Wściekli akcjonariusze. Miliardowe straty, a szef dostaje premię liczoną w milionach

Akcjonariusze BP bardzo się zirytowali. W specjalnym głosowaniu zaprotestowali przeciwko sporej podwyżce, którą otrzymał szef koncernu za pracę w ubiegłym roku. To było pierwsze tego typu zdarzenie w historii brytyjskiej giełdy.

Amerykanin Robert W. Dudley kieruje BP od 2010 roku. Został dyrektorem zarządzającym po tym, jak doszło do głośnej katastrofy platformy wiertnicznej należącej do BP w Zatoce Meksykańskiej. Sprawnie sprzątał po wypadku, odchudził firmę ze zbędnych jego zdaniem aktywów, pracował nad poprawą norm bezpieczeństwa. Ostatnio jednak, delikatnie mówiąc, koncern nie ma się najlepiej.

Taniejąca ropa topi BP. Gigant w ubiegłym roku poniósł ogromną stratę – 6,5 mld dol. - i musi ciąć koszty. Dudley zwolnił już kilka tysięcy pracowników. BP przestało również, co jest traktowane jako pewien symbol dużych problemów, sponsorować Tate Museums w Londynie – znaną na cały świat placówkę specjalizującą się w prezentacji sztuki współczesnej.

Dudley’owi to jednak w żaden sposób nie przeszkodziło wziąć od spółki wynagrodzenia wysokości 19,6 mln dol., a więc większego aż o 20 proc. niż rok wcześniej.

Akcjonariusze wściekli. Prezes tłumaczy kolegę

Ale to bardzo zirytowało akcjonariuszy brytyjskiego koncernu. Tak bardzo, że na corocznym ich zgromadzeniu w czwartek, przegłosowali swoją dezaprobatę dla podniesienia pensji Dudley’owi. Niemal 60 proc. akcjonariuszy głosowało za zmianą dotychczasowej polityki wynagradzania menedżerów wysokiego szczebla. Taki sprzeciw jest fenomenem. Zdarzył się po raz pierwszy w historii brytyjskiego życia korporacyjnego.

Akcjonariuszy nie przekonały nawet argumenty prezesa BP, który - dodajmy tutaj - w świecie korporacji nie kieruje firmą, tylko nadzoruje pracę dyrektora zarządzającego (CEO) pod kątem interesów jej właścicieli. Carl-Henric Svanberg tłumaczył, że oceniając pracę Dudley’a, nie można patrzyć tylko na twarde wyniki spółki, które zależą od ceny ropy naftowej, ale również inne aspekty jego pracy. – I w tym świetle rada nadzorcza uważa, że dyrektor zarządzający wykonywał swoje obowiązki znakomicie – powiedział Carl-Henric Svanberg.

Może coś się zmieni. Ale za rok

Głosowanie w czwartek było wyłącznie aktem protestu akcjonariuszy. Nie chcą, by szef spółki zarabiał coraz więcej w czasie, gdy firma przeżywa prawdopodobnie najtrudniejsze chwile w swojej historii. Pieniądze jednak Dudley dostał już wcześniej. Głosowanie mu ich nie odbiera.

Wiążące decyzje odnośnie tego, jak kształtować zarobki szefów, akcjonariusze podejmą na przyszłorocznym spotkaniu. I to co tam przegłosują, będzie obowiązywało przez trzy lata.

Na razie Dudley może się więc cieszyć swoim milionami.