Andrzej Duda powiadomił w czwartek, że dostał na konto "prezydencką emeryturę" w wysokości 9 349 zł. W mediach społecznościowych pokazał dowód przelewu, żeby "nie było spekulacji".
Tymczasem w lutym 2025 r. jeszcze jako prezydent Polski, gdy został zapytany w Kanale Zero o wysokość "prezydenckiej emerytury", podał inną kwotę. - Na rękę to ok. 11-12 tys. zł. Nie są to bardzo wygórowane pieniądze, biorąc pod uwagę odpowiedzialność, jaką trzeba było ponosić przez te lata sprawowania prezydentury i na to, że pobiera to świadczenie w tej chwili trzech ludzi w Polsce - tłumaczył Duda.
Tzw. prezydencka emerytura to dożywotnie świadczenie, które wynosi 75 proc. wynagrodzenia prezydenta, czyli 18 tys. zł brutto. Skąd może wynikać tak duża różnica w kwocie, jaką Andrzej Duda otrzymuje "na rękę"? - Prawdopodobnie wpadł w drugi próg podatkowy i płaci 32-proc. PIT. Nie wszystko więc pan prezydent powiedział - ocenił w rozmowie z "Faktem" Piotr Juszczyk, doradca podatkowy firmy inFakt.
Dodał, że były prezydent zasiada w radzie nadzorczej spółki, za co może otrzymywać dodatkową pensję. Ponadto Agata Kornhauser-Duda nie pracowała, co oznacza, że Andrzej Duda będzie mógł rozliczyć się wspólnie z żoną, dzięki czemu na koniec roku może dostać zwrot nadpłaconego PIT. - W przypadku pana prezydenta może chodzić nawet o maksymalną kwotę, czyli zwrot może wynieść 14,4 tys. zł - wyliczył Juszczyk.
Natomiast jak zauważył dr Marek Łangalis, Andrzej Duda po osiągnięciu 63. roku życia otrzyma jeszcze emeryturę z Parlamentu Europejskiego. "Tak na szybko liczę ok. 4,5-5 tys. zł netto" - policzył.