Ludzie, po dolarze od sztuki

Podczas wycieków danych osobowych, czy przy okazji kontrowersji na temat ujawniania prywatnych informacji w serwisach społecznościowych, przejawia się kwestia handlu takimi informacjami. Ile one są właściwie warte i dla kogo?

Na to pytanie odpowiedziała ostatnio Kashmir Hill z Forbesa, cytując dane firmy Rapleaf, zbierającej informacje o użytkownikach Internetu. Dane te dotyczą rynku amerykańskiego, gdzie biznes profilowania konsumentów i wysyłania im odpowiednio dostosowanych ofert handlowych jest najbardziej rozwinięty. W bazie nie ma nazwisk, podstawową daną identyfikującą profil konsumenta jest adres e-mail.

Pytając Rapleaf o adres e-mail, podstawowe informacje: wiek, lokalizację i płeć można otrzymać za darmo.  Jednego centa kosztują informacje o tym, czy użytkownik ma dzieci, własny dom/mieszkanie (dalszego centa za wiadomość o tym ile nieruchomość jest warta) i ile zarabia.

Także jednego centa za każdą kosztują informacje o inwestycjach użytkownika, jego statusie finansowym i kategoriach używanych przez niego kart kredytowych. Tak samo wycenione są informacje o samochodzie - ile ich jest w domu, nowe czy używane i rodzaj.

Droższe są informacje o pracy - za dane o wykształceniu i wykonywanym zawodzie firmy muszą zapłacić po dwa centy. Ale najdroższe są informacje o stylu życia .

Informacje o tym czy użytkownik ma smartfon, czyta książki, bloguje, lubi techniczne gadżety, luksusowe marki, sport albo podróżuje, wyceniono na trzy centy za każdą na jednego potencjalnego konsumenta.

Sprawdzenie wszystkich informacji o jednym adresie e-mail w bazie Rapleaf kosztuje 95 centów. Tyle kosztuje prawda o człowieku .

Czy to dużo?

[za Forbes Blog ]

Więcej o: