Koniec taniej ropy? To spotkanie zdecyduje o tym, czy wciąż będziesz tankować auto do pełna

W niedzielę do Dohy, stolicy Kataru, przyjadą przedstawiciele kilku największych producentów ropy naftowej. Być może, po raz pierwszy od 15 lat, uda im się wynegocjować porozumienie o zamrożeniu produkcji czarnego złota.

We wtorek ropa podrożała o ponad 4 proc. – popularny w Europie gatunek Brent do niemal 45 dolarów za baryłkę – po tym, jak Interfax, powołując się na anonimowe źródła, poinformował, że Arabia Saudyjska i Rosjanie dogadali się odnośnie zamrożenia produkcji ropy co najmniej na dotychczasowych poziomach. To pozwala snuć spekulacje, że na zbliżającym się w weekend spotkaniu jej największych producentów, zarówno z krajów OPEC, jak i spoza kartelu, może dojść do porozumienia, które znacząco wpłynie na ceny jednego z najbardziej pożądanych surowców w bliższej i dalszej przyszłości.

Rosjanie, jeden z trzech obok USA i Arabii Saudyjskiej, największych producentów ropy na świecie, chcą porozumienia o zamrożenie jej produkcji już od dawna. Długo tym planom sprzeciwiali się Saudowie, bojąc się, że kiedy zmniejszą wydobycie, stracą część rynku. Zajmie ją głównie ropa z Iranu, który energicznie, po zniesieniu zachodnich sankcji kilka miesięcy temu, zwiększa jej produkcję. Teheran wydobywa teraz około 3,3 mln baryłek dziennie i odrzuca pomysły jakiegokolwiek ograniczenia wydobycia co najmniej do chwili, gdy nie uda mu się powrócić do poziomów produkcji z czasów przed ogłoszeniem sankcji, czyli do około 4 mln baryłek dziennie.

Wieczorem we wtorek Bloomberg dolał oliwy do ognia. Zacytował rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa, który powiedział, że "jest nadzieja" na porozumienie odnośnie zamrożenia produkcji ropy, niezależnie od woli Iranu.

Chiny i USA – kolejne problemy

Świat byłby zbyt prosty, gdyby cena ropy naftowej zależała wyłącznie od wielkości jej wydobycia przez kraje, których przedstawiciele pojawią się za kilka dni w Katarze. Jest więcej czynników sugerujących, że czasy taniej ropy przechodzą do przeszłości.

Kupują jej coraz więcej Chiny. W marcu Państwo Środka importowało średnio 7,71 mln baryłek ropy dziennie – 13 proc. więcej niż rok temu. Spowolnienie w samych Chinach, jak na świecie, nie jest więc tak duże, jak się obawiano. Potwierdzają to zresztą najnowsze dane. Chiński eksport w marcu wzrósł o 11,5 proc. w stosunku do danych sprzed roku. I był to pierwszy jego wzrost od dziewięciu miesięcy.

Ropa z pewnością też nie będzie tanieć z powodu malejącego jej wydobycia w USA. Amerykańscy nafciarze z powodu niskich cen surowca zamykają nierentowne szyby. Wydobycie ropy w Stanach Zjednoczonych spadło do nieco ponad 9 mln baryłek dziennie – jest na najniższym poziomie od listopada 2014 roku.

No i niskim cenom ropy nie sprzyja słaby dolar. Amerykańska waluta od listopada osłabiła się w stosunku do euro o około 6 proc. A niemal zawsze gdy tak się dzieje, ropa drożeje.

Tak więc wiele wskazuje na to, że w trakcie wakacji zapłacimy więcej niż teraz za paliwo.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"

Milionowe straty i liczne protesty zmusiły SeaWorld do zmiany polityki