Wielki bank zapłaci aż 5 mld dol. za kryzys? Spokojnie. Premii nie trzeba oddawać

Tuż przed wybuchem w 2008 roku światowego kryzysu Goldman Sachs sprzedawał klientom niewiele warte obligacje oparte na niespłacanych kredytach hipotecznych. Teraz ponosi za to karę.

Na pierwszy rzut oka sprawiedliwości stało się zadość. Jeden z największych banków inwestycyjnych świata musi zapłacić aż 5,06 mld dol. za swój udział w wywołaniu największego kryzysu finansowego w historii od lat 20. ubiegłego wieku. Kiedy jednak bliżej przyjrzymy się porozumieniu pomiędzy bankiem a amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości, wtedy okaże się, że świat wcale nie jest taki piękny, dobry i sprawiedliwy.

Goldman Sachs sprzedawał w latach 2005-2007 obligacje oparte na coraz bardziej ryzykownych, bo coraz mniej spłacanych, kredytach hipotecznych. Wiedział już o tym, ale klientom, którym maklerzy wciskali toksyczne papiery, nic nie mówił. Śledczym udało się np. dotrzeć do mejla wysłanego przez jednego z maklerów do kolegi, w którym komentując jakość sprzedawanych obligacji naiwnym klientom, napisał „Gdyby oni tylko wiedzieli.”

Jednak oni nie wiedzieli, a gdy się w końcu dowiedzieli, było już za późno. Wartość toksycznych obligacji spadła do zera, niwelując oszczędności milionów Amerykanów i doprowadzając w konsekwencji do potężnego krachu na rynku i chwilę później wielkiego globalnego kryzysu.

Goldman Sachs – ostatni winny wśród największych

- Dzisiejsza ugoda jest kolejnym przykładem determinacji Departamentu Sprawiedliwości do pociągnięcia do odpowiedzialności tych, których bezprawne praktyki doprowadziły do kryzysu finansowego w 2008 roku – mówił w poniedziałek Benjamin C. Mizer z Departamentu Sprawiedliwości.

Nawiązywał tym do faktu, że Goldman Sachs jest ostatnim z dużych i znanych amerykańskich banków, które zostały już ukarane przez specjalną grupę powołaną przez prezydenta Baracka Obamę w 2012 roku. Za podobne praktyki, których dopuścił się Goldman Sachs, banki J PMorgan Chase i Bank of America zgodziły się zapłacić odpowiednio 13 i 16 , 6 mld dol. Citibank sprzedaż bezwartościowych papierów wartościowych tuż przed kryzysem kosztowała 7 mld dol. a Morgan a Stanley ’a 3,2 mld dol.

Umowę z bankiem Goldman Sachs nowojorski prokurator generalny Eric Schneiderman określił jako kolejny dowód na to, że w USA nadużycia finansowe nie będą tolerowane – instytucje finansowe za swoje błędy muszą płacić.

Dużo ulg i kredytów dla winnego

Problem w tym niestety, że znaczną część finansowego zadośćuczynienia, które ma zapłacić Goldman Sachs pokryją pośrednio. amerykańscy podatnicy.

Zarówno Washington Post, jak i New York Times zwracają uwagę, że wartość ugody Goldman Sachs będzie mógł wrzucić koszty, a więc zapłaci mniejszy podatek. Do tego, aby zrealizował niektóre z punktów ugody, otrzyma od państwa korzystne kredyty. W umowie porozumienia, o czym pisze New York Times, jest np. punkt mówiący o tym, że bank musi wydać 240 mld dol. na program budowy tanich domów. W załączniku do umowy natomiast można znaleźć wyliczenia, z których wynika, że na ten program naprawdę Goldman Sachs wyda nie więcej niż 30 proc. wymienionej w umowie kwoty. Resztę pokryje z nowych rządowych kredytów.

W sumie Goldman Sachs tak naprawdę zapłaci co najmniej około jednego miliarda dolarów mniej niż zapisane jest w tekście porozumienia.

Żadnych bonusów nie trzeba oddawać

Koszty ugody, w zestawieniu z rocznymi zyskami i przychodami banku, nie wyglądają specjalnie imponująco . W ubiegłym roku Goldman Sachs zarobił na czysto nieco ponad 6 mld dol., przy przychodach na poziomie niecałych 34 mld dol.

Do tego – co jest bardzo ważną częścią ugody – Departament Sprawiedliwości nie będzie pozywał już żadnego konkretnego pracownika banku za czyny, których się dopuścili, wciskając klientom obligacje. Wszyscy w świetle prawa pozostaną niewinni, żadnych premii za fantastyczną sprzedaż obligacji przed kryzysem nie muszą oddawać.

- To nie jest sprawiedliwość – skomentował ugodę Dennis Kelleher, szef Better Markets , pozarządowej organizacji walczącej o większą przejrzystość rynku finansowego.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"