Zdjęcie zakonnicy, która pracuje w ZUS-ie, obiegło media społecznościowe w czwartek 5 kwietnia. Zamieszczona na portalu X fotografia oraz komentarz do niej wywołały dyskusję w internecie, ale obrońcy uważają, że zakonnice pełnią w polskim państwie bardzo różne zawody.
"Ta pani jest orzecznikiem ZUS. Świeckie państwo. Ręce mi opadły" - napisał internauta, który opublikował zdjęcie zakonnicy w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Wpis po pewnym czasie jednak usunął.
Do sytuacji odniósł się historyk Stanisław Żerko. "Autor tweeta jest chyba zdania, że skoro zakonnica, to powinna zamknąć się w klasztorze. Otóż, proszę Pana, niektóre zakonnice mają nawet stopień doktora nauk medycznych. A habit - na razie? - nie jest w Polsce powodem usuwania z funkcji zawodowych" - napisał.
Jak się okazało, zakonnicę-medyka można spotkać nie tylko w ZUS-ie. Agnieszka Huf z "Gościa Niedzielnego", w odpowiedzi na post o zakonnicy w ZUS-ie, opisała postać s. Augustyny Milej, która jest ginekolożką. "W Rybniku przyjmuje siostra zakonna - ginekolog. Dostać się do niej trudno, jest oblegana, bo jest fantastycznym specjalistą. Habit czy jego brak - nie ma różnicy, ważne są kwalifikacje i podejście do pacjenta" - stwierdziła w poście na X. "Specjalizuje się w naprotechnologii, pomogła wielu parom, które bezskutecznie starały się o dziecko, dlatego mówią o niej 'siostra-bocian'" - dodała w innym poście.
Sama siostra Augustyna Milej pisze o sobie na stronie wrocławskich sióstr Boromeuszek: "Medycynę skończyłam w zakonie. Byłam po liceum medycznym i pracowałam w szpitalu. Przełożeni postanowili wysłać mnie na studia do Rzymu. Po studiach i specjalizacji z ginekologii wróciłam do Polski, a tu okazało się, że lekarz-zakonnica budzi jednak pewien dystans w środowisku medycznym i ma małe szanse na zatrudnienie. Po miesiącach poszukiwań pracy przyjął mnie szef szpitala w Rydułtowach."
"Dla pacjentek mój habit nie stanowi z reguły problemu. Niekiedy są zaskoczone, szczególnie gdy przychodzą po środki antykoncepcyjne lub tabletkę 'po stosunku'. Czasem się oburzają, gdy odmawiam wypisania recepty. Są jednak takie, które słuchają, gdy mówię o szkodliwości antykoncepcji, zasadach naturalnego planowania rodziny, i chcą je poznać" - czytamy.