"Bartłomiej Obajtek został także odwołany z funkcji członka rady nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku" - poinformował na X (dawniej Twitter) Miłosz Motyka, wiceminister klimatu i środowiska. Brat prezesa Orlenu pracował w WFOŚiGW od 2019 roku, a stanowisko objął z ramienia wojewody pomorskiego jako przedstawiciel nauki lub organizacji pozarządowych.
Dwa dni przed zwolnieniem Bartłomieja Obajtka z WFOŚiGW, w poniedziałek 15 stycznia, do dyrekcji regionalnej Lasów Państwowych w Gdańsku dotarło pismo zwalniające go ze stanowiska dyrektora regionalnego. Bartłomiej Obajtek pracował w Lasach Państwowych od 2002 roku, a dyrektorem regionalnym został w 2018 roku. Podlegało mu 15 nadleśnictw i Zakład Przerobu Drewna w Lęborku.
Zwolnienie brata prezesa Orlenu z Lasów Państwowych jest szerszym elementem rewolucji w instytucji. Obajtka zwolniono w tydzień po tym, jak odwołano dyrektora generalnego Lasów Państwowych, Józefa Kubicę. Zastąpił go Witold Klos, który zapowiedział, że jednym z pierwszych działań będzie audyt zarówno w biurze dyrekcji generalnej, jak i regionalnych dyrekcjach. - Dzięki niemu dowiemy się o podejmowanych działaniach w Lasach Państwowych w ostatnich latach - stwierdził. Obiecał też, że dane o lasach będą udostępnianie społeczeństwu.
Brak transparentności był jednym z głównych powodów krytyki Lasów w ostatnich latach. Chodziło zarówno o kwestie wycinek drzew, jak i samego funkcjonowania instytucji, w tym wydawania pieniędzy. Przypomnijmy, że gdy w Gazeta.pl chcieliśmy uzyskać informacje o pieniądzach, którymi nadleśniczy dowolnie wspierają wybrane przez siebie organizacje i instytucje, odmówiono nam przekazania listy darowizn. Zaczęliśmy je dostawać dopiero gdy skierowaliśmy do sądu sprawę o dostęp do informacji. Ujawniliśmy m.in. przekazywanie dziesiątek tysięcy złotych na fundację, która w rzeczywistości nikomu nie pomagała czy klub karate, który prowadził sam nadleśniczy.
O Bartłomieju Obajtku głośno zrobiło się w grudniu 2023 roku. Jako pracownik LP miał użytkować on mieszkanie w atrakcyjnej dzielnicy Gdyni, w budynku należącym do Nadleśnictwa Gdańsk. Niezależni eksperci na zlecenie Onetu wycenili nieruchomość na ok. 700 tys. zł. Portal informował, że Obajtek miał chcieć wykupić lokal za 35 tys. zł, czyli z 95-procentową bonifikatą.
- Nadleśnictwo wpisało nieruchomość jako zbędną i wysłało wniosek o sprzedaż w grudniu ubiegłego roku (2022 r. - red). Sprawa była zamrożona do momentu przegrania wyborów przez PiS. Wtedy ruszyła lawina sprzedaży. Mimo że zespół ds. sprzedaży wydał negatywną decyzję dotyczącą tej transakcji, dyrektor generalny wydał 5 grudnia decyzję, która pozwala sprzedać cały budynek - powiedział jeden z pracowników Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w rozmowie z Onetem. Tego samego dnia nadleśnicza Nadleśnictwa Gdańsk z siedzibą w Gdyni została odwołana, a na jej miejsce dyrektor powołał dotychczasowego zastępcę dyrektora Regionalnej Dyrekcji LP. - Nadleśnicza od kilku tygodni przebywa na zwolnieniu chorobowym i nie mogłaby podpisać umowy u notariusza. Podobno Obajtkowi zależy na czasie i chce przeprowadzić tę transakcję jak najszybciej - wyjaśniał informator Onetu.
Związkowcy z "Solidarności" wydali negatywną opinię dotyczącą sprzedaży nieruchomości, uznając, że byłoby to "sprzeczne z interesem nadleśnictwa" - podawał tvn24.pl. Ówczesny dyrektor generalny Lasów Państwowych Józef Kubica miał zignorować ich zdanie, chociaż sam zarządził, aby w sprawie sprzedaży nieruchomości z zasobów LP obowiązkowo do wniosków załączać opinie związków zawodowych działających w danej jednostce organizacyjnej.
Rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku Jerzy Krefft wyjaśniał jednak Onetowi, że "Bartłomiej Obajtek nie chce wykupić lokalu, gdyż nie złożył wniosku o jego zakup, a nawet jakby chciał, to niespełnione są względy formalne i prawne". Medialnym doniesieniom zaprzeczał również sam Bartłomiej Obajtek.