Black Friday w Polsce już dawno przestał być jednodniowym "świętem zakupów". Obecnie sklepy ruszają z promocjami i wyprzedażami jeszcze pod koniec października i nęcą nas nimi aż do świąt Bożego Narodzenia. Mówimy więc już nie tyle o "Czarnym Piątku", ale raczej o "Czarnym Miesiącu".
Problem polega na tym, że o ile w Stanach Zjednoczonych (skąd skopiowaliśmy tę tradycję) skala obniżek podczas Black Friday sięga często kilkudziesięciu procent, o tyle w Polsce promocje mają charakter - delikatnie mówiąc - symboliczny, a "święto zakupów" zmienia się w "święto ściemy".
Jak wynika z badania UCE RESEARCH przeprowadzonego na zlecenie Grupy Offerista większość Polaków podczas Black Friday poluje na rabaty w przedziale od 40 do 60 procent. - Oczekiwania konsumentów zawsze są wysokie i to w głównej mierze za sprawą samych sklepów, które od lat prowadzą agresywną komunikację. Co rusz prześcigają się na slogany, który z nich jest tańszy - zauważa Robert Biegaj, współautor badania i ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista.
Tyle jeśli chodzi o oczekiwania, a jak wygląda rzeczywistość? Z danych firmy Deloitte wynika, że w latach 2018-2021 skala obniżek podczas Black Friday w polskich sklepach wyniosła średnio od 3 do 4 procent, a co za tym idzie, nie nadążała nawet za inflacją.
Przez lata powszechną praktyką polskich sprzedawców było podwyższanie cen w dniach poprzedzających Black Friday, aby następnie przyciągnąć klientów fałszywą promocją. Przykładowo, w poniedziałek sklep X podnosi cenę telewizora z 3999 do 4 999 zł, a następnie w piątek obniża ją do 4 499 zł i umieszcza na produkcie wielki czerwony napis "PROMOCJA -500 ZŁ".
To nieuczciwy chwyt marketingowy, który ma przekonać konsumenta, że promocja jest bardziej atrakcyjna niż w rzeczywistości
- ostrzegał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który wziął pod lupę cenowe manipulacje sklepów.
Sytuacja zmieniła się na początku 2023 r., kiedy po trzech latach oczekiwania Polska wreszcie wdrożyła unijną dyrektywę Omnibus, która nakłada na sprzedawców wiele nowych obowiązków. Zgodnie z nowymi przepisami każdy sklep organizujący promocję musi w widocznym miejscu podać m.in. najniższą cenę danego produktu z ostatnich 30 dni oraz cenę bezpośrednio przed obniżką.
Wejście w życie Omnibusa ukróciło oszukańcze praktyk sieci handlowych, a większość z nich - w obawie przed wysokimi karami nakładanymi przez UOKiK - rzetelnie wywiązuje się dziś z obowiązku klarownego informowania klientów o zniżkach i promocjach.
Wciąż nie brakuje jednak firm, które naginają przepisy. Już po wdrożeniu Omnibusa UOKiK prześwietlił największe polskie sklepy i platformy sprzedażowe. Wątpliwości kontrolerów wzbudziły wówczas takie praktyki, jak choćby prezentowanie informacji o najniższej cenie obowiązującej w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki w sposób nieczytelny czy obliczanie wielkości obniżki (np. 20 proc., 150 zł) w odniesieniu do ostatniej lub standardowej ceny towaru, a nie najniższej ceny z ostatnich 30 dni.
Coraz rzadziej nabieramy się na fałszywe promocje i marketingowe sztuczki sklepów. W ostatnim czasie znalazły one więc nową skuteczną broń w walce o nasze portfele. Są nią płatności odroczone. Podczas Black Friday (i nie tylko) dosłownie za pomocą kilku kliknięć myszką możemy kupić nasz wymarzony smartfon, za który zapłacimy dopiero za miesiąc albo jeszcze później. "To konsumpcyjna pułapka" - ostrzega w opublikowanym niedawno komunikacie UOKiK.
Reklamy, chwyty marketingowe, kuszące promocje i… odroczone płatności. To gotowy przepis na nadmierne kupowanie i zadłużanie się
- dodaje UOKiK. Przed pułapką płatności odroczonych przestrzegają również eksperci.
Trzeba pamiętać, że odroczenie płatności to forma finansowania zakupu, która tworzy zobowiązanie po stronie konsumenta. Po pierwszym darmowym okresie bezodsetkowym klient może zdecydować o zamianie zobowiązania na kredyt ratalny. Niestety, nie wszyscy mają świadomość, że de facto stają się wówczas kredytobiorcami
- tłumaczy dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej. - Jeśli do braku świadomości dochodzi duża liczba transakcji, a zakupy mają też charakter impulsywny, łatwo stracić panowanie nad sytuacją. Uczulałbym, zwłaszcza osoby młode, które dopiero budują finansowe doświadczenie, by skrzętnie kalkulowały swoje możliwości, pilnowały wydatków i monitorowały zobowiązania - dodaje.
Dlatego podczas Black Friday należy wystrzegać się zakupów impulsywnych. Jeśli od dłuższego czasu szukacie smartfona i upatrzyliście sobie kilka modeli, to warto wstrzymać się z zakupem do Czarnego Piątku. Może się okazać bowiem, że rzeczywiście pojawi się ciekawa promocja. Natomiast kupowanie czegoś, czego nie potrzebujemy, tylko dlatego, że jest (rzekomo) trochę tańsze, mija się z celem i jest gotową receptą na poważne finansowe kłopoty.
W ostatnich latach Black Friday stał się również ulubionym świętem oszustów, którzy próbują wzbogacić się naszym kosztem. Kilka tygodni temu badacze z firmy ElecticIQ natrafili na ślad gigantycznej siatki fałszywych sklepów online. Chodzi o ponad 4,5 tysiąca stron internetowych, które podszywają się pod takie marki jak North Face, Lidl czy też IKEA. W większości przypadków w nazwie fałszywych sklepów znajdowała się fraza "Black Friday", aby przyciągnąć osoby, które poszukują ciekawych promocji.
Co ważne, na tle podobnych oszustw, fałszywe strony stworzone przez grupę SilkSpecter wyróżniają się profesjonalnym designem zbliżonym do oryginałów. Użytkowników do zakupów dodatkowo zachęca rzekomy certyfikat "Trusted Store", który oczywiście również został sfałszowany.
Najczęściej na stronie fałszywego sklepu, po wyborze potrzebnych produktów i przejściu do zapłaty, pojawi się formularz do wypełnienia danymi osoby zamawiającej: imię, nazwisko, adres dostawy, numer telefonu, adres e-mail etc. Następnie wyświetlony zostanie rachunek z informacją o konieczności dokonania przelewu. W takim wypadku celem cyberprzestępców jest bezpośrednie wyłudzenie środków. Zdarza się, że podstawiony zostanie formularz do wyłudzenia danych karty płatniczej. Po wpisaniu ich na stronie fałszywego sklepu trafią w ręce przestępców, którzy będą próbowali za jej pomocą wyprowadzić pieniądze z rachunku ofiary
- tłumaczy schemat typowego oszustwa Urząd Komisji Nadzoru Finansowego. Jak rozpoznać fałszywy sklep internetowy? UKNF wymienia pięć sygnałów ostrzegawczych, które powinny zapalić lampkę alarmową podczas zakupów w sieci: