Sterre ter Haar, wykładowczyni Uniwersytetu w Lejdzie w Holandii, wraz z innymi badaczami z tej instytucji opracowała metodę porównywania badań nad reakcją roślin na wzrost poziomu CO2. Wyniki, jak stwierdziła, były szokujące, bo chociaż plony rosną, stają się one mniej bogate w składniki odżywcze. Spada na przykład poziom cynku, przy jednoczesnym wzroście poziomu ołowiu.
- To, jak drastyczne okazały się niektóre zmiany wartości odżywczych i jak bardzo różniły się one w zależności od rośliny, było dla mnie ogromnym zaskoczeniem - powiedziała w wywiadzie dla "Guardiana". - Nie obserwujemy prostego efektu rozcieńczenia, ale raczej całkowitą zmianę składu naszej żywności. To również rodzi pytanie, czy powinniśmy w jakiś sposób dostosować naszą dietę, sposób uprawy lub produkcji żywności - dodała naukowczyni.
Badania nad wpływem CO2 na rośliny prowadzone są już od co najmniej dekady, ale często nie były konkluzywne, bo brakowało punktu odniesienia, który mógłby pozwolić na zestawienie i porównanie wyników. To się jednak zmieniło, dzięki czemu wiemy dziś, że jeśli bazowy poziom CO2 wzrośnie zgodnie z prognozami z przyjętych w badaniu 350 do 550 cząsteczek na milion w 2065 roku, poziom większości składników odżywczych spadnie średnio o 3,2 proc.
Są jednak mikroelementy, których ilość zmniejszy się dużo bardziej drastycznie. Na przykład cynku w ciecierzycy będzie aż 37,5 proc. mniej. Znacząco spadnie też jego zawartość w ryżu i pszenicy, a to samo dotyczy też protein oraz żelaza w tych uprawach. Naukowcy ostrzegają przed groźbą "dewastujących konsekwencji zdrowotnych", w tym przed głodem utajonym, co oznacza spożywanie odpowiedniej liczby kalorii, ale zbyt małej ilości składników odżywczych. Już dzisiaj poziom cząsteczek dwutlenku węgla na milion wynosi 425,5, co prowadzi do widocznych problemów z żywnością.
Zmiany klimatu to nie jest jakiś odległy problem. Efekty już widzimy na talerzach
- podsumowała Sterre ter Haar.