Do erupcji doszło przed północą w poniedziałek czasu polskiego, a o 22:17 czasu lokalnego, na półwyspie Reykjanes - podało islandzkie państwowe biuro meteorologiczne. Wybuch poprzedziła seria trzęsień ziemi. Dokładna lokalizacja to zaledwie cztery kilometry na północny wschód od miasta Grindavík, niedaleko Hagafell. To około 40 kilometrów na południowy zachód od stolicy kraju, Reykjavíku.
W rejon zdarzenia wysłano śmigłowiec, który określić ma dokładne miejsce, w którym doszło do erupcji. W najświeższym komunikacie islandzkiego biura meteorologicznego, z 3 w nocy czasu lokalnego (4 rano w Polsce) przekazało, że szczelina erupcyjna ma długość około 4 kilometrów. Intensywność samej erupcji spadła, ale nie jest to wskazówka tego, jak długo będzie trwać, a raczej tego, że osiągnęła pewien poziom równowagi. Rano we wtorek mają zebrać się naukowcy, którzy ocenią skalę nocnego wybuchu.
Eksperci z biura meteorologicznego podali, że z miejsca pęknięcia wydobywało się od 100 do 200 metrów sześciennych lawy na sekundę, to kilka razy więcej niż podczas poprzednich erupcji w tym obszarze.
Wybuch nie zagraża bezpośrednio okolicznym mieszkańcom. Już kilka tygodni temu władze kraju ogłosiły stan wyjątkowy, a 11 listopada ewakuowano 4000 osób z miasteczka Grindavik. Zamknięto także Błękitną Lagunę - geotermalne spa, jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych Islandii. Kluczowe będzie to, czy i jak erupcja wpłynie na turystykę, ważną gałąź islandzkiej gospodarki, a także na ruch lotniczy. Podczas wybuchu wulkanu Eyjafjallajökull w 2010 roku odwołano 100 tysięcy lotów. Międzynarodowe lotnisko w Keflaviku jak na razie pozostaje otwarte, chociaż pojawiły się opóźnienia, zarówno startów, jak i lądowań.
Od 2021 roku na półwyspie Reykjanes doszło do kilku erupcji: w marcu 2021 roku, sierpniu 2022 roku i lipcu 2023 roku. Wszystkie miały miejsce z dala od infrastruktury i obszarów zaludnionych. Islandia ma 33 aktywne systemy wulkaniczne. To najwięcej w Europie.