"W związku z brakiem paliwa ON na stacjach mogą wystąpić opóźnienia w odbiorze odpadów. Prosimy o cierpliwość i zrozumienie" - taki komunikat opublikowało Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej w Wołowie na Dolnym Śląsku. Przedstawiciele spółki w rozmowie z Business Insiderem przyznali, że pierwszy raz zdarzyło się, żeby zabrakło oleju napędowego. - Problemy zaczęły się w tym tygodniu. Udało nam się co prawda zatankować dwa auta, ale już dzisiaj kilka innych samochodów "stanęło" - przyznają nieoficjalnie w spółce. Na odbiór śmieci czeka dziewięć tysięcy gospodarstw domowych.
Mieszkańcy Wołowa wysłali do BI zdjęcia ze stacji MOL, na której rzeczywiście brakuje paliwa. Podobne problemy mają zresztą stacje w całym kraju. W tym również Orlen, który co prawda oficjalnie przyznaje, że problemów z niedoborami paliwa nie ma, ale apelował do kierowców o nietankowanie na zapas. Na wielu stacjach koncernu doszło także do "awarii" dystrybutorów. W odpowiedzi dla next.gazeta.pl koncern potwierdził, że na początku września nakazał swoim pracownikom informować o awarii, gdy zabraknie paliwa. Część ekspertów jest zdania, iż paliwa brakuje przez to, że ceny na stacjach są sztucznie zaniżane przed zbliżającymi się wyborami.
Problem jest jednak znaczący. Anonimowe źródło BI w PGK w Wołowie przyznaje, że jeżeli sytuacja się nie ustabilizuje przez weekend, w przyszłym tygodniu spółka będzie miał poważny problem z odbiorem śmieci. - Udało nam się znaleźć 500 litrów w lokalnej stacji benzynowej, ale to kropla w morzu potrzeb. Musimy podzielić tę ilość na całą naszą flotę - relacjonuje przedstawiciel spółki. Wcześniej podobne problemy zgłaszali na przykła ratownicy z karetek pogotowia, które z powodu braków paliwa, traciły czas na szukanie stacji z dieslem, zamiast ratować chorych. W oficjalnych pismach apelowano do Orlenu o pomoc w zażegnaniu problematycznej sytuacji.