Niemcy w kluczowym momencie przejmują prezydencję w UE. Przed nimi negocjacje ws. klimatu

Niemiecka prezydencja w UE w II połowie 2020 roku od początku miała skupiać się na wyzwaniach związanych z klimatem i Zielonym Ładem. Przed jej rozpoczęciem pojawiło się nowe wyzwanie - wychodzenie z kryzysu wywołanego epidemią. Jednak Niemcy - podobnie jak unijne instytucje - chcą, by te sprawy były ze sobą połączone. Dlatego silnego postawienia na zieloną odbudowę po kryzysie i większe cele klimatyczne możemy spodziewać się przez te sześć miesięcy.

"Wspólnie wzmocnimy Europę" - to hasło przewodnie niemieckiej prezydencji w Unii Europejskiej, które w nocy wyświetlono na Bramie Brandenburskiej, Z początkiem lipca Niemcy przejęły od Chorwacji prezydencję w UE. Wśród priorytetów od początku były prace nad ochroną klimatu, które teraz łączą się też z inicjatywą "zielonej odbudowy" po kryzysie epidemicznym. W tym półroczu w UE mogą zapaść kluczowe decyzje, dotyczące m.in. zwiększenia celów klimatycznych na najbliższe 10 lat.  

- Wspólnie wzmocnimy Europę. Niemcy chcą podczas prezydencji być motorem i moderatorem. Naszym zadaniem będzie budowanie mostów i szukanie rozwiązań, które przyniosą korzyści wszystkim w Europie" - powiedział szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas. Prezydencja w UE zbiega się także z przewodnictwem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ - i tam także kraj chce stawiać kwestie klimatu na agendzie. 

Wśród największych wyzwań związanych z polityką klimatyczną jest ustalenie ostatecznego kształtu Europejskiego Zielonego Ładu i kolejnego budżetu UE - w połączeniu z pakietem odbudowy po kryzysie - oraz porozumienie co do zwiększenia celu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku. Obecnie oficjalnym celem UE jest ograniczenie emisji do 2030 roku o 45 proc. Bardziej ambitne kraje chcą, by było to 50-55 proc., a niektóre organizacje pozarządowe postulują cel 65 proc. Dotychczas wiele uwagi przyciągał cel neutralności klimatycznej do 2050 roku, jednak ten na rok 2030 jest o wiele bliższy i spełnienie go będzie wymagać szybkich i drastycznych działań. Dlatego niektóre kraje - w tym Polska - mogą się sprzeciwiać podniesieniu go. Niemcy będą musiały wykazać się w prowadzeniu negocjacji na ten temat między poszczególnymi państwami członkowskimi. 

- Cel 55 proc. już od dawna popiera wielu innych europejskich przywódców, a niektórzy członkowie Parlamentu Europejskiego opowiedzieli się nawet za podniesieniem tego celu do 65 proc. Można się spodziewać, że polski rząd może ponownie odgrywać rolę hamującego próbując wynegocjować jak najwięcej w zamian. Jednak do polskich żądań już dawno się w Brukseli i Berlinie przyzwyczajono - skomentował Andrzej Ancygier, ekspert do spraw polityki energetycznej i klimatycznej w Climate Analytics.

"Niemcy zdają sobie sprawę ze światowych oczekiwań"

Oczekiwania wobec niemieckiej prezydencji i wyzwań na jej czas są wysokie. Hanna Schudy, ekspertka ds. polityk środowiskowych i klimatycznych ze Stowarzyszenia EKO-UNIA ocenia, że "Niemcy zdają sobie sprawę ze światowych oczekiwań co do utrzymania podczas ich prezydencji roli UE jako odważnego lidera w kontekście takich wyzwań jak kryzys klimatyczny, walka z pandemią czy odradzającą się ksenofobią".

Na początku czerwca politycy niemieccy podjęli ryzykowną decyzję o wycofaniu się z planów ogromnego wsparcia dla przemysłu samochodowego z uwagi na kryzys klimatyczny oraz na potrzeby polityki socjalnej. Sądzę, że można to uznać za dobry początek dla prezydencji Niemiec w Radzie Europy, która ma przed sobą naprawdę trudne wyzwania jak wynegocjowanie wspólnego stanowiska wobec wyższych celów Unii na 2030 rok i nowy budżet Unijny wraz z funduszami na zieloną odbudowę po kryzysie. Ich rolą będzie wypracować silne stanowisko UE w tym kwestiach - także z udziałem Polski

- powiedziała Schudy. 

Joanna Pandera, prezeska Forum Energii, oceniła, że z perspektywy Polski niemiecka prezydencja powinna zostać wykorzystana na wypracowanie "wspólnie strategii odchodzenia od węgla, szczególnie brunatnego". - To ważny interes całej Wspólnoty, bo odejście od węgla brunatnego w Polsce, Czechach i Niemczech to aż 25 proc. spadku emisji CO2 w całej Unii Europejskiej. W tej sprawie pomiędzy Warszawą a Berlinem jest tyle samo niedopowiedzeń, co wyzwań, którym w nadchodzącym półroczu można nadać odpowiedni priorytet i status - powiedziała. - Rozwiązanie sprawy kończącego się węgla brunatnego i jego zastępowania przez inne źródła dowiodłoby rozpoczęciu mądrej, acz nieco spóźnionej, restrukturyzacji górnictwa w Polsce. Może to mieć niebagatelne znaczenie w kontekście starania się o europejskie fundusze - dodała.