Wybierasz się do Wenecji? Możesz tam nie dotrzeć. Miasto wprowadza bardzo ostre regulacje dla turystów

Wenecja wprowadza bezprecedensowe środki, których celem jest oddzielenie turystów od mieszkańców. W mieście spodziewany jest bowiem wzmożony napływ przyjezdnych w zbliżający się długi weekend.
Wenecja Wenecja Fot. Krzysztof Koch / AG

Turyści bedą w Wenecji odizolowani od miejscowych

Turyści próbujący dotrzeć do najbardziej popularnych atrakcji - placu świętego Marka czy Mostu Rialto - zostaną przekierowani na trasy przeznaczone wyłącznie dla zwiedzających. W ten sposób zostaną odizolowani od miejscowych, którzy przez lata narzekali, że nie mogą normalnie żyć, cierpią z powodu inwazji odwiedzających Wenecję. W sezonie turystycznym uliczki miasta są poważnie zatłoczone.

Wenecja Wenecja Fot. Krzysztof Koch / AG

Samochody blokowane na moście

La Serenissima oczekuje tłumów od soboty do wtorku 1 maja, który jest dniem wolnym od pracy w wielu krajach, także we Włoszech.

Turyści, którzy będą próbować przyjechać samochodem do Wenecji, mogą zostać zablokowani na moście Ponte della Liberta, który łączy Wenecję z Mestre na stałym lądzie. Mieszkańcy Wenecji długo debatowali nad wprowadzeniem dziennego limitu liczby turystów. Ograniczenie wjazdu części samochodów to krok w tym kierunku.

Wenecja Wenecja Fot. Krzysztof Koch / AG

Godzinę w kolejce na tramwaj wodny

Władze Wenecji nie chcą powtórki sytuacji z Wielkanocy, kiedy turyści czekali godzinę w kolejce na tramwaj wodny (vaporetto). Wcześniej, w czasie karnawału miasto przeprowadziło eksperymenty z nowymi technologiami, w tym czujnikami laserowymi, by śledzić gigantyczne tłumy, które tam przybywały.

Wenecja Wenecja Fot. Krzysztof Koch / AG

Wenecki protest

W 2016 roku wenecjanie protestowali przeciwko gwałtownemu wyludnianiu miasta. W rękach trzymali walizki, które symbolizowały exodus. Liczba mieszkańców miasta spadła poniżej 55 tysięcy, podczas gdy pod koniec II wojny światowej żyło tam 190 tys. osób.

Wenecja nie jest pierwszym miastem, który wprowadza limity turystów. Na podobne rozwiązania zdecydowały się ostatnio także grecka wyspa Santorini i Dubrownik w Chorwacji.

Więcej o: