Za podstawowy model nowego Maca mini z układem M4 oraz 16 GB pamięci RAM zapłacimy 2 999 zł. To prawdopodobnie najtańszy komputer, jaki kiedykolwiek pojawił się w ofercie firmy z Cupertino. Oczywiście nawet niska cena nie musi oznaczać, że dane urządzenie jest jej warte. Postanowiłem sprawdzić, jak nowy Mac mini radzi sobie podczas codziennej pracy.
Do testów otrzymałem Mac mini w najtańszym wariancie. Mowa o jednostce z podstawowym układem M4, 16 GB RAM oraz 256 GB pamięci wewnętrznej. Urządzenie testowałem wraz z monitorem Apple Studio Display (5K/60 Hz).
Jak sama nazwa wskazuje, Mac mini to bardzo kompaktowe urządzenie. Komputer waży zaledwie 0,67 kg, a jego wymiary to 5,0 cm x 12,7 cm x 12,7 cm. Sprzęt bez problemy zmieści się w niewielkim plecaku lub torbie. Z tego powodu znakomicie sprawdzi się np. w biurach z tzw. hot deskami, czyli stanowiskami pracy dysponującymi monitorem i innymi peryferiami (mysz, klawiatura itd.), do których podłączamy własny komputer.
Cieszy fakt, że Apple nie oszczędza tu na portach. Z przodu znajdziemy dwa złącza USB-C z obsługą interfejsu USB 3 (do 10 GB/s) oraz gniazdo słuchawkowe 3,5 mm. Na pleckach producent umieścił natomiast port Gigabit Ethernet, złącze HDMI oraz trzy porty USB-C które obsługują interfejsy: Thunderbolt 4 (do 40 Gb/s), USB 4 (do 40 Gb/s) i DisplayPort.
Dzięki takiej konfiguracji, do Maca mini podepniemy nawet trzy monitory jednocześnie: dwa wyświetlacze o rozdzielczości do 6K przy 60 Hz (porty USB-C/Thunderbolt) oraz jeden ekran o rozdzielczości do 5K przy 60 Hz (Thunderbolt) lub o rozdzielczości 4K przy 60 Hz (HDMI).
Alternatywnie (gdy zależy na jak wyższe częstotliwości odświeżania ekranu) do portu HDMI możemy także podpiąć monitor 4K przy 240 Hz. W tej konfiguracji Mac mini obsłuży jednak tylko jeden dodatkowy monitor o rozdzielczości do 5K przy 60 Hz.
Sercem urządzenia jest autorski układ Apple M4. Jednostka ta dysponuje 10-rdzeniowym CPU (4 rdzenie wydajnościowe + 6 rdzeni energooszczędnych), 10-rdzeniowym GPU (ze wsparciem dla sprzętowego ray tracingu) oraz 16-rdzeniowym systemem Neural Engine.
Mówimy tu więc o bardzo mocnym układzie, który bez żadnego problemu poradzi sobie nie tylko w pracy biurowej, ale również w zadaniach kreatywnych, takich jak edycja zdjęć w Adobe Photoshop czy edycja i rendering wideo w Final Cut Pro.
Postanowiłem sprawdzić, jak Mac mini z M4 wypada w starciu z moim domowym pecetem. To jednostka z procesorem Intel i5-14600KF, grafiką Nvidia GeForce RTX 4080 Super i 32 GB pamięci RAM (DDR5 6000 MHz). Mówimy więc o bardzo wydajnym sprzęcie, którego złożenie (wliczając płytę główną, zasilacz oraz pamięć SSD NVMe) kosztowało mnie w sumie około 9000 złotych.
W benchmarku CineBench 2024 układ M4 wygrał z i5-14600KF w teście jednego rdzenia (179 vs 117 pkt), ale okazał się gorszy w teście wielordzeniowym (961 vs 1 357 pkt), co nie powinno jednak dziwić, gdyż procesor Intela dysponuje czterema rdzeniami więcej.
Identyczna sytuacja miała miejsce w przypadku aplikacji GeekBench 6. M4 zdobył w nim 3 901 pkt (jeden rdzeń) oraz 14 959 pkt (wiele rdzeni), a układ Intela odpowiednio 2 820 i 17 367 pkt.
Z czystej ciekawości postanowiłem też sprawdzić jak zintegrowane w układzie Apple M4 GPU wypadnie na tle GeForce RTX 4080 Super. W tym wypadku grafika Nvidii okazała się bezlitosna dla rywala. W teście GeekBench 6 Mac mini zdobył 37 775 punktów, podczas gdy GeForce RTX 4080 Super może pochwalić się wynikiem 253 278 pkt. Warto jednak pamiętać, że mówimy tu o karcie, która obecnie kosztuje tyle, co dwa najnowsze komputery Mac mini z układem M4.
Cieszy też fakt, że najtańszy model Maca mini ma teraz nie 8, ale 16 GB pamięci RAM. Różnica na plus jest zdecydowanie zauważalna. I nie mówię tu jedynie o pracy z aplikacjami kreatywnym, ale również o prozaicznych zastosowaniach, jak przeglądanie internetu czy korzystanie z pakietu Office 365.
Pod względem designu Mac mini jest - nomen omen - małym cudeńkiem. Producent podjął jednak pewną decyzję, której zrozumieć nie potrafię. Chodzi o umieszczenie przycisku „Power" na spodzie urządzenia. Firma tłumaczy, że większość użytkowników i tak rzadko z niego korzysta, bo urządzeń z układami ARM zazwyczaj nie wyłączamy, a jedynie usypiamy. Mnie te wyjaśnienia nie przekonują. Przycisk można było umieścić choćby na pleckach urządzenia. Byłby on nadal dobrze ukryty, ale w razie potrzeby mielibyśmy do niego łatwy dostęp. Szkoda również, że Apple nie wyposażył urządzenia w slot kart SD, co zmusi część użytkowników do korzystania z dodatkowych przejściówek.
Po raz kolejny muszę też ponarzekać na kwestię rozbudowy pamięci. Już od dwóch lat Apple pozytywnie nas zaskakuje obniżając ceny swoich urządzeń w Polsce. Niestety za rozszerzenie RAM-u czy większy dysk SSD NVMe wciąż musimy płacić horrendalne pieniądze.
Tak, ja wspomniałem na początku, podstawowy wariant Maca mini (16 GB RAM + 256 GB) kosztuje 2 999 zł. Ale zamiana dysku 256 GB na 512 GB będzie nas już kosztować 1000 zł. A jeśli do tego zdecydujemy się zwiększyć ilość RAM-u z 16 do 24 GB to dopłacimy kolejne 1000 zł. Dla porównania nie dalej jak w ubiegłym tygodniu kupowałem dysk SSD NVMe o pojemności 1 TB dla mojego domowego peceta. Zapłaciłem… 370 zł.
Nowy Mac mini w podstawowym wariancie to bez wątpienia najlepiej wyceniony produkt w całym portfolio Apple. Za niecałe 3 tysiące złotych dostajemy do rąk urządzenie, które pod względem wydajności układu CPU pozostawi w tyle niejednego PC-ta. Mac mini zachwyca też świetnym designem i kompaktowymi rozmiarami. Szkoda tylko, że za rozbudowę pamięci tego komputera firma z Cupertino wciąż liczy sobie horrendalne pieniądze.