Z tym trendem się nie wygra. Kiedyś poddała się FC Barcelona, a wkrótce podda się koszykarska liga NBA

Od sezonu 2017/18 na meczowych koszulkach graczy w lidze NBA pojawią się loga sponsorów. Na szczęście niewielkie.

Ta informacja może zszokować osoby, które na co dzień nie interesują się sportowymi rozgrywkami za oceanem. Na koszulkach koszykarzy czy hokeistów, zarabiających miliony dolarów rocznie w profesjonalnych amerykańskich ligach, dziś nie ma ani jednej reklamy. Naprawdę. To jednak wkrótce się zmieni. Ale dzisiaj wygląda to tak:

 
 

 

Transmisje z meczów NBA, przerywane niezliczoną liczbą reklam, stały się trudne do oglądania. Za to przed dyktatem komercji bardzo długo broniły się meczowe koszulki zawodników. Nie tylko w lidze koszykarskiej, ale też w profesjonalnych ligach hokeja, baseballu i futbolu amerykańskiego.

Do pierwszego wyłomu w tej tradycji doszło podczas tegorocznego weekendu NBA All-Star. Na koszulkach drużyn Wschodu i Zachodu pojawiło się logo firmy Adidas, która od sezonu 2006/07 jest oficjalnym dostawcą strojów meczowych dla ligi, a dodatkowo – logo producenta samochodów Kia.

To zapowiedź znacznie poważniejszych zmian, do jakich dojdzie od początku sezonu 2017/18. Firma Nike, która za niecałe półtora roku przejmie kontrakt Adidasa, wraz z nim uzyska prawo do umieszczenia swojego logo na koszulkach meczowych graczy. Dodatkowo każdy z klubów otrzyma prawo do komercyjnego zagospodarowania części powierzchni koszulki.

Nie oznacza to jeszcze, że zawodnicy zamienią się w żywe słupy reklamowe. Każdy z klubów będzie mógł przeznaczyć na logo sponsora obszar około 2,5 na 2,5 cala, czyli w przybliżeniu 40 centymetrów kwadratowych. To tyle co nic w porównaniu choćby z wielkim logo Qatar Foundation, jakie pojawiło się na koszulkach piłkarzy Barcelony w wyniku umowy zawartej pod koniec 2010 r. Ten klub wyjątkowo długo bronił się przed umieszczaniem komercyjnych reklam na piersiach graczy, ale w końcu nie oparł się kwocie 165 mln euro.

Ustępstwo na rzecz sponsorów władze NBA nazywają na razie eksperymentem i mówią o trzyletnim okresie próbnym. Jednak trudno przypuszczać, by ten program nie zakończył się sukcesem. Choć wraz z końcem kariery Michaela Jordana skończyły się też złote czasy NBA, ta wciąż cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. Rok temu ostatni z serii finałowych meczów pomiędzy Golden State Warriors i Cleveland Cavaliers oglądały w telewizji ABC aż 23 mln widzów. Możliwość dotarcia do tak licznej widowni będzie więc dla sponsorów nie lada gratką.

Ostatnim bastionem konserwatyzmu w NBA pozostały więc nazwy klubów. W przewidywalnej przyszłości Chicago Bulls raczej nie zmienią się w Chicago A.T. Kearney ani w Chicago Boeing. To luksus, o jakim kibice Vive Tauron Kielce czy Asecco Resovii Rzeszów mogą tylko pomarzyć.