kanclerza "Die Welt".
Redakcja podkreśliła, że Francja przywiązuje wielką wagę do swojej niezależności w sprawach dotyczących broni atomowej i nie jest częścią grupy atomowego planowania NATO. Obserwatorzy czekają w napięciu na zapowiedziane na początek marca wystąpienie Macrona w bazie Ile Longue, gdzie stacjonują cztery z dziesięciu francuskich okrętów podwodnych wyposażonych w broń atomową. Eksperci uważają istotną zmianę stanowiska Francji za wykluczoną.
"Die Welt" zwraca uwagę, że wraz z przejmowaniem przez Europejczyków większej odpowiedzialności za atomowe odstraszanie, wzrasta obawa przed wycofaniem się Ameryki z atomowych zobowiązań. "To byłoby fatalne" – ostrzega gazeta, przypominając, że arsenał atomowy Francji i Wielkiej Brytanii jest mniejszy niż amerykański. Brak im jest poza tym taktycznej broni nuklearnej.
"Nawet gdyby w Europie panowała polityczna wola znacznego dozbrojenia, własnego europejskiego potencjału odstraszania nie da się zbudować w krótkim okresie" – uważa Claudia Major, wiceszefowa Transatlantyckiej Inicjatywy Bezpieczeństwa przy German Marshall Fund.
Major postuluje trzystopniowe działania – Europa powinna jej zdaniem utrzymywać sojusz z USA, pogłębiać jako uzupełnienie nuklearną współpracę z Francją i Wielką Brytanią oraz wzmacniać równocześnie odstraszanie konwencjonalne.
"Die Welt" zwrócił uwagę, że Polska należy do krajów, które nie chcą czekać na stopniową budowę europejskiego potencjału atomowego. Redakcja wskazuje na prezydenta Polski Karola Nawrockiego, który w wywiadzie dla Polsat News powiedział, że jest wielkim zwolennikiem przystąpienia Polski do programu nuklearnego. Polska powinna podążać drogą rozwoju własnego potencjału nuklearnego, z poszanowaniem wszystkich międzynarodowych regulacji - cytuje "Die Welt" prezydenta RP.
"Die Welt" przypomniał, że 10 lat temu przewodniczący PiS Jarosław Kaczyński mówił o Europie jako atomowym mocarstwie. Po wybuchu wojny w Ukrainie w 2022 r., władze w Warszawie miały podobno prowadzić rozmowy o rozlokowaniu amerykańskiej broni atomowej w Polsce, jednak strona amerykańska reagowała powściągliwie na polską inicjatywę. Jednym z powodów obecnego stanowiska Nawrockiego może być "nowa orientacja" amerykańskiej polityki zagranicznej. "Polacy, jeszcze bardziej niż Niemcy, niepokoją się tym, że nie mogą być pewni, czy ich najważniejszy sojusznik stoi nadal po ich stronie" – czytamy w "Die Welt".
Działania na szczeblu narodowym nie są zdaniem Claudii Major słuszną strategią. "Nawet, jeżeli europejski model (odstraszania nuklearnego) jest obecnie sprawą całkowicie otwartą, nie powinno się popełniać błędu, jakim jest dążenie do własnej broni atomowej. Byłby to katastrofalny sygnał pod adresem partnerów, mówiący: jest nam całkowicie obojętne, co wy robicie, najważniejsze, że my jesteśmy bezpieczni. Działania na własną rękę na szczeblu narodowym byłyby końcem wspólnej Europy" – ostrzegła w konkluzji ekspertka German Marshall Fund.
Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle