Od niedzieli trwa walka z pożarem na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Pożar objął dotychczas co najmniej obszar sześciu tys. hektarów. W akcję gaśniczą zostało zaangażowanych m.in. ponad 30 zastępów straży pożarnej, a także samoloty i samochody gaśnicze Lasów Państwowych.
O bieżącej sytuacji w Biebrzańskim Parku Narodowym rozmawiamy z działaczką Greenpeace Polska Małgorzatą Górską.
Małgorzata Górska, Greenpeace Polska: Dokładnie kilka kilometrów od niego, w gminie Trzcianne.
Widzimy to i czujemy. Całe powietrze w okolicy jest przesycone dymem. Gdy pożary były w nocy bardzo duże, łuna była widoczna z daleka.
Jest potężna mobilizacja wszystkich sił i środków. Wspieramy razem z lokalnymi mieszkańcami strażaków i park narodowy tak, jak możemy, bo to nasz wspólny wielki problem.
Rzeczywiście, cywile jako osoby nieprzeszkolone nie mogą gasić ognia. To jest przecież żywioł.
Robimy zbiórki pieniędzy na doposażenie straży pożarnej, na sprzęt, którego brakuje. Szczególnie chodzi o ochotnicze straże pożarne podlegające pod gminy. Mówimy o Podlasiu, tutaj się nie przelewa. Pieniądze na ten cel zbiera Fundacja Dla Biebrzy, wpłaty przyjmuje również Biebrzański Park Narodowy. Potrzeby są potężne.
W środę odbyła też wielka akcja z gromadzeniem prowiantu i wody dla strażaków.
Wysłać pieniądze właśnie albo Fundacji Dla Biebrzy albo Biebrzańskiemu Parkowi Narodowemu. To dwa wiarygodne cele.
W środę była mowa o sześciu tys. hektarów objętych pożarem, niektórzy mówią już o ośmiu, a inni o dziesięciu tys.
Trwa sezon lęgowy ptaków, część zwierząt już siedziała na gniazdach. Spłonęły więc gniazda, spłonęły jaja, spłonęły pisklęta. Spłonęły też niektóre dorosłe ptaki. Jest mnóstwo gatunków małych zwierząt, takich jak gryzonie, płazy, gady, owady, które nie miały żadnych szans na ucieczkę. Zniszczyły się siedliska i żerowiska. Duże ssaki typu łosie i jelenie mogły uciec, o ile nie odcięła ich linia ognia.
Teren wygląda jak czarna pustynia. To się odrodzi, to kwestia czasu, ale szkody przyrodnicze na dziś są ogromne.
Głupota ludzka nie zna granic. Nie wiem, czy to było rzucenie niedopałku, czy wypalanie traw, pewnie odpowiednie komisje to sprawdzą.
Ważne jest pochylenie się nad głębszym tłem problemu, czyli nad potworną suszą, która panuje u nas kolejny rok, jak i przyczyną tej suszy: zmianami klimatu i kryzysem klimatycznym. Mamy tutaj polską płonącą Australię, nie sposób dalej negować zmian, które zachodzą.
Zadawajmy sobie pytania, co możemy z tym zrobić. Powrót do stanu sprzed pożarów bez refleksji, co musimy zrobić inaczej, byłby głupotą. Potrzebujemy zadbać o to, by bagna mogły gromadzić wodę. Melioracje odwadniające to największy grzech. To jest coś, co powinniśmy zastopować, żeby woda z bagien i innych terenów nam nie uciekała.
Pewnie, że by się przydał, ale nie łudzimy się, prognozy nie są dobre, do końca kwietnia opady deszczu nie są prognozowane.
Poza tym widziałam szacunki hydrologów, którzy mówią, że aby wypełnić nasze deficyty związane z suszą, deszcz powinien padać stale przez 50 dni. Nie łudźmy się, susza będzie się pogłębiała, modlitwa o deszcz nie wystarczy, potrzebujemy realnych działań.
Nawet strażacy nie mają odwagi zgadywać. Mówią, że warunki są tak trudne, że to może jeszcze trwać. Nawet jeżeli przygasi się te pożary, mogą się rozdmuchiwać i na nowo rozpalać, dlatego konieczny będzie jeszcze długotrwały dozór.
*****
Pomoc dla Biebrzańskiego Parku Narodowego:
Biebrzański Park Narodowy
Rachunek bankowy:
IBAN: PL 31 1130 1059 0017 3397 2620 0016
SWIFT: GOSKPLPW
Adres: Osowiec-Twierdza 8, 19-110 Goniądz
Tytuł wpłaty: "darowizna pożar 2020"
Fundacja Dla Biebrzy
Rachunek bankowy:
26 1600 1462 1897 6978 7000 0001
Adres: Ul. Kościuszki 26 m. 11, 19-110 Goniądz
Tytuł wpłaty: Darowizna na cele statutowe