Przez lata przyzwyczailiśmy się do wizerunku miliardera-filantropa i "dobrego wujka". Bill Gates walczył z malarią, Mark Zuckerberg obiecywał globalną wspólnotę, a szefowie Google’a zapewniali, że organizują informację dla dobra ludzkości i apelowali o to, aby "nie czynić zła" (ang. don't be evil). Nawet jeśli był to cyniczny PR, istniała pewna umowa społeczna: technologia ma służyć człowiekowi. Dolina Krzemowa musiała przynajmniej udawać, że zależy jej na naszym dobrostanie, bezpieczeństwie i demokracji.
Ten okres ochronny właśnie się skończył. Maski opadły, a spod nich wyłania się coś znacznie bardziej niebezpiecznego niż zwykła korporacyjna chciwość. To ideologia, która w ostatnim czasie podpaliła wyobraźnię technokratów, inwestorów i entuzjastów AI. Chodzi o ruch "effective accelerationism" (efektywny akceleracjonizm), a w skrócie e/acc.
Jego zwolennicy nie proszą już społeczeństwa o zgodę na zmianę świata. Nie przepraszają za zwolnienia, toksyczne algorytmy czy niszczenie środowiska przez energochłonne centra danych. W ich oczach każda próba regulacji sztucznej inteligencji to nie tyle błąd polityczny, co grzech śmiertelny popełniony przeciwko przyszłości świata.
Aby zrozumieć ten fenomen, trzeba najpierw zajrzeć do ciemnych zakamarków serwisu X (czyli dawnego Twittera) i poznać postać ukrywającą się pod pseudonimem @BasedBeffJezos (nazwa tego użytkownika to słowna zabawa z imieniem i nazwiskiem najbogatszego człowieka na świecie - Jeffa Bezosa).
Przez długi czas była to anonimowa ikona ruchu e/acc, publikująca memy o wyższości maszyn i pogardzie dla "spowalniaczy" postępu. W grudniu 2023 roku, w wyniku śledztwa „Forbesa", okazało się, że za awatarem stoi Guillaume Verdon, były inżynier Google’a i fizyk kwantowy.
To kluczowe, bo e/acc nie odwołuje się do etyki czy filozofii, ale do fizyki. Verdon i inni propagatorzy ruchu twierdzą, że celem wszechświata jest maksymalizacja entropii i zużycia energii. Życie biologiczne robiło to dobrze, ale sztuczna inteligencja zrobi to lepiej i szybciej. A my nie możemy jej w tym przeszkadzać.
Jak zauważa "New York Times", e/acc staje w kontrze do innej idei, która do niedawna rządziła wyobraźnią technokratów. Chodzi o tzw. efektywny altruizm (ang. effective altruism) oraz powiązany z nim ruch na rzecz bezpieczeństwa sztucznej inteligencji (AI Safety).
"Doomersi" (jak pogardliwie nazywa ich obóz akceleracjonistów), tacy jak Eliezer Yudkowsky, już od lat ostrzegają, że niekontrolowana AI może nawet zniszczyć ludzkość. To właśnie ten strach doprowadził do słynnej awantury w OpenAI pod koniec 2023 r., kiedy rada nadzorcza próbowała zwolnić Sama Altmana za to, że działał "zbyt szybko", ignorując kwestie etyczne. Ten swoisty "pucz" zakończył się całkowitą klęską, a Altman już po kilku dniach ponownie stanął na czele firmy.
Dla akolitów e/acc tamto wydarzenie było jednak dowodem na to, że "doomersi" zinfiltrowali kluczowe firmy i próbują zatrzymać rewolucję AI. Kontratak był natychmiastowy. Inwestorzy tacy jak Garry Tan (szef Y Combinator, czyli najsłynniejszego nomen omen akceleratora startupów na świecie) rozpoczęli krucjatę przeciwko regulacjom i bezpieczeństwu, promując narrację, że każde opóźnienie w rozwoju amerykańskiej AI to prezent dla Chin.
Jeśli skupimy się tylko na końcu świata, broni biologicznej [ogólnej sztucznej inteligencji], która nas wszystkich zniszczy, to… możemy sami doprowadzić do zagłady, obsesyjnie o tym myśląc. To zdemoralizuje ludzi i zniechęci ich do budowania
– podkreśla sam Guillaume Verdon, cytowany przez "Forbesa".
"Biblia" ruchu e/acc została opublikowana w październiku 2023 roku przez Marca Andreessena, znanego inwestora i jedną z legend Doliny Krzemowej. Andreessen w swoim "The Techno-Optimist Manifesto" tworzy listę wrogów postępu. Nie są nimi błędy w kodzie czy ograniczenia technologiczne. Wrogami są idee. Na czarnej liście Andreessena znalazły się takie pojęcia jak: "zrównoważony rozwój", "etyka technologii", "zarządzanie ryzykiem", a nawet "zaufanie i bezpieczeństwo".
Dla wyznawców "religii e/acc", każdy, kto sugeruje, by zwolnić i zastanowić się nad skutkami wprowadzania potężnych modeli AI, jest tzw. decelsem (ang. deceleration - zwalnianie). Decelsi to sabotażyści rozwoju. W świecie e/acc etyka to bowiem hamulec, a ostrożność to tchórzostwo. Liczy się tylko prędkość.
Efektywny akceleracjonizm hamulca rozwoju technologicznego doszukuje się nie w kapitalizmie, ale raczej w demokracji i regulacjach państwowych. [...] Przekonanie to opiera się na silnej wierze w samoregulację zarówno technologii, jak i rynku
- podkreśla Alexander Tyra w analizie opublikowanej przez Klub Jagielloński.
W dyskusjach akceleracjonistów często pojawia się koncepcja człowieka jako "biologicznego bootloadera" dla sztucznej inteligencji. Czym jest bootloader? To mały program startowy, którego jedynym celem jest uruchomienie właściwego systemu operacyjnego. Gdy system (sztuczna inteligencja) się uruchomi, bootloader (człowiek) przestaje być potrzebny. Może działać w tle, a może zostać usunięty.
To fundamentalna zmiana w postrzeganiu naszej roli w świecie. Jeśli stworzenie superinteligencji (AGI) jest celem nadrzędnym, to nasze lęki o bezrobocie, dezinformację, czy nawet przetrwanie gatunku, stają się nieistotne.
Ruch e/acc zyskał nowego sojusznika, gdy w styczniu 2025 roku Donald Trump ponownie zamieszkał w Białym Domu. To właśnie nowa administracja USA sprawiła, że efektywny akceleracjonizm przestał być teorią, a stał się praktyką rządzenia najpotężniejszym mocarstwem świata.
Trump wielokrotnie i dobitnie podkreślał, że jest zwolennikiem całkowitej deregulacji technologicznej. Jego podejście jest proste: nałożenie jakichkolwiek ram prawnych i etycznych na rynek kryptowalut bądź firmy AI to sabotaż gospodarczy, który pozwoli Chinom wygrać wyścig zbrojeń. W świecie Trumpa "bezpieczeństwo AI" brzmi jak lewicowa fanaberia, na równi z globalnym ociepleniem.
Jaskrawym przykładem politycznej instytucjonalizacji tej logiki było stworzenie Departamentu Efektywności Rządowej (Department of Government Efficiency - D.O.G.E.) i obsadzenie go technokratami, z Elonem Muskiem na czele.
Jak sama nazwa wskazuje, misją tego departamentu jest "efektywność". Ale nie rozumiana jako lepsza obsługa obywatela. Chodzi o efektywność inżynieryjną: cięcie kosztów, usuwanie "zbędnych procesów" i optymalizację systemu. W tej optyce państwo nie jest wspólnotą ludzi, którą trzeba się opiekować, lecz przestarzałym oprogramowaniem, które trzeba wyczyścić.
Xavier Stachowiak w tekście opublikowanym na łamach serwisu Medium zauważa, że "akceleracjonizm to po prostu kapitalizm". Tyle że "na sterydach". Odrzucenie "etyki biznesu" i "zrównoważonego rozwoju" to nic innego jak cięcie kosztów. Zastępowanie pracowników algorytmami to maksymalizacja zysku. Z kolei wmawianie nam, że nie mamy już prawa własności do naszych twarzy, głosów, tekstów i innych dzieł kultury (bo są potrzebne do trenowania modeli), to najzwyklejsza w świecie kradzież.
Większość naszych lęków i niepokojów związanych z technologią najlepiej rozumieć jako lęki i niepokoje o to, jak kapitalizm wykorzysta technologię przeciwko nam. Technologia sama w sobie niczego nie chce. To kapitał czegoś chce
- zauważył w rozmowie z "Financial Times" Ted Chiang, popularny pisarz science-fiction (na podstawie jego opowiadania powstał film "Nowy początek"), który jest jednym z najostrzejszych krytyków nieskrępowanego i pozbawionego etycznych ram rozwijania AI.
Miliarderzy nie chcą być postrzegani jak XIX-wieczni właściciele fabryk, którzy wyzyskują robotników. Wolą stawiać się w roli architektów przyszłości. Grają w ruletkę naszym losem, a jednocześnie nie muszą martwić się o to, co czeka ich samych. Jak tłumaczy bowiem w książce "Survival Of The Richest", Douglas Rushkoff, dla technokratów "przyszłość technologii sprowadza się do jednego: do ucieczki".
Chcą działać szybko i psuć rzeczy, a jednocześnie mieć bezpieczne miejsce, w którym się schronią, gdy to, co zepsuli, zacznie się rozpadać
- dodaje Rushkoff.