Ropa naftowa we wtorek 24 czerwca około 6:30 rano, kiedy powstaje ten tekst, tanieje o ponad 2 proc. Amerykańska WTI nieco mocniej, o 2,6 proc., a europejska Brent o 2,3 proc. W obu przypadkach rynkowa cena jednej baryłki jest już wyraźnie poniżej 70 dolarów. Te spadki to jeszcze nic. W poniedziałkowy wieczór ropa zaczęła tanieć nawet o 8,5 proc., a ostatecznie zakończyła dzień spadkiem o 7,2 proc. Był to największy jednodniowy spadek od początku kwietnia.
A jeszcze w niedzielę wieczorem można było się martwić, że wzrost napięcia na linii Izrael-Iran (z domieszką USA) spowoduje wystrzał cen - i na rynkach, i na stacjach paliw. Przez weekend ceny hurtowe paliw w Polsce akurat wzrosły, więc podwyżka na pewno nas czeka, choć ryzyko, że tankowanie będzie drastycznie drożeć, wygasło.
Co się zatem stało?
W nocy z niedzieli na poniedziałek (polskiego czasu) notowania ropy wystrzeliły pierwotnie w górę o ponad 6 proc. po tym, jak do Izraela dołączyły Stany Zjednoczone i przeprowadziły atak na terytorium Iranu. Rano w poniedziałek ten wzrost był już jednak dużo skromniejszy, w okolicach 2 proc., a po kilku godzinach surowiec już zaczynał... tanieć. A było to w czasie, kiedy jeszcze Izrael i Iran prowadziły wzajemne ostrzały. Co więcej, wieczorem Iran ogłosił, że ostrzeliwuje amerykańską bazę w Katarze. Katar na krótko zamknął nawet przestrzeń powietrzną, podobnie jak kilka innych krajów w regionie.
Tak wyglądał ten atak na nagraniach udostępnionych nam przez mieszkającą w Katarze czytelniczkę Gazeta.pl:
Nie wyglądało to dobrze, jednak rynki szybko doszły do wniosku, że sytuacja wydaje się bardziej niepokojąca i niepewna niż rzeczywiście jest. I jak kilkanaście godzin wcześniej szybko strząsnęły z siebie obawy o wzrost napięcia w okolicach ważnej dla rynku ropy naftowej Cieśniny Ormuz (której ostatecznie Iran nie zamknął, choć tym groził), tak szybko uznały, że atak w Katarze nie zmienia drastycznie stanu konfliktu. Co ciekawe, spadki notowań ropy po tym ataku wręcz przyspieszyły. Dlaczego?
Otóż Iran ogłosił, że liczba pocisków, jakie wysłał na amerykańską bazę Al Udeid dorównała tym, jakie USA zrzuciły na irańskie obiekty nuklearne w miniony weekend. I to odczytano jako opcję zmniejszenia napięcia. Mówiąc obrazowo i w skrócie: skoro krzywdy zostały wyrównane, temat można zamknąć, choć też niewykluczone, że Iranu na więcej po prostu nie stać i bardziej nie może zaszkodzić albo też po prostu bardziej zaszkodzić nie chciał. Do tego, według doniesień, Irańczycy mieli uprzedzić Katar przed atakiem. Można go uznać za symboliczny - i tak został odebrany przez rynki.
Ruch na ropie powiązany był także z reakcją inwestorów na innych rynkach. Giełdowe indeksy na Wall Street zyskały w poniedziałek po około 1 proc., a we wtorek rano jeszcze większa euforia dopadła rynek akcji w Azji, gdzie wzrosty sięgały nawet okolic 3 proc. Do tego dolar (który mimo wszystko wciąż bywa uznawany za bezpieczną przystań w czasach niepewności) się osłabił - także wobec złotego, a notowania złota (innej bezpiecznej przystani inwestorów) spadły do najniższego poziomu od blisko dwóch tygodni.
Na koniec tych emocjonujących kilku dni Donald Trump około północy polskiego czasu z poniedziałku na wtorek ogłosił zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie. We wpisie w mediach społecznościowych zrobił to w imieniu dwóch walczących stron - Izraela i Iranu. Zawieszenie broni miało być całkowite i obowiązywać 12 godzin. "To oznacza, że wojnę można uznać za zakończoną" - napisał prezydent Stanów Zjednoczonych. A na koniec pisania tego tekstu, czyli tuż po 7:00, ropa WTI taniała już o 3 proc.