System kaucyjny do likwidacji? Jest list do Donalda Tuska. "Ceny rosną"

Przedsiębiorcy tracą cierpliwość do systemu kaucyjnego. W otwartym liście do premiera apelują o natychmiastowe wstrzymanie programu. Skarżą się na chaos logistyczny, problemy sanitarne i zamrożone pieniądze, ostrzegając, że koszty tego "eksperymentu" ostatecznie poniosą zwykli obywatele w postaci wyższych cen.
System kaucyjny zniknie? Jest list do Donalda Tuska
Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl // X: Adam Abramowicz

Przedsiębiorcom nie podoba się to, jak funkcjonuje system kaucyjny. Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców napisała w tej sprawie list do premiera Donalda Tuska. Skarży się w nim, że „system działa bardzo źle, generuje problemy i koszty, zarówno dla przedsiębiorców zajmujących się gospodarką odpadami, handlem detalicznym i hurtowym, jak i dla konsumentów". Dlatego zaapelowano o jego stanowcze wstrzymanie, „zanim doprowadzi on do nieodwracalnych szkód wyrządzonych gospodarce".

Przedsiębiorcy źli na nowy system kaucyjny

– Mieliśmy rację, zwracając w ubiegłym roku uwagę na to, że system kaucyjny w zaproponowanej przez resort klimatu formule jest przedsięwzięciem przedwczesnym, niedostatecznie przygotowanym, kosztownym i nieefektywnym. Ostrzegaliśmy, że jego wdrożenie spowoduje chaos organizacyjny, a także zwiększy obciążenia dla przedsiębiorców oraz konsumentów. Nie myliliśmy się. Już dziś mieszkańcy za wprowadzenie systemu kaucyjnego drogo płacą, a ich koszty będą się tylko powiększać – mówi Adam Abramowicz, prezes Rady Przedsiębiorców.

Przedsiębiorcy zarzucają resortowi środowiska brak podstawowej wiedzy o działaniu programu. Twierdzą, że twórcy polskiego systemu kaucyjnego nie wiedzą nawet, ile Polacy zapłacili kaucji, ile z niej nie zostało zwróconych, ile kosztuje utrzymanie całej infrastruktury, ani też ile pieniędzy ostatecznie trafiło dotychczas do operatorów systemu.

Zobacz wideo System kaucyjny najpierw oburzył, później ośmieszył Sławomira Mentzena

Handel traci przez system kaucyjny?

O tym, z jakimi absurdami mierzą się na co dzień handlowcy, mówi Marek Theus, prezes MerCo i właściciel sieci sklepów spożywczych w Trójmieście.  – Po pierwsze, nie każde opakowanie ze znakiem „kaucja" jest akceptowane przez system operatora. Dochodzi do tego, że kasjer nie ma pewności, czy może je w ogóle przyjąć – tłumaczy, cytowany w komunikacie wydanym przez przedsiębiorców.

Problemem jest też odpowiednie przechowywanie zwrotów. – System generuje problemy logistyczne i sanitarne. Gromadzenie opakowań w sklepach narusza w istotny sposób przepisy sanitarno-epidemiologiczne obowiązujące dla sklepów ogólnospożywczych, ponieważ w praktyce łączy punkt sprzedaży żywności z miejscem zbiórki odpadów. Proszę sobie wyobrazić, jak przechowywane opakowania generują nieprzyjemne zapachy – wylicza Marek Theus.

Przedsiębiorca wskazuje również na kwestie finansowe. – Występują nagminne problemy z rozliczeniami, zatory płatnicze i zamrożone środki. Do tego system wymaga dużego dodatkowego nakładu pracy: przyjęcia, magazynowania, przekazania i rozliczenia opakowań. Przekłada się to na koszty obsługi, a manualna zbiórka na kasie w oczywisty sposób spowalnia obsługę klientów i blokuje sprzedaż – dodaje.

W liście uwypuklono, że z perspektywy wielu firm system kaucyjny oznacza de facto zamrożenie potężnych środków – zarówno w towarze zajmującym powierzchnię magazynową, jak i w opóźnionych płatnościach od operatorów.

Rosną koszty dla obywateli?

Według autorów listu nawet główny cel wdrożenia systemu, czyli troska o środowisko naturalne, nie jest realizowany.

„Obecne przepisy doprowadzają przecież do znacznego zwiększenia śladu węglowego poprzez wożenie odpadów alternatywnym systemem zbiórki, a także w dużej części wożenie powietrza (niezgniecione butelki). Nie bez znaczenia pozostaje także zużyte paliwo na dowożenie przez mieszkańców odpadów do recyklomatów" – argumentują przedsiębiorcy.

Efektem ubocznym nowych przepisów mają być także drastyczne podwyżki opłat za odbiór odpadów w całej Polsce.  „Jeżeli w strumieniu odpadów, które dziś znajdują się w żółtym worku lub pojemniku oddawanym przez mieszkańców, zabraknie cennych surowców (a pozostanie tylko kłopotliwa i droga w zagospodarowaniu reszta odpadów), to instalacje przetwarzające odpady i sprzedające recyklerom surowce wtórne będą musiały przerzucić koszty na gminy, by pozyskać dodatkowe środki. Trend ten już widać" – czytamy w liście do Donalda Tuska.

Polacy masowo zwracają puste butelki

Mimo iż organizacje branżowe starają się przekonać, że na systemie kaucyjnym cierpią zwykli obywatele, statystyki pokazują, że Polacy chętnie z niego korzystają. Z kwietniowego badania Kaucja.pl wynika, że już ponad połowa rodaków skorzystała z tego rozwiązania przynajmniej raz. 69 proc. użytkowników oddaje opakowania regularnie, a 70 proc. ocenia sam proces zwrotu jako łatwy. Nie oznacza to jednak, że nie ma obszarów do poprawy.

– Docierają do nas sygnały niezadowolenia mówiące o tym, że system bywa trudny, nieefektywny i że wymusza nowe zadania – przyznaje Piotr Okurowski, prezes Kaucja.pl, w rozmowie z agencją Newseria. – Konsumenci obserwują zjawiska utrudniające im wejście w system kaucyjny na co dzień. Mówimy tutaj o niedziałających czy zapchanych recyklomatach, a także o sklepach, które dopiero wyposażają się w te urządzenia. Sama obsługa sklepu też musi się nauczyć, jak często należy wymienić worek i jak prawidłowo konserwować urządzenie, aby się nie psuło – dodaje.

Warto jednak zaznaczyć, że mimo tych technologicznych i organizacyjnych „chorób wieku dziecięcego", w ciągu zaledwie sześciu miesięcy funkcjonowania systemu Polacy zwrócili ponad 520 milionów opakowań.

Przeczytaj też: Jest oświadczenie Cancer Fighters. Na co pójdą pieniądze? "Mogą realnie zmienić życie".\ 

Więcej o: