Latający Holender - odleciał dzięki potędze technologii

Jarno Smeets zrealizował odwieczne marzenie człowieka o bujaniu w obłokach. Zbudował gigantyczne skrzydła sprzężone z kontrolerem z konsoli i akcelerometrem ze smartfonu i poleciał...
Jarno Smeets lata
Fot. YouTube

Na YouTube znalazło się nagranie, które może okazać się przełomowe zarówno dla historii lotnictwa jak i dla technologii. Jarno Smeets, bliżej nikomu nieznany Holender, zbudował skrzydła sterowane kontrolerami z Wii i wyposażone w akcelerometr wyjęty z HTC Wildlife.

Osiem miesięcy przygotowań, testów i... efekty zobaczyć możecie sami na zamieszczonym poniżej filmie. Widać na nim podekscytowanego mężczyznę (jeszcze na ziemi), który w otoczeniu współpracowników szykuje się do startu. Do jego głowy przymocowany jest kask z kamerą a do ramion skrzydła. Krótki rozbieg (strome zbocze zupełnie zbyteczne) i... wzbija się w powietrze.

 

Wszystko to w jednym ujęciu, bez cięć. Po chwili widzimy pana Smeetsa unoszącego się w przestworzach a także miniaturkę obrazu przekazywanego z jego kasku. W końcu latający mężczyzna przestaje machać skrzydłami i szybuje niczym gigantyczny albatros łagodnie zbliżając się ku Ziemi. Lądowanie odbywa się bez najmniejszych problemów - mężczyzna siłą rozpędu przebiega kilkanaście metrów, przyjaciele się cieszą, wynalazca triumfuje. Wygląda na równie zmęczonego co uradowanego.

"Prawdziwe uczucie latania jest nie(#$#ziemsko magicznym momentem".
Jarno Smeets
Jarno SmeetsFot. YouTube

Pan Smeets zaczerpnął swój pomysł z futurystycznych szkiców dziadka przedstawiających latający bicykl. Czego nie udało się urzeczywistnić przodkowi, udało się wnukowi.

Nawet nie staram się ukrywać swego sarkazmu. Jak podaje Wired wielu ekspertów z dziedziny grafiki komputerowej i efektów specjalnych jest bardzo sceptycznych co do autentyczności nagrania. Poza tym nikt nie zna tajemniczego Holendra, jego profil LinkedIn i dane o zatrudnieniu oraz wykształceniu podane na Facebooku nie mogły zostać potwierdzone. Jeden z jego rzekomych pracodawców stwierdził, że nie zna człowieka. To samo mówią archiwa uniwersytetu w brytyjskim Coventry, gdzie - jak twierdzi - studiował.

Eksperci sugerują, że całe nagranie to CGI ( z ang. Computer Generated Imagery) - wszystko powstało w komputerze. I w tej kategorii przyznajemy panu Smeetsowi nagrodę. Mamy tylko nadzieję poznać cel tej zręcznej mistyfikacji. A może sromotnie się mylimy? Czekamy na głosowanie w komentarzach.

[ za wired.com ]

Więcej o: