Z raportu opublikowanego przez Global Witness wynika, że od czasu podpisania porozumienia paryskiego w 2015 roku banki zarobiły 26 mld dolarów na finansowaniu firm zajmujących się wylesianiem - średnio około 7 mln dolarów dziennie, czytamy w "The Guardian". W raporcie "Forest Declaration Assessment 2025" napisano, że stan lasów spadł do "żałosnego poziomu", który zagraża dobrobytowi ludzkości. W dokumencie pokazano, jak rynek finansowy pompuje pieniądze w wycinkę lasów, niwecząc wysiłki na rzecz ograniczenia ich niszczenia.
W 2021 roku światowi przywódcy, a wraz z nimi prezesi firm, na COP26 w ramach Deklaracji Przywódców z Glasgow w sprawie Lasów i Użytkowania Gruntów obiecywali powstrzymać wylesianie. Badania pokazują jednak, że od tego czasu proceder wcale nie zmalał, nie utrzymał się nawet na tym samym poziomie - jest gorzej niż jeszcze 4 lata temu. To pokłosie dotowania hodowli zwierząt, monokulturowych upraw, finansowania wyrębu lasów i innych gałęzi przemysłu wydobywczego. Tylko w zeszłym roku wykarczowano 8,1 mln hektarów lasów, obszar równy mniej więcej połowie powierzchni Anglii. To więcej niż w 2021 roku, gdy na COP26 zadeklarowano zniwelowanie wylesiania do zera do 2030 roku. Szacuje się, że do osiągnięcia tego celu jesteśmy oddaleni w 63 procentach.
Problem dobrze obrazuje różnica między środkami przeznaczanymi na przemysł a tymi na ochronę lasów. Rolnictwo, które odpowiada za 85 proc. wylesiania w ciągu ostatniej dekady, otrzymuje średnioroczne dotacje w wysokości 409 mld dolarów. To prawie 70 razy więcej niż 5,9 mld dolarów międzynarodowych środków publicznych przeznaczanych każdego roku na ochronę i odbudowę lasów.
Wysiłki na rzecz ochrony lasów nie mają szans, dopóki nasz system gospodarczy będzie nagradzał szybkie zyski z niszczenia lasów
- powiedziała Franziska Haupt z Climate Focus.
Porozumienie paryskie to międzynarodowy traktat klimatyczny, którego sygnatariusze zobowiązali się podjąć działania, które ograniczą globalne ocieplenie poniżej 2 stopni, a najlepiej do 1,5 stopnia Celsjusza w porównaniu z czasami przed rewolucją przemysłową. Dane z raportu Global Witness to kolejny dowód na to, że dekadę po podpisaniu porozumienia niewiele z niego wyniknęło.
Cel 1,5 stopnia Celsjusza nie ma szans na realizację, bo już w ubiegłym roku przekroczyliśmy 1,6 stopnia powyżej średniej z okresu przedindustrialnego, wynika z badań unijnej agencji klimatycznej Copernicus 2024, na które powołuje się OKO.Press. Nawet realizacja celów z porozumienia paryskiego w najlepszym razie pozwoli zatrzymać wzrost temperatury o 2,6 stopnia Celsjusza do końca stulecia.
"Ostatnio Leon Simons (badacz klimatu - red.) podzielił się na X arcyciekawą obserwacją: otóż dane z satelitów NASA CERES (system mierzący faktyczny bilans energetyczny Ziemi, czyli ile ciepła zostaje uwięzione) wskazują, że globalne pochłanianie ciepła jest wyższe, niż zakładał to najbardziej pesymistyczny scenariusz IPCC (SSP5-8.5). Zatem ten nasz ulubiony argument denialistów, że "modele to tylko fantazje", właśnie się rozpadł. Dlaczego? Bo rzeczywiste pomiary z kosmosu pokazują, że tempo grzania Ziemi może być szybsze... no i Leon dochodzi do naturalnego wniosku: skoro faktyczne dane wskazują na bilans energetyczny lądujący ponad przebiegami modelowymi, to pytanie 'czy wylądujemy na pułapie +3 st. C już w okolicach 2050?" przestaje być abstrakcyjną tezą, a staje się prawdopodobnie pilnym problemem pomiarowym" - czytamy na Facebooku na profilu Defoliator.