Jak można wylecieć ze szkoły za pisanie na Twitterze?

Odpowiedź jak z kiepskiego dowcipu brzmi: szybko.

Przekonał się o tym Austin Carroll, uczeń szkoły średniej w stanie Indiana, w USA. Wydalono go ze szkoły za niecenzuralny wpis na Twitterze; teraz niezależne stowarzyszenie zajmujące się ochroną praw uczniów w Stanach Zjednoczonych rozważa wszczęcie procesu przeciwko szkole. Głównym zarzutem ma być ograniczanie wolności słowa wśród uczniów.

Dyrektor szkoły w Indianie przyznaje, że wszystkie wpisy uczniów na Twitterze są bacznie śledzone. A ten opublikowany przez Carrolla był faktycznie dość... niefortunny. W oryginale brzmiał: "Fuck is one of the fucking words you can fucking put anywhere in a fucking sentence and still fucking makes sense".

Uczeń twierdzi, że wpis wysłany został z domu, a nie ze szkoły. Szkoła twierdzi, że wpis wysłany został ze szkoły, a nie z domu. Jak zauważa jednak serwis TechDirt , godzina 2.30 rano znajdująca się pod felernym wpisem sugeruje, że wysłano go niemal na pewno z domu.

Ostatecznie jednak - czy miejsce wysłania tweeta ma jakieś większe znaczenie? W końcu uczeń został wydalony za słowa, które nie dotyczyły szkoły, nauczycieli ani szeroko pojętej edukacji. No, chyba że uznamy dywagacje na temat słowa "fuck" za rodzaj refleksji semantyczno-syntaktycznej.

Cóż, żyjemy w ciekawych czasach. Pracodawcy chcą nam zaglądać na Facebooka , a nauczyciele czytają prywatne wpisy. I śmieszno i straszno.

Więcej o: