Technologia pomaga walczyć ze złamanym sercem i stresem u żołnierzy

Niektóre obrażenia widać od razu - urwane kończyny, poparzenia na twarzy. Inne pozostają mniej widoczne - zespół stresu pourazowego (PTSD), uszkodzenia mózgu, złamane serca.

Tak, złamane serca. W niedawnym badaniu przeprowadzonym przez wojsko, dotyczącym samobójstw w 2007 roku, stwierdzono, że 50% z nich było spowodowanych zerwaniem z partnerem bądź partnerką, a "problemy w życiu osobistym" to najczęstszy powód prób samobójczych po powrocie do domu.

Armia nie jest specjalnie znana z traktowania seksu i związków w sposób priorytetowy. Ale promuje małżeństwa heteroseksualne i rodzinę jako podstawy stabilności i ideał wart obrony. Jak można jednak zachęcać do małżeństwa, a jednocześnie ignorować wpływ jaki ma na związek obciążenie emocjonalne związane z wyjazdem na misję oraz walką?

Nareszcie jednak nawet armia zaczyna przyjmować do wiadomości jak ważna w ogólnym bilansie zdrowia jest seksualność. Podczas konferencji "Zranieni żołnierze i partnerzy: Wspieranie relacji intymnych" [Wounded Troops and Partners: Supporting Intimate Relationships], która odbyła się w Waszyngtonie, ludzie ze świata polityki i psycholodzy doszli do wniosku, że kluczem jest technologia.

- Technologia pozwala nam na zapewnianie większej ilości usług większej ilości ludzi - powiedziała doktor psychologii Barbara V. Romberg, założycielka Give an Hour , stowarzyszenia, które łączy żołnierzy i ich drugie połówki z profesjonalnymi terapeutami.

- Można zrobić tak wiele wspaniałych rzeczy, które jeszcze dziesięć lat temu były niemożliwe. Przypomnijcie sobie weteranów wojny w Wietnamie - byli pozostawieni sami sobie i odizolowani - kontynuuje dr Romberg.

Jedno z opracowywanych narzędzi to eHART, rozbudowany system do oceny online, który rozwijają założyciel strony Sexual Health Network dr. Mitchell Tepper i dyrektor nią zarządzający - doktor prawa Kell J. Ace. eHART zbiera dokładne dane o życiu seksualnym, osobistym i ogólne dane o zdrowiu, a następnie zwraca informacje dostosowane do danej osoby i podsumowanie, które można wziąć do lekarza. Jeśli się chce oczywiście. Żadne z informacji nie są przekazywane dalej, chyba że pacjent sam się na to zgodzi.

- Ludzie mniej się krępują podając intymne informacje o życiu seksualnym komputerowi niż drugiej osobie - mówi Tepper. Jest to tym bardziej ważne, gdy seksem zajmują się w armii ludzie nie posiadający wykształcenia pozwalającego im zajmować się tymi kwestiami.

Tepper podaje przykład kobiety, która była w szpitalu z obrażeniami kręgosłupa i straciła zainteresowanie seksem. Spytano ją w ramach rutynowej odprawy po wyjeździe, czy doświadczyła traumatycznego przeżycia na tle seksualnym. Odpowiedziała, że nie, choć została zgwałcona. Nie podała tego, ponieważ zapytano ją w sposób bezosobowy, przy innych mężczyznach i kobietach, którzy mogli słyszeć. Nie wspomniała o swoich doświadczeniach również lekarzowi, a także nie przeszła jakiejkolwiek terapii.

Wreszcie wyjawiła prawdę psychiatrze, który pomógł jej porozmawiać z mężem, ale jej niechęć do zgłoszenia gwałtu i poszukania informacji o seksie po takim traumatycznym wydarzeniu jest typowa.

Wielu żołnierzy martwi się, że zgłoszenie jakichkolwiek problemów na tle psychicznym albo seksualnym źle wpłynie na ich karierę w wojsku. Szczególnie ciężko jest młodym ludziom, w wieku dwudziestu paru lat, którzy nie mają jeszcze doświadczenia w rozmawianiu o związkach i kwestiach seksu z partnerami, a tym bardziej z lekarzami.

Postępy w protetyce i innym sprzęcie (na przykład mechaniczna, sterowana myślami ręka od DARPA [Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych Obrony] albo wózek iBot) mogą zapewnić mobilność i niezależność tym, którzy ucierpią podczas służby (pod warunkiem, że rząd zafunduje im taki poziom opieki). Ale niezależnie od tego jak zaawansowane technicznie są to urządzenia, nie rozprawią się one w żaden sposób z problemami psychologicznymi związanymi z trwałym kalectwem.

- Ci młodzi mężczyźni i kobiety budują swoją tożsamość wokół bycia odważnymi, silnymi, dobrze zbudowanymi i wspaniałymi - mówi Romberg. - A gdy potem są ranni, doznają uszkodzenia mózgu lub PTSD, jak można im wtedy pomóc z utratą tej tożsamości? Ten problem nakłada się na związany z randkami dyskomfort. Dyskomfort wynikający z tego, że randki sprowadzają się do pytania: "Czy podobam ci się? Czy mam coś do zaoferowania? Czy jestem atrakcyjny?", a następnie zastanawiania się, czy ktoś nas pokocha.

Romberg widzi wiele sposobów, dzięki którym technologia pomaga żołnierzom i ich partnerom w powrocie do domu. Rozmawia z organizacją, która wsparłaby Give an Hour tak, aby wspólnie stworzyć społeczności internetowe, gdzie ludzie dotknięci przez wojnę mogliby dzielić się przeżyciami i zadawać pytania innym, którzy przeszli coś podobnego.

Widzi również wielki potencjał w wirtualnych światach, których używa się do leczenia PTSD u weteranów, nie tylko tych z Iraku i Afganistanu, lecz także z Wietnamu.

Armia zaczęła zapewniać żołnierzom telepsychiatrię - możliwość porozmawiania z terapeutą poprzez prywatną wideokonferencję. Poza oczywistymi kwestiami poufności tego typu rozmowy, ma ona dodatkową zaletę - umożliwia terapię na odległość, nawet w terenie.

- Jedną rzeczą, której życzą sobie wszyscy, jest więcej szkoleń przed wysłaniem na misję. Pomogłoby to ludziom i wzmocniłoby ich emocjonalnie - mówi Tepper. - Chciałbym, aby pomoc z życiem seksualnym nie ograniczała się tylko do chorób i ciąży. Powinno się brać pod uwagę, jak ludzie się czują sami ze sobą - te bardziej delikatne aspekty. To ważne, gdy ktoś myśli, że nie będzie w stanie spełniać swojej roli w związku.

Jestem świetnym przykładem na to, że przestrzeń wirtualna jest wysoce skuteczna, jeśli chodzi o leczenie problemów seksualnych. To właśnie cyberseks wyleczył mnie z oporów wywołanych przez molestowanie seksualne. Komputerowe światy to również świetne miejsce "do treningów" przed powrotem do życia jako samotny cywil, a także do spotkania potencjalnych partnerów, którzy rozumieją przez co dana osoba przeszła.

Zapytałam Teppera, czy żołnierze wykorzystują dostępną technologię w najlepszy możliwy sposób, aby pozostać w bliskich relacjach. Zaśmiał się i powiedział: "Ludzie zdają sobie sprawę z tego, że mogą korzystać z Internetu. Nie wydaje mi się też, że musimy ich uczyć jak rozmawiać o seksie przez telefon. Nie żeby cyberseks był złym sposobem na podtrzymanie bliskości, ale dążymy do czegoś lepszego.