SMS-y za kierownicą rosnącym zagrożeniem

SMSy zabijają. To oczywiście uproszczenie. Po pierwsze bowiem nie w ogóle, a na jezdni i nie tekstowe wiadomości - sensu stricto - a kierowcy, które je piszą w trakcie jazdy.

Jak mówi ostatni raport amerykańskiego Departamentu Transportu, większość zapytanych kierowców przypomina sobie przynajmniej kilka sytuacji, w których (na przestrzeni roku) siedząc za kierownicą wykonywała połączenia głosowe lub pisała SMSy. O ironio, zgadzają się oni i wręcz wspierają inicjatywy zaostrzające sankcje prawne wobec osób, które tak robią. O co więc chodzi?

Z badania mogą wynikać dwie konkluzje. Pierwsza to fakt, że do siebie mamy większe zaufanie niż do innych. Kierowcy bowiem z niejaką łatwością odbierają połączenia i piszą SMSy, będąc za kierownicą. Kiedy jednak w analogicznej sytuacji znajdują się na miejscu pasażera czują się bardzo niepewnie.

Po drugie, kultura łatwo dostępnej i szybkiej komunikacji jednocześnie rozpuściła nas i wytresowała. Mamy bowiem świadomość, że w każdej chwili możemy się skontaktować z wybraną osobą. Często jednak, kiedy dzwoni telefon po prostu odbieramy, nie bacząc ani na warunki atmosferyczne, ani na inne okoliczności. Odruchowi ciężko się oprzeć, a jak wykazały inne badania , rozmowa przez telefon, a w szczególności pisanie SMSów dekoncentruje kierowców na tyle, że stanowią oni znaczące zagrożenie na drodze.

Wszystko to w perspektywie zmniejszających się rok do roku statystyk wypadków, mimo coraz większej liczby pojazdów na drogach. Kolizji spowodowanych przez nieuwagę rozmawiającego lub piszącego kierowcy bowiem wcale nie ubywa. Część też pewnie zresztą wymyka się z oficjalnych statystyk, ponieważ kierowcy wstydzą się przyznać do tego, że spowodowali wypadek szukając przecinka na wirtualnej klawiaturze swojego smartfona.

Liczba śmiertelnych wypadków na amerykańskich drogach sięgnęła w 2010 roku prawie 33 tysięcy ofiar. To prawie tysiąc mniej niż rok wcześniej.

Więcej o: