Współtwórca ChatGPT w niedawnym wywiadzie dla dziennika "The Indian Express" odrzucił oskarżenia o nadmierne obciążanie środowiska przez modele językowe. Sam Altman stwierdził, że doniesienia, jakoby ChatGPT zużywał "17 galonów wody (ok. 64,5 litra - red.) na obsługę każdego zapytania" są "całkowicie nieprawdziwe, szalone i nie mają związku z rzeczywistością".
Następnie szef OpenAI zasugerował, że branża energetyczna musi "bardzo szybko przejść na energię jądrową, wiatrową i słoneczną", aby nadążyć za rosnącymi potrzebami AI. Chwilę później Altman odpalił jednak prawdziwą bombę:
Wytrenowanie człowieka również zużywa mnóstwo energii
- stwierdził. "Wymaga to jakichś 20 lat życia i jedzenia, które przyswajasz do tego czasu, zanim staniesz się mądry. A co więcej, wymagało to ewolucji stu miliardów ludzi, którzy kiedykolwiek żyli i nauczyli się, jak nie paść ofiarą drapieżników oraz jak rozumieć naukę i inne dziedziny wiedzy" - tłumaczył dalej miliarder.
Słowa Altmana mogą brzmieć szokująco. Sprowadzają bowiem proces ludzkiego rozwoju i istnienia do arkusza kalkulacyjnego, w którym kalorie z jedzenia są zrównywane z megawatami prądu spalanymi przez układy AI. Ta wypowiedź doskonale wpisuje się jednak w ideologię efektywnego akceleracjonizmu (w skrócie e/acc), która w ostatnich latach całkowicie pochłonęła Dolinę Krzemową.
Jak pisałem w swoim tekście "To nowa religia Doliny Krzemowej. Dlaczego miliarderzy przestali udawać, że ich obchodzisz?, mamy dziś do czynienia z rewolucją w myśleniu technologicznych elit. To kluczowe, by zrozumieć wypowiedzi szefów takich firm jak OpenAI, Microsoft czy Meta.
Guillaume Verdon, Marc Andreessen i inni propagatorzy ruchu e/acc twierdzą, że celem wszechświata jest maksymalizacja entropii i zużycia energii. Życie biologiczne robiło to do tej pory całkiem nieźle. Jednak sztuczna inteligencja jest kolejnym, wyższym stadium ewolucji. Zrobi to samo, tylko lepiej i szybciej. Według akceleracjonistów, powstrzymywanie tego procesu jest zbrodnią przeciwko postępowi.
Wypowiedź Altmana o "20 latach jedzenia" doskonale obnaża ten sposób myślenia: człowiek nie jest już unikalną wartością samą w sobie. Jest jedynie wolno uczącym się, biologicznym procesorem napędzanym kaloriami.
Zresztą, akceleracjoniści w swoich dyskusjach często sprowadzają człowieka do miana "biologicznego bootloadera" dla AI. W branży IT bootloader to niewielki program startowy, którego jedynym celem jest uruchomienie systemu operacyjnego. Gdy system się uruchomi, bootloader przestaje być potrzebny.
Kiedy na rozwój cywilizacji patrzymy przez taki właśnie pryzmat, to AI staje się po prostu wydajniejszym następcą ludzkości, a gigantyczne zużycie prądu przez centra danych przestaje być jakimkolwiek problemem.
AI potrzebuje regulacji. Ale ich nie dostanie
Czołowi badacze sztucznej inteligencji, w tym nazywani "ojcami chrzestnymi AI" laureaci Nagrody Turinga Geoffrey Hinton i Yoshua Bengio, a także eksperci tacy jak Gary Marcus czy Eliezer Yudkowsky, od dawna głośno apelują o wprowadzenie twardych ram prawnych dla AI. Eksperci wskazują, że traktowanie ludzkości i planety jedynie jako "zasobów treningowych" to prosta droga do katastrofy.
Zamiast ślepego akceleracjonizmu, środowisko naukowe domaga się transparentności, niezależnych audytów zaawansowanych algorytmów oraz mechanizmów pociągających korporacje do odpowiedzialności za szkody społeczne i środowiskowe.
Niestety, w obecnym klimacie politycznym i gospodarczym wdrożenie tych postulatów wydaje się graniczyć z cudem, a jednym z najbardziej zagorzałych przeciwników jakichkolwiek regulacji jest prezydent Donald Trump. Dla amerykańskiej administracji absolutnym priorytetem jest utrzymanie globalnej dominacji technologicznej i wygrana w geopolitycznym wyścigu z Chinami.
Z tej perspektywy jakiekolwiek próby nakładania prawnego kagańca na innowatorów z Doliny Krzemowej traktowane są wręcz jako sabotaż. Dodatkowo giganci technologiczni, tacy jak OpenAI, Microsoft czy Google, wydają rekordowe kwoty na lobbing w Waszyngtonie, skutecznie torpedując lub rozwadniając obawy etyków.
W efekcie, zamiast prawa chroniącego obywateli i środowisko przed negatywnymi skutkami masowego wdrażania sztucznej inteligencji, świat otrzymuje głównie niewiążące deklaracje i dobrowolne kodeksy dobrych praktyk, które są całkowicie ignorowane przez wielkie korporacje.