Jak to określił jeden z chińskich internautów: - Cały kraj oszalał na punkcie iPhone'a, mają go wszyscy moi przyjaciele.
iPhone jest dostępny w sklepach komputerowych w większości dużych chińskich miast. W Zhong Guancun, piętnastopiętrowym centrum handlowym w Pekinie, pełnym sprzedawców sprzętu elektronicznego, telefon ten jest w ofercie prawie każdego handlarza. Dwa tygodnie temu blogger ze strony "Too Many Resources for the iPhone" zapytał wielu z nich czy mogliby mu sprzedać sto iPhone'ów i wszyscy odpowiedzieli, że nie ma problemu.
Chińskie strony internetowe również ogarnął iPhone'owy szał. Na zawierającej blogi stronie Sina wyszukanie słowa "iPhone" zwróciło ponad 63.000 postów. Są fora, które zapewniają uaktualnienia oprogramowania do łamania zabezpieczeń (muszą nadążyć z mechanizmami ochronnymi Apple'a), jak również całe społeczności wsparcia dla posiadaczy iPhone'a. Największa z nich bbs.iphone.com, liczy 170.000 użytkowników. Strona domowa Zhong Guancun, na wzór Amazona, podaje ceny telefonu w różnych sklepach (najtańsze stoisko numer 1601 B oferuje odblokowany model z 8GB pamięci za 3.799 yuanów, czyli 474 dolary), oceny, strony z pytaniami i odpowiedziami, warunki dostawy i usługi posprzedażowe.
To wszystko mogłyby wydawać się w pełni legalne, ale rynek iPhone'ów w Chinach nie w żaden sposób autoryzowany. Wszystkie telefony sprzedawane w Chinach są odblokowane i żaden z nich nie jest objęty gwarancją producenta. Chociaż iPhone jest produkowany w Chinach, aby trafić w ręce chińskich konsumentów musi ominąć pewne bariery prawne i okrężną drogą wrócić do swoich korzeni.
Lokalne media twierdzą, że większość iPhone'ów w Chinach jest najpierw nielegalnie importowana do Hong Kongu, skąd są transportowane przez granicę do pobliskiego Schenzen (jedna osoba może przenieść nawet tysiąc dziennie). Następnie są rozprowadzane po wszystkich głównych chińskich miastach. Alternatywą dla tej metody jest eBay i przesyłka międzynarodowa.
Wysiłki Apple'a mające na celu ukrócenie tego procederu poprzez wymaganie płatności kartą kredytową i ograniczanie sprzedaży do dwóch iPhone'ów dla jednego kupującego, nie dają rezultatów. Same ceny, niższe niż kiedykolwiek, świadczą o wydajności chińskich kanałów dostawy.
Czarnorynkowy handel zaczął się na krótko po premierze iPhone'a na amerykańskim rynku, która miała miejsce 29 lipca. Trzeciego sierpnia użytkownik o ksywce "n000b" jako pierwszy opublikował, napisane po chińsku, wskazówki jak odblokować telefon. Zatytułował je: "Z mojego iPhone'a można dzwonić." Metoda ta nie była kompletna, ponieważ nie można było odbierać połączeń, ale jak napisał: - To i tak lepiej niż iPod działający tylko z Wi-Fi.
Informacje o wyczynie n00ba nie zdobyły rozgłosu i pierwsza fala iPhone'ów, która przetoczyła się przez Shenzen w sierpniu, nie była odblokowana. Pozbawione możliwości komunikacyjnych i wsparcia dla chińskich czcionek, urządzenia były jedynie gloryfikowanymi, a właściwie bezużytecznymi PDA, kosztowały od 1,200 do 2,400 dolarów i nie odniosły wtedy wielkiego sukcesu wśród Chińczyków.
Podaż iPhone'ów poprawiła się po pojawieniu się szeroko opisanej metody odblokowywania opracowanej przez studenta z New Jersey i rozpowszechnionej 21 sierpnia. Ceny spadły, ale nadal nie można było pisać smsów po chińsku, a większość telefonów ciągle nie była w pełni odblokowana. Można było na nich odbierać połączenia, ale już nie wykonywać.
Punktem zwrotnym był 8 października, kiedy na chińskim forum poświęconym iPhone'owi opublikowano program do pisania smsów (Są one dla Chińczyków o wiele ważniejsze niż dla użytkowników w innych krajach, ponieważ nie mają oni zautomatyzowanej poczty głosowej). Cena 8GB modelu spadła poniżej 500 dolarów, a ilość wpisów na blogach na stronie Sina poszybowała z jednego miesięcznie do dwudziestu dziennie. Zawierały one wszystko od podręczników odblokowywania po listy miłosne. Jeden z postów: "Jesteś piękniejszy od najpiękniejszej kobiety, iPhone chcę Ciebie, wejdź szybko na rynek."
Urządzenie ciągle jednak rozczarowuje dużą część chińskich klientów, mimo że większość z nich może już dzwonić i odbierać telefony, surfować po Internecie dzięki Wi-Fi i ściągać piosenki. Blogger Ke Suowo podsumowuje bolączki: - Chociaż istnieje system operacyjny w języku chińskim, to wysyłanie SMSów po chińsku ciągle stanowi problem. Wiadomości przychodzące pojawiają się w wewnętrznej aplikacji iPhone'a, ale żeby wiadomość wysłać trzeba przejść do oddzielnego programu. Tak więc, aby odpowiedzieć na SMSa trzeba zapamiętać numer nadawcy, otworzyć program, wpisać numer i wiadomość, a następnie wysłać. Nie ma możliwości przekazania wiadomości dalej.
To boli...
Jednak takie praktyczne problemy nie ostudziły iPhone'owej gorączki w Chinach i internauci dalej upiększają swoje posty wykrzyknikami oraz godzinami szukają akcesoriów do swoich telefonów. Jeden blogger twierdzi, że stały się one sposobem na wywyższanie się dla chińskich elit. Ke Suowo podsumowuje: - Wszystkie produkty Apple'a jednocześnie uwielbiam i nienawidzę. Jednak ciągle kocham Apple, bo najbardziej się wyróżnia.