Miesiąc temu minister zdrowia wydał rozporządzenie zwiększające limity przyjęć na uczelnie medyczne od nowego roku akademickiego. Uczelnie będą mogły przyjąć o 229 kandydatów na lekarzy (i o 28 kandydatów na stomatologów) więcej. Jest to krok we właściwym kierunku, biorąc pod uwagę deficyt lekarzy w Polsce, ale najwyraźniej jest to krok zbyt mały, o czym wie doskonale Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia, które na ręce ministra zdrowia przekazało Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia.
- Uważamy, że tylko podwojenie liczby kształconych lekarzy pozwoli na dobry i efektywny system opieki zdrowotnej - stwierdza Bożena Janicka, prezeska Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.
Janicka odniosła się tym samym do słów premiera Mateusza Morawieckiego, który kilka dni temu stwierdził, że w Polsce brakuje 30 tysięcy lekarzy. Kłopot w tym, że szybko się tych stanów uzupełnić nie da, gdyż proces kształcenia lekarza trwa (łącznie ze stażami) 10 lat.
Tymczasem już teraz polscy lekarze są coraz bardziej leciwi i niedługo sami będą się ustawiać w kolejkach do gerontologów - aż jedna trzecia medyków w Polsce ma ponad 60 lat. Nie jest trudno się domyślić, że niedługo znaczna część z nich przejdzie na emeryturę - o ile bowiem łatwo wyobrazić sobie internistę nawet i osiemdziesięcioletniego dorabiającego w przychodni, o tyle trochę trudniej wyobrazić sobie chirurga-osiemdziesięciolatka wykonującego 12-godzinną operację, czy idącego na 24-godzinny dyżur.
- Mamy już przepaść pokoleniową, nie tylko lukę. Dlatego tak jak w latach poprzednich apelujemy o podwojenie liczby kształconych lekarzy, co jest koniecznością i co w polityce długofalowej - niestety nie dziś - pozwoli na odbudowę kadr lekarskich a tym samym dobry i efektywny system opieki zdrowotnej - dodaje Bożena Janicka.
Potrzeba kształcenia nowych lekarzy jest na tyle oczywista, że resort zdrowia od lat zwiększa limity przyjęć. Problem jest w tym, że kształcenie powinno odbywać się w odpowiednich warunkach. Tymczasem uczelnie sygnalizują już, że przestają mieścić studentów. Warszawski Uniwersytet Medyczny w tym roku wręcz domagał się od ministra zmniejszenia limitu z 550 do 495 osób.
W szpitalach i przychodniach brakuje i będzie brakować coraz bardziej nie tylko lekarzy. Coraz bardziej dramatycznie wygląda także sytuacja z personelem pielęgniarskim. Już teraz w Polsce przypada 5,2 pielęgniarza/pielęgniarki na 1 tysiąc mieszkańców (dane z 2017 roku). Tymczasem średnia krajów OECD to 8,8.
Problem ten będzie się pogłębiał, gdyż niskie płace i przeciążenie pracą powoduje nie tylko odchodzenie z zawodu, ale także niepodejmowanie w ogóle pracy w nim. Na 5 tysięcy absolwentów kierunków pielęgniarskich rocznie, pracę w zawodzie podejmuje mniej niż 2 tysiące. Podobnie, jak w przypadku lekarzy, wśród personelu pielęgniarskiego również jest widoczna przepaść pokoleniowa.
Zazwyczaj lekarz jest w stanie rozpoznać zapalenie płuc po badaniu fizykalnym i wywiadzie z pacjentem. Dla pewności może zlecić prześwietlenie klatki piersiowej oraz morfologię. Zdjęcie rentgenowskie płuc wskaże konkretnie, który obszar płuc został zajęty Fot. Shutterstock
W gabinecie JAKUB OCIEPA
Pielęgniarki będą mogły liczyć na dodatkowe pieniądze Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Wyborcza.pl