Enemy Graph to karykatura Open Graph Facebooka i zachęca dokładnie do tego, co zapowiada w tytule - do wskazywania swoich wrogów. Aplikacja opracowana została na uniwersytecie w Teksasie w ramach programu Nowe Media i Komunikacja. Skąd pomysł na taką aplikację?
Jak mówił Dean Terry, współzałożyciel Enemy Graph w rozmowie z serwisem VentureBeat :
Ludzie chcą móc wyrażać się na wiele różnych sposobów, a nie tylko w te uznawane przez Facebooka. Sądzę, że to niezagospodarowane miejsce, okazja. (...) Można się bardzo wiele dowiedzieć o ludziach na podstawie ich antypatii. Aplikacja może prowokować do zastanowienia się, czy można zjednoczyć ludzi przeciwko czemuś i w rezultacie wykorzystać niechęć w pozytywny sposób; albo przynajmniej zbliżyć ich do siebie w nowy sposób.
Jak działa sama aplikacja?
Przede wszystkim: strasznie powoli. Może to kwestia rosnącego zainteresowania użytkowników, ale oczekiwanie na uruchomienie Enemy Graph trwało u mnie kilka minut. Jeśli już uda nam się zalogować możemy zacząć oznaczać wrogów; do wyboru mamy zarówno listę swoich facebookowych kontaktów, jak i strony firmowe (można więc oznaczyć, ze naszym Arcywrogiem jest na przykład sam Facebook).
Twórcy aplikacji zakładają, że może być ona wykorzystywana w bardziej szczytnych celach, na przykład w akcjach protestacyjnych. Kto wie, może gdyby Enemy Graph pojawił się wcześniej, to Arcywrogiem stałaby się ACTA? Wątpliwości budzi natomiast kwestia, czy oznaczenie wspólnego wroga na Facebooku faktycznie może coś zmienić.
Znacie pojęcie "slaktywizm"? To połączenie angielskich wyrazów slacker i activism. Czyli w skrócie - leń aktywista. UrbanDictionary definiuje slactivism jako "akt uczestniczenia w bezcelowych działaniach na rzecz konkretnej bardzo ważnej sprawy; działanie to jest przeciwieństwem do podejmowania starań, aby faktycznie naprawić jakiś problem społeczny". I jest w tym dużo prawdy. Jak czytamy na blogu Zniekształcenie Poznawcze :
Po raz pierwszy na szerszą skalę spotkałem się z tym zjawiskiem po śmierci Jana Pawła II. Gadu-gadu, usenet i irc pełne były wirtualnych świeczek [*]. Co ciekawe, największymi tropicielami braku wirtualnej żałoby byli ludzie, którzy jawnie chwalili się piractwem, przerabianiem konsol i życiem, którego JP2 raczej nie popierał. No ale wiadomo, prościej ustawić sobie w statusie świeczkę i dalej kraść gierki i pornosy, niż wyjść z domu i zapalić znicz. Przecież do tego trzeba coś zrobić i też czasami, o zgrozo, zainwestować.
Zadomowienie się Facebooka było dolaniem oliwy do ognia. Poza e-mailami, proszącymi o przekazanie wszystkim znajomym super ważnej informacji o jakiejś akcji społecznej zaczęły się pojawiać setki grup i eventów protestujących, bądź też potępiających jakieś działania. Można przecież łatwo dojść do wniosku, że postawienie lajka jest równe pomocy co najmniej dwóm sierotom i jednemu małemu kotkowi.
Enemy Graph wygląda ciekawie. Ale przede wszystkim wygląda na idealne narzędzie dla slaktywistów.