W zeszłym tygodniu w kuluarach szczytu UE-Bałkany Zachodnie prezydent Francji Emmanuel Macron i kanclerz Niemiec Friedrich Merz zdecydowali się pogrzebać projekt konstrukcji i produkcji przyszłego europejskiego samolotu wielozadaniowego szóstej generacji, napisała Agencja Reutera, powołując się na dwa źródła w Niemczech.
Ambitny projekt budowy samolotu wielozadaniowego przyszłej generacji w Europie został uzgodniony wstępnie niemal 10 lat temu przez prezydenta Macrona i ówczesną kanclerz Niemiec Angelę Merkel. Od tego czasu trwały jednak spory o podział prac pomiędzy wyznaczonymi do realizacji projektu koncernami Dassault Aviation z Francji i Airbusem, reprezentującym Niemcy i Hiszpanię. Był to również spór o podział pieniędzy w projekcie, którego wartość oszacowano na 100 mld euro.
W ostatnich tygodniach media w Niemczech donosiły, że kanclerz Merz wyznaczył specjalnych negocjatorów, którzy mieli rozwiązać spory między koncernami. Ale ich misja miała się zakończyć fiaskiem.
Nowy samolot wielozadaniowy miał stanowić rdzeń projektu Future Air Combat System (FCAS, System Walk Powietrznych Przyszłości), obejmującego również opracowanie nowych dronów oraz "chmury bojowej", bezpiecznych systemów elektronicznych rozpoznania i wsparcia samolotów. Koncerny zbrojeniowe świata po dotychczasowych doświadczeniach z wojny w Ukrainie pracują intensywnie nad koncepcją stosowania samolotów współdziałających z rojem dronów, także autonomicznych, kierowanych przez sztuczną inteligencję.
Według Reutersa ze względu na planowane w przyszłym roku wybory prezydenckie we Francji oficjalnie ma być kontynuowany projekt FCAS, ale nie będzie już obejmować konstrukcji samolotu szóstej generacji.
Ostateczny cios planom opracowania takiego samolotu miał zadać kanclerz Niemiec. Friedrich Merz publicznie zakwestionował sens inwestowania w produkcję dla niemieckiego lotnictwa samolotu załogowego, a ponadto przystosowanego do przenoszenia broni jądrowej i do używania na lotniskowcach. Takie okręty, a także broń jądrową posiada Francja.
W tej sytuacji pierwszym państwem Zachodu, które opracuje własny samolot wielozadaniowy szóstej generacji, mogą być Stany Zjednoczone.
Wiosną zeszłego roku prezydent Donald Trump ogłosił, że do końca jego kadencji wzleci pierwszy w świecie tego typu samolot, opracowany przez koncern Boeing. Otrzymał on od Pentagonu zlecenie za 20 mld dol. na konstrukcję maszyny oznaczonej symbolem F-47, dla uczczenia obecnej prezydentury Trumpa (47. prezydenta w historii USA).
Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych (USAF) stwierdziły, że oznaczenie przyszłej maszyny będzie nawiązywać do myśliwca P-47 Thunderbolt, jednego z najważniejszych amerykańskich samolotów czasów II wojny światowej oraz rocznicy utworzenia USAF (1947 rok).
Prace nad projektem zaczęły się już w 2018 r. za poprzedniej kadencji Donalda Trumpa w Białym Domu, a przed jej zakończeniem, dwa lata później, rozpoczęto eksperymentalne testy prototypów.
Część ekspertów lotniczych w USA miała wątpliwości, czy warto jeszcze wydawać pieniądze na konstrukcję samolotu bojowego, którym będzie kierować człowiek. Analizy przeprowadzone w 2024 r. za prezydentury Joe Bidena, miały wykazać, że taki plan ma sens.