CC: Oczy bez twarzy

Anonimowość nas wyzwoli.
Oczy bez twarzy
Oczy bez twarzy

Podróż , najnowsza produkcja twórców Flower , to bardziej projekt artystyczny i eksperyment społeczny niż typowa gra wideo. Gracz budzi się na pustyni skrywającej ruiny dziwnego świata. Na horyzoncie majaczy się szczyt góry - cel wędrówki, w czasie której przyjdzie wykazać się sprytem i zręcznością. Ale to nie wszystko - podczas podróży będzie można spotkać innego gracza. W odróżnieniu od innych sieciowych gier wieloosobowych, panuje tu kompletna anonimowość - postacie nie mają nawet twarzy, tylko oczy - i ograniczenie komunikacji do pojedynczego dźwięku. Można iść razem, ale nie trzeba, można sobie pomagać, ale i to nie jest obowiązkowe (chociaż za wspólne ukończenie gry czeka nagroda).

 

Co się okazuje - fora internetowe pełne są relacji z podróży, w których gracze nawiązywali silną empatyczną więź z anonimowymi towarzyszami, z którymi pokonywali przeszkody. Odczuwali niezwykły smutek, gdy któryś zgubił się po drodze czy gorycz odrzucenia, gdy spotkany gracz nie był zainteresowany wspólną wędrówką. I pełną wzruszenia radość, gdy razem docierali do celu. Trzygodzinny technologiczny romans. Jak nazwać uczucie, gdy nieznajomy pod koniec gry wydeptuje serce na wirtualnym śniegu?

Przypominają się "pudełka empatyczne" z Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? Philipa K. Dicka ; urządzenia, które pozwalały na empatyczne relacje z innymi użytkownikami, w świecie okaleczonym przez wojnę atomową. Ten sam mechanizm czystych uczuć, pozbawionych określonego i jawnego adresata.

Pies z adresem

Ta wymuszona anonimowość Podróżników idzie wbrew sieciowym trendom. Rewolucja społecznościowa sprawiła, że hasło "w internecie nikt nie wie, że jesteś psem" straciło na aktualności. Anonimowość jest traktowana jako coś złego (dyskusje na ten temat prowadzono w Usenecie jeszcze w zeszłym tysiącleciu), źródło chamstwa i innych internetowych nieszczęść. Serwisy odchodzą od anonimowych komentarzy - wystarczy sprząc stronę z facebookiem, by każdy, kto chce zabrać głos podpisał się zdjęciem, nazwiskiem, a nawet miejscem zatrudnienia.

Czy coś to zmieni? Z rozbawieniem oglądam komentarze na jednym z serwisów agregujących śmieszne obrazki z internetu. Internauci nie wydają się zbytnio skrępowani brakiem anonimowości, używają brzydkich słów i zajmują stanowiska dalekie od politycznej poprawności czy zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Nie powinno to dziwić, bo tak samo wyglądały niektóre dyskusje w serwisie nk.pl czy Facebooku; zwłaszcza przy linczach przeprowadzanych przez internetową radę przysięgłych. To chyba nie internet wyzwala w tych ludziach takie negatywne emocje, pewnie większość nie ma problemu, by wyrażać je w dyskusjach prowadzonych w biurach i na imieninach cioci.

Może najlepszym wyjściem faktycznie będzie powrót do praktyk web 1.0, kiedy nie było miejsca na komentarze - i co za tym idzie, nie było nadprodukcji śmieciowej treści, niskokalorycznej zawartości nastawionej na wywołanie lawiny reakcji przeliczanej na kliknięcia.

Dopiero na wirtualnej pustyni, w ciszy prostych gestów, można okazać się prawdziwym bohaterem i prawdziwą istotą ludzką.

Cyber Czwartek to cykl cotygodniowych felietonów poświęconych dawnym wizjom przyszłości i temu, jak (i czy!) spełniły się w naszym nowoczesnym świecie. Autor, Michał R. Wiśniewski , jest publicystą i blogerem specjalizującym się w fantastyce oraz japońskiej popkulturze.

Więcej o: