Wycofanie się czeskiego przewoźnika RegioJet z polskiego rynku odbiło się szerokim echem. Prezes firmy, Radim Jančura w wywiadzie narzekał, że "polski rynek to piekło", a firma wydała komunikat, w którym o swoje niepowodzenie obwiniła PKP, wyliczając trudności, które napotkała. Równolegle inny czeski przewoźnik, Leo Express, uspokoił, że z polskiego rynku nie zamierza się zwijać. Szef Leo Express, Peter Köhler w rozmowie z Next.gazeta.pl przyznaje, że nie taki nasz rynek straszny, jak go maluje RegioJet, choć pewne problemy są.
- Leo Express był pierwszym prywatnym operatorem, który wszedł na polski rynek w 2018 roku. Jesteśmy świadomi specyfiki - twierdzi Köhler.
Polski rynek jest atrakcyjny dzięki zmodernizowanej sieci, świetnym dworcom i wysokim nakładom inwestycyjnym w ostatnich latach (proporcjonalnie wyższym niż np. w Czechach czy Słowacji)
- dodaje.
Prezes czeskiego przewoźnika odnosi się do wypowiedzi o "polskim piekle" i mówi nam, że "wszędzie, również w Polsce, jest nad nami niebo". Żartuje, że "z polskimi pasażerami łączy go niemalże miłosna relacja".
Nasze wyniki pokazują, że liczba podróżnych rośnie z tygodnia na tydzień. Na niektórych połączeniach obłożenie wynosi ponad 80-90 proc. Cieszy nas również duża liczba powracających klientów. Oczywiście uważnie śledzimy opinie pasażerów i staramy się stale podnosić jakość naszych usług
- zapewnia.
Dodaje jednak, że liczba kilometrów przejechanych koleją na mieszkańca w Polsce wciąż jest o około 20-30 proc. niższa niż np. w Czechach czy Niemczech.
Wycofując się z Polski RegioJet obwiniał polskiego zarządcę infrastruktury, czyli PKP PLK m.in. o to, że nie dostał zgody na utworzenie wszystkich planowanych tras. LeoExpress ma podobny problem. - Jesteśmy nieco zaskoczeni oporem, jaki napotykamy ze strony PKP na korytarzu Przemyśl-Kraków. Chodzi o zaledwie jedną parę pociągów dziennie, na trasie, na której mieliśmy już wcześniej pozwolenie i która zapewnia nocne połączenie do Frankfurtu. Dla PKP Intercity, obsługującego tysiące pociągów dziennie, jest to ekonomicznie nieistotne. Co więcej, odcinki tej linii są już obsługiwane przez Koleje Czeskie i PKP oraz RegioJet, więc ten opór naprawdę nie ma sensu - opowiada nam Peter Köhler.
- Wierzymy, że konkurencja rynkowa to podstawowa wartość kultury zachodniej. Rozumiemy, że Polska stara się wdrażać te wartości. Inni mogą narzekać na działanie w Polsce, my nie doświadczyliśmy żadnych problemów, z wyjątkiem krajowej trasy do Przemyśla, o której wspomniałem wcześniej
- uciął prezes.
To nie jedyny punkt, w którym Czesi mogą sobie podać ręce. Podobnie jak RegioJet, LeoExpress ma problem z uzyskaniem dostępu do przestrzeni marketingowej na terenie polskich dworców.
Brakuje nam obecnie punktów informacyjnych na dworcach. Mamy kasę biletową na dworcu Warszawa Zachodnia i planujemy otwarcie kolejnych. Nie udało nam się jeszcze zabezpieczyć powierzchni reklamowych na dworcach, ale wierzymy, że zmieni się to w najbliższej przyszłości
- mówi Peter Köhler. Uzupełnia jednak, że uzyskanie dostępu do kas na dworcu Warszawa Zachodnia nie było trudne. - Dworzec został zmodernizowany, więc zarządca był zainteresowany nowymi najemcami - dodaje. RegioJet takiego punktu nie miał.
RegioJet skarżył się też na "presję cenową" ze strony PKP Intercity. Polski przewoźnik miał obniżyć ceny biletów nawet o 70 proc. w stosunku do poziomu sprzed wejścia przewoźnika na rynek. Czesi uznali tę politykę cenową za "drapieżną". Z kolei na LeoExpress nie zrobiło to większego wrażenia.
Leo Express zawsze będzie najtańszy na rynku w klasie ekonomicznej. Wynika to z naszej struktury kosztów, więc nie ma znaczenia, jakie ceny ustala konkurencja. Oczywiście, monitorujemy sytuację pod kątem antymonopolowym - prawo zabrania podmiotom dominującym (z udziałem w rynku powyżej 40 proc.) sprzedaży usług poniżej kosztów
- mówi Peter Köhler.
Leo Express traktuje wyjście konkurencji z Polski jako szansę dla siebie. Firma może przejąć ich trasy oraz pracowników. - Już otrzymujemy wiele zgłoszeń do pracy od pracowników naszych czeskich konkurentów, jak i od polskich operatorów. Oni wiedzą, że Leo Express to bardzo stabilny i perspektywiczny pracodawca - mówi nam prezes czeskiego przewoźnika.
Kadry mogą się przydać, bo Leo Express chce stale rozszerzać siatkę połączeń. - Chcielibyśmy realizować w Polsce więcej połączeń komercyjnych oraz w ramach użyteczności publicznej. Jesteśmy w kontakcie z niektórymi województwami, które wyraziły zainteresowanie. Kluczem jest konstruowanie przetargów tak, aby operator mógł się realnie przygotować i zainwestować np. w nowy tabor. Tu polskie władze mogłyby czerpać inspirację z rynków niemieckiego czy czeskiego - zwraca uwagę menadżer.
Czesi myślą głównie o połączeniach międzynarodowych z Polski.
- Jesteśmy bardzo zainteresowani rozszerzeniem połączeń z Polski do Niemiec. Połączenia ze Słowacją i Czechami są dla nas stosunkowo łatwe do realizacji. Po zakończeniu wojny w Ukrainie spodziewamy się również odgrywać rolę w transgranicznych połączeniach na tamten rynek
- mówi Peter Köhler.
Kuszące wydaje się też stworzenie połączeń między Czechami a polskim wybrzeżem. Ostatnie lata pokazały, że Czesi bardzo chętnie spędzają lato nad Bałtykiem, a kolej jest jednym z ich ulubionych środków transportu. - W Polsce jest wiele pięknych miejsc nad morzem i bardzo chciałbym zaoferować takie połączenie w przyszłości, ale w tej chwili nie mamy takich planów. Od końca roku mamy nadzieję umożliwić polskim klientom podróże z Warszawy do Monachium w ramach naszej sieci - przyznaje.
Köhler obawia się jedynie, że zamieszenia z konkurencją i wyjście RegioJet sprawi, że Polacy mogą bardziej sceptycznie podchodzić do prywatnych przewoźników.
- Mam nadzieję, że tak nie będzie. Kolej to jeden z ostatnich sektorów w Europie zdominowany przez spółki państwowe. Bez prywatnej konkurencji brakuje innowacji, a kolej zostaje w tyle za lotnictwem i transportem drogowym. Europa była kolebką kolejnictwa 200 lat temu, a u jej podstaw zawsze leżała przedsiębiorczość i prywatne inwestycje. Aby Europa pozostała konkurencyjna, potrzebuje silnego i wydajnego sektora kolejowego, który będzie zrównoważony środowiskowo i ekonomicznie. Można to osiągnąć tylko z udziałem prywatnych operatorów
- podkreśla.
O warunkach pracy w RegioJet przeczytasz w tekście Wyborcza.biz - Kulisy pracy w RegioJet. "Pracownicy spali w wagonach na bocznicy". Jest kontrola PIP.