Maciej Bando, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, podczas czwartkowego posiedzenia Sejmu zdradził, że rząd zamierza w przyszłym roku przedstawić "bardzo wstępną" listę lokalizacji, z których wybrane zostanie miejsce pod drugą elektrownię jądrową. Więcej na ten temat pisał Patryk Strzałkowski. Z tej wypowiedzi zadrwił europoseł i były prezes Orlenu Daniel Obajtek.
"Pierwsza elektrownia atomowa dopiero w 2040 roku (patrz: nigdy), na decyzję w sprawie drugiej poczekamy do 2025 roku" - napisał w mediach społecznościowych. "Cieszcie się wolnością energetyczną, długo jej nie będzie" - dodał.
Były prezes Orlenu nawiązał do wypowiedzi ministerki przemysłu Marzeny Czarneckiej. W maju na antenie TVP Info mówiła ona, że lokalizacja pierwszej elektrowni jądrowej się nie zmieni i ma ruszyć w Choczewie w 2039-2040 roku. - Polskie ambicje to jest rok 2039, który będzie rokiem przełomowym. Wtedy powinna powstać pierwsza elektrownia atomowa - mówiła. Za czasów Prawa i Sprawiedliwości zakładano, że jej start przypadnie na lata 2032-2033.
Wypowiedź ministerki wywołała wtedy oburzenie, przez co musiała doprecyzować harmonogram prac. Według najnowszej wiedzy, opierając się na deklaracjach polityków, w 2035 roku miałby zacząć pracować pierwszy reaktor, a przez kolejne lata oddawane byłyby następne (w sumie elektrownia w Choczewie ma składać się z trzech bloków jądrowych). Na 2028 rok wyznaczono datę wylania "pierwszego betonu jądrowego", zatem rozpoczęcia budowy samej elektrowni.
Dokładna lokalizacja pierwszej elektrowni jądrowej w kraju to Lubiatowo-Kopalino w gminie Choczewo, w północnej części Polski. Elektrownia ma być wybudowana przez amerykańską spółkę Westinghouse w technologii AP1000 i mieć moc elektryczną do 3750 MWe.