Wyjazd do sanatorium przez lata był dla wielu osób długo wyczekiwanym momentem. Dziś sytuacja zaczyna się zmieniać i coraz częściej dochodzi do rezygnacji z przyznanych turnusów. Zjawisko ma realny wpływ nie tylko na pacjentów, ale też na cały system leczenia uzdrowiskowego.
Narodowy Fundusz Zdrowia w marcu poinformował o fali rezygnacji z leczenia w sanatoriach w ubiegłym roku.
W 2024 r. w oddziałach wojewódzkich NFZ odnotowano 127 055 rezygnacji z leczenia uzdrowiskowego. W 2025 r. liczba ta wzrosła do 134 031, czyli o 6 976 więcej rok do roku
- czytamy w komunikacie opublikowanym na X.com.
Każda taka decyzja może dać szansę innym osobom z kolejki, ale tylko wtedy, gdy informacja trafi do Funduszu odpowiednio wcześnie. W praktyce wiele zwrotów następuje na kilka dni przed turnusem, co utrudnia znalezienie zastępstwa.
Najczęściej wskazywane przyczyny nie są skomplikowane i wynikają z codziennych trudności. Wśród nich pojawiają się problemy z dojazdem, niedopasowane terminy oraz obowiązki rodzinne, takie jak opieka nad bliskimi.
Duże znaczenie mają też preferencje dotyczące miejsca. Wielu pacjentów liczy na wyjazd nad morze lub bliżej domu, a gdy dostają skierowanie w inne miejsce, decydują się z niego nie skorzystać. Dochodzą do tego obawy o bezpieczeństwo, zdrowie czy nawet pozostawienie mieszkania. Coraz częściej pojawia się też prosty powód, brak chęci wyjazdu i wygoda pozostania w domu.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że większa liczba rezygnacji skróci kolejki. W rzeczywistości jest odwrotnie. Jeśli pacjent oddaje skierowanie w ostatniej chwili, miejsce w sanatorium często pozostaje puste i nie trafia do kolejnej osoby. To powoduje podwójną stratę. Pacjent nie korzysta z leczenia, a osoby czekające nie mają szansy szybciej wyjechać. Właśnie dlatego mówi się o blokowaniu systemu, co obniża jego efektywność.
Osoby, które chcą zrezygnować z turnusu, muszą spełnić określone warunki. NFZ wymaga odesłania oryginału skierowania wraz z pisemnym uzasadnieniem i dokumentami potwierdzającymi powód rezygnacji.
Fundusz może zgodzić się na przesunięcie leczenia, ale tylko maksymalnie o dwa turnusy. Nie ma możliwości dowolnej ingerencji w termin, na przykład z zimowego na letni. Co ważne, nawet prośba o zmianę miejsca lub daty traktowana jest jako rezygnacja. Jeśli uzasadnienie nie zostanie uznane, skierowanie wraca do lekarza, a pacjent musi rozpocząć procedurę od nowa.
Źródła: gazetaprawna.pl, nfz-lodz.pl, g.pl