Sprzedaż gier w Polsce. Sukces jest zawsze, czyli nigdy

Wydawcy chwalą się "świetną sprzedażą", ale tak naprawdę nie wiemy, czy gra faktycznie jest komercyjnym sukcesem. Czemu? Bo o polskim rynku niewiele wiadomo.

Wiedźmina 3 wraz z dodatkiem Serca z kamienia kupiło w Polsce 375 tysięcy osób. Dużo? Niektórzy mają wątpliwości:

Owszem, naiwna byłaby wiara w to, że Polacy kupią np. milion Wiedźminów. U nas gier w takich ilościach się nie sprzedaje, a na pewno nie w tak krótkim czasie. Tyle że Wiedźmin to nietypowa produkcja. To nie tylko "towar eksportowy", ale też jedna z niewielu - być może nawet jedyna - gra, którą kojarzą niegrający. I niekoniecznie dzięki Sapkowskiemu, autorowi książek. Premierze Wiedźmina 3 towarzyszyły materiały telewizyjne (rozmowy z twórcami), radiowe, a także imponująca jak na polskie warunki kampania reklamowa, składająca się z bilbordów zawieszonych w wielu miastach w całej Polsce. Już wcześniej growy Geralt był na okładce "Polityki", a niedawno CD Projekt RED, studio odpowiedzialne za grę, zostało nagrodzone "Paszportem Polityki" w kategorii "Kreator kultury". W Polsce Wiedźmin 3 był więc czymś więcej niż "kolejną, typową grą". Był wydarzeniem.

Tymczasem na przykład na Pitbulla w pierwszy weekend do kina poszło ponad 200 tysięcy Polaków. Niedługo film Patryka Vegi, znany tylko u nas, prześcignie światowy hit od CD Projekt RED.

Moglibyśmy stwierdzić, że porównywanie filmu i gry jest nie na miejscu, bo do odpalenia Wiedźmina 3 potrzebny jest sprzęt (mocny komputer albo konsola: PlayStation 4 lub Xbox One), a na dodatek cena gry jest większa niż biletu do kina. Ale na świecie takie zestawienia wcale nie są odważne i szokujące - GTA V zarobiło miliard dolarów szybciej niż Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy. Bardzo chętnie porównuje się obie branże, by zobaczyć, że gry coraz częściej potrafią przebić megahity z wielkiego ekranu.

Polskie warunki. Czyli jakie?

"Jak na polskie warunki". Słowo klucz. Głośne premiery zawsze blado wypadają na tle wyników z zachodnich państw, ale na rodzimym podwórku mogą robić wrażenie. Tak jest z Wiedźminem 3, który rzeczywiście przegonił konkurencję. Dla porównania, inny biało-czerwony hit, Dying Light, sprzedał się w Polsce w liczbie ponad 80 tysięcy sztuk (dane z lipca, dziś może być nieco więcej). 24 godziny od premiery potrzebowało GTA V na PS4 i XO, by trafić do ponad 60 tysięcy Polaków. Na początku 2014 roku cdp.pl chwaliło się, że Diablo III kupiło 250 tysięcy graczy. Tyle że hit od Blizzarda potrzebował na to prawie dwóch lat - Wiedźmin 3 nie obchodził jeszcze nawet pierwszych urodzin.

politykaGeralt z kolejną, tym razem nieoczekiwaną nagrodą

Takich porównań nie będzie jednak zbyt wiele. O ile na zachodzie wydawcy i dystrybutorzy chętniej dzielą się wynikami sprzedaży albo chociaż prezentują listę najbardziej popularnych tytułów, tak w Polsce często jest to tajemnicą. Ba, nie wiadomo nawet, ile konsol trafiło do polskich domów. W 2014 roku w rozmowie Polygamią, szef europejskiego oddziału Sony Computer Entertainment Jim Ryan mówił, że PlayStation 4 "zbliża się do 6-cyfrowej liczby sprzedanych konsol w Polsce". Co to znaczy? W tym właśnie problem, że takie informacje możemy różnie interpretować. Równie dobrze mogło to być 63 tysiące konsol, jak i 98 tysięcy. A czy w końcu udało się tę 6-cyfrową liczbę przekroczyć? Nie wiadomo. Możemy tylko gdybać.

Wiem, że nic nie wiem

Trudno więc zweryfikować czy dana gra sprzedaje się w Polsce dobrze czy źle. Tak naprawdę niewiele wiadomo o rodzimym rynku, skoro nie znamy podstawowych danych. Nawet jeśli wiemy, że grę kupiło X tysięcy osób, to wciąż tajemnicą pozostaje np. podział na platformy. A jeżeli ktoś w końcu ujawni, to na niewiele się to zda. Trudno będzie zweryfikować czy 50 tysięcy sprzedanych egzemplarzy na PS4 to dużo, skoro nie wiadomo, ile konsol jest w Polsce. Może być 100 tysięcy, a może już 180 tysięcy.

Propaganda sukcesu

Wydawcom i dystrybutorom wbrew pozorom taka sytuacja pasuje, bo mogą w mediach tworzyć "propagandę sukcesu", jak ujął to Marcin Kosman, przywołując najbardziej absurdalne informacje prasowe związane ze sprzedażą gier w Polsce. W nich chwalono się rezultatem, ale nie podawało się szczegółowych danych. I dlatego wychodziły takie kwiatki: "Najnowsza odsłona snajperskiej serii autorstwa CI Games już w ciągu dwóch pierwszych dni po premierze wykazywała znacznie wyższą sprzedaż niż pierwsza część gry w okresie siedmiu dni!". Niestety, nie wiadomo, co to właściwie oznacza, bo nie podano ani sprzedaży drugiej części, ani pierwszej. Ale sukces był, prawda?

Dlaczego tak się dzieje? Marcin Kosman wyjaśniał to na swoim blogu openbeta.pl:

Analizą sprzedaży na rynku gier zajmuje się firma GfK Polonia i robi to bardzo skrupulatnie - zbiera dane z 1000 sklepów RTV/AGD, 500 sklepów komputerowych i kilkudziesięciu sklepów internetowych.
Ta skrupulatność ma jednak swoją cenę. Klienci - wydawcy i dystrybutorzy - płacą za tę wiedzę kilkadziesiąt tysięcy euro rocznie. W zamian dostają kilkadziesiąt arkuszy excelowych pełnych rozmaitych danych. Wiedzą, które konsole się sprzedają i jakie gry najlepiej sobie radzą, wszystko w różnych odstępach czasu. Wiedza, którą trudno przecenić i żal się nią dzielić.

Czy taka wiedza jest nam potrzebna? Tak, i to nie tylko po to, żeby zaspokoić ciekawość. Dobrze byłoby znać wszelkie szczegóły, żeby móc weryfikować "propagandę sukcesu" wydawców.