Gdy w lutym 2019 r. niewielkie australijskie studio Team Cherry zapowiedziało kontynuację kultowego Hollow Knighta, chyba nikt nie spodziewał się, że na premierę przyjdzie nam czekać aż siedem lat. Silksong powstawał długo, w ciszy i bez pośpiechu, a do tego w cieniu wielkich produkcji AAA, z budżetami sięgającymi dziesiątek, a nawet setek milionów dolarów.
Im bardziej twórcy szczędzili nam informacji na temat nowej gry, tym bardziej rosła jej popularność. Fani prześcigali się w spekulacjach na temat fabuły i rozgrywki, po sieci krążyły liczne memy i przecieki, które - koniec końców - okazywały się mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością.
W efekcie Hollow Knight: Silksong przestał być jedną z wielu wyczekiwanych przez graczy kontynuacji. Stał się TĄ GRĄ - "świętym Graalem gamingu". Dość powiedzieć, że tytuł jeszcze przed premierą zdołał pobić rekord Steama - na "listę życzeń" dodało go ponad 4,8 mln użytkowników platformy. Dla porównania Battlefielda 6, czyli grę tworzoną przez setki deweloperów, z budżetem szacowanym nawet na 300-400 mln dolarów, ma na swojej liście życzeń "zaledwie" 2,7 mln użytkowników.
A liczby te dotyczą jedynie Steama i osób grających na PC. Tymczasem Silksong debiutuje równocześnie na konsolach PlayStation 4, PlayStation 5, Xbox One, Xbox Series S/X oraz Nintendo Switch 2. Co więcej, debiutuje w zaskakująco wręcz niskiej cenie. Podczas gdy większość nowych gier startuje z pułapu ok. 70 dolarów, Team Cherry zażyczyło sobie za swoją najnowszą produkcję niecałe 20 dolarów.
Oryginalny Hollow Knight zadebiutował w 2017 r. i niemal z miejsca zdobył uznanie graczy i krytyków. Gra łączyła cechy klasycznej platformówki i metroidvanii (podgatunek gier przygodowych, charakteryzujący się nieliniową eksploracją rozległego, połączonego świata). Hallownest, pogrążona w ruinie kraina, pełna zagadek i okazji do nieskrępowanej eksploracji, przyciągnęła zarówno fanów gatunku, jak i osoby, które wcześniej nie miały kontaktu z podobnymi tytułami.
Gra sprzedała się w ponad 15 mln egzemplarzy, a dzięki unikalnej estetyce, muzyce i narracji zyskała status produkcji kultowej. W 2019 r. twórcy zapowiedzieli Silksonga, początkowo jako dodatek z nową grywalną postacią Hornet, czyli jedną z ważniejszych bohaterek pierwszej części.
Zacznijmy od tego, że zespół Team Cherry liczy tylko trzech "etatowych" członków. Choć podczas produkcji Silksonga współpracowali z innymi deweloperami, to jednak projekt spoczywał głównie na barkach Ariego Gibsona, Williama Pellena (współzałożyciele studia) i Jacka Vine'a. To oni odpowiadali za fabułę gry, jej mechaniki oraz ręcznie rysowaną oprawę graficzną.
Historia gamingu pokazuje, że wieloletnie procesy produkcyjne często są wynikiem złego zarządzania i mogą prowadzić do konfliktów w zespole. W niedawnej rozmowie z Bloombergiem twórcy Silksona zarzekali się jednak, że w ich przypadku siedem lat, które spędzili nad grą, było wyłącznie "radosnym procesem".
- Dobrze się bawiliśmy - podkreślił Ari Gibson współzałożyciel Team Cherry. - Ten projekt jest po prostu placem zabaw dla naszej kreatywności. Fajnie jest budować rzeczy, które sprawiają przyjemność - dodał. Twórcy wyjaśnili również, że potrzebowali tak dużo czasu, gdyż chcieli, by Silksong stał się dokładnie taką grą, jaką zawsze chcieli stworzyć.
A mogli tworzyć ją w spokoju. Team Cherry nie ma nad sobą żadnego dużego wydawcy, nie korzystało też z pomocy zewnętrznych inwestorów, co pozwoliło na uniknięcie arbitralnie narzuconych terminów, które w przeszłości zrujnowały niejedną dobrze się zapowiadającą produkcję. W końcu, jak mówi słynne growe przysłowie (niesłusznie przypisywane Shigeru Miyamoto, twórcy serii Mario): "opóźniona gra w końcu będzie dobra, ale gra wydana w pośpiechu na zawsze pozostanie zła".
Nie bez znaczenia jest również fakt, że Silksong początkowo był tworzony jako dodatek do Hollow Knighta. Z czasem Team Cherry zdecydowało, że potencjał nowej bohaterki i odmienny styl rozgrywki uzasadniają stworzenie osobnej gry. To podejście wiązało się jednak z koniecznością zbudowania niemal wszystkiego od podstaw: nowego świata, nowych mechanik, interfejsu i fabuły. Jak tłumaczyli sami twórcy jeszcze w 2020 roku celem było stworzenie tytuły, która "może być pierwszym Hollow Knightem dla nowych graczy", a nie jedynie dodatkiem dla fanów oryginału.
"Już wtedy zdawaliśmy sobie sprawę, że to stanie się kolejną ogromną rzeczą, dorównującą skalą Hollow Knightowi, a prawdopodobnie ją nawet przekraczającą" - wspominał Gibson w rozmowie z Bloombergiem.
A ponieważ pracujemy w taki, a nie inny sposób, świat gry ostatecznie okazał się równie duży, a nawet większy. Pojawił się system zadań. Powstały liczne miasta. I nagle okazuje się, że minęło sześć, siedem lat
- dodał współzałożyciel Team Cherry.
Nowa bohaterka i nowe zasady
W przeciwieństwie do pierwszej części, w której gracz wcielał się w anonimowego rycerza, główną postacią Silksonga jest Hornet, szybka, zwinna wojowniczka władająca igłą. Nasza bohaterka zostaje porwana i trafia do królestwa Pharloom, czyli nowego i zaprojektowanego od zera świata, w którym przyjdzie jej walczyć, eksplorować i odkrywać własną przeszłość.
Mechanika gry została dostosowana do stylu postaci: Hornet porusza się szybciej, skacze wyżej i ma inne umiejętności niż Rycerz z pierwszej części. Zmieniono system leczenia, dodano crafting, nowe formy interakcji z postaciami niezależnymi oraz znacznie rozbudowane misje poboczne.
Jak zapowiadali sami twórcy, w grze pojawi się ponad 150 nowych typów przeciwników, w tym bossowie o unikalnych mechanikach. Świat Pharloom ma być bardziej wertykalny i podzielony na strefy, których kolejność eksploracji jest częściowo nieliniowa.
Czy Silksong powtórzy sukces swego poprzednika? O tym przekonamy się już wkrótce. Gra zadebiutowała właśnie na PC oraz konsolach Sony, Microsoftu i Nintendo, a jej pierwsze recenzje są bardzo obiecujące.