Joanna Drabent: Obce jest mi myślenie, że kobiety mają gorzej

Joanna Drabent to pomysłodawczyni oraz zarządzająca projektem aplikacji internetowej dla PR-owców Prowly. A do tego pasjonatka sportów wodnych i spełniona mama. Jak powstał jej projekt, który świetnie sobie radzi w Polsce, a teraz wkracza na rynek międzynarodowy? I czy pozyskiwanie inwestorów naprawdę jest takie trudne?

Spotykasz się z komentarzami, że jesteś za młoda czy za ładna, żeby znać się na branży, w której pracujesz?

Joanna Drabent: - Nigdy. Moją walutą jest projekt i to, że udaje mi się go efektywnie rozwijać i nim skutecznie zarządzać. Jednocześnie bardzo obce jest mi myślenie, że kobiety mają gorzej. Owszem, prowadzą dom, mają dzieci, ale to znaczy, że mają po prostu inaczej. To nie może być potencjalny powód do tego, by mówić, że mam gorzej. Może moje podejście wynika po części z tego, że nigdy się nie spotkałam z nierównym traktowaniem w pracy ze względu na moją płeć. Fakt, że są branże bardziej popularne wśród mężczyzn i te bardziej popularne wśród kobiet, ale wszystko się zmienia. Dziś każdy może robić co chce. Mężczyzna może działać w branżach o kobiecej specyfice, a kobieta działać w tych bardziej męskich – np. w nowych technologiach. Obecnie w start-upach jest 20 procent kobiet i ta liczba stale rośnie.

Jak ty trafiłaś do start-upu? Technologie były twoim pomysłem na życie?

- Nigdy. Wiązałam swoją przyszłość zawodową z filmem. Po studiach poszłam na staż do firmy organizującej festiwal filmowy, w której moją rolą było prowadzenie biura prasowego. I tak zaczęła się moja przygoda z pijarem. Zawsze miałam szczęście, że poznawałam ciekawych ludzi i potrafiłam przekuć te kontakty w coś, co owocowało dalej. Na przykład w nowy, ciekawy projekt. I to jest chyba klucz do tego, gdzie teraz jestem.

Możesz podać przykład?

- Chociażby pracowałam w dziale PR pewnej firmy i na konferencji poznałam osobę, która zarządzała komunikacją w jednej z dużych firm outdoorowych. Od słowa do słowa zdecydowaliśmy się zrobić fajny, wspólny projekt. Bardziej biznesowy. Wyszła z tego duża kampania na nośnikach ledowych nad polskim morzem. To zainspirowało mnie do założenia swojej firmy i przez pewien czas działaliśmy wspólnie. Potem poznałam kolejne osoby, które sprawiły, że zaczęłam mieć własnych klientów. I powstała agencja pijarowa.

Jak z tej agencji trafiłaś do start-upu?

- W bardzo prosty sposób. Zaczęłam pracować w PR i brakowało mi takiego narzędzia, jakie oferuje Prowly. Zastanawiałam się, czemu jeszcze go nie ma, bo to z czego korzystaliśmy to był monitoring mediów czy pakiet aplikacji biurowych. Sebastian Przyborowski, mój dzisiejszy wspólnik w Prowly, napisał kilkustronicowy projekt i zaczęliśmy szukać inwestorów. Wysłałam go Maćkowi Hazubskiemu z IQPartners i zdecydował, że zainwestuje w ten pomysł.

A potem stał się twoim mentorem?

- To jest tak, że inwestorami Prowly są fundusze. Wiedza i doświadczenie ich pracowników to dla nas istotne wsparcie. Ale pierwszym mentorem był dla mnie właśnie Maciek Hazubski. Zaufał mi na tyle, że był w stanie wyłożyć pieniądze na sam pomysł. Od tego momentu rozmawiamy co jakiś czas. Ja się dzielę z nim przemyśleniami, a on mi doradza. Zresztą zawsze służył mi też swoją rozbudowaną siecią kontaktów.

Inwestor pomaga, ale i wymaga.

- To prawda, ale my wymagamy od siebie chyba jeszcze więcej. Chcemy sprostać nadziejom inwestorów, co mi się wydaje naturalne, bo jak ktoś dał na ten projekt gotówkę i w niego wierzy, to zależy nam, by mu się to zwróciło. W grę wchodzi też ambicja, chcemy pokazać, że zaufanie do nas procentuje.

Wracając do mentorów. W Polsce w branży na pewno źródłem wiedzy jest dla mnie Michał Sadowski z Brand24. Wie co działa, a co nie, co warto testować. Michał jest bardzo otwartą osobą. Dzieli się ze mną również radami, czego należy unikać. Trudnością na pewno jest to, że jesteśmy jednymi z pierwszych. Przecieramy szlaki i na pewno za pewien czas sami będziemy się dzielić z innymi swoją wiedzą. Teraz jeszcze nie czuję, że to ten moment, więc się nie wychylam.

Podobno masz ciarki gdy myślisz o staraniach o dofinansowanie. Dlaczego?

- Po pierwsze dlatego, że trudno jest rozwijać firmę, która nie ma pieniędzy na rozwój. Kilkanaście miesięcy po inwestycji IQPartners zaczęło brakować nam środków na rozwój. Od IQPartners pozyskaliśmy wtedy 230 tysięcy złotych, co było relatywnie niewielką kwotą na zaprojektowanie aplikacji SaaS w wersji beta, zweryfikowanie jej po starcie komercyjnym i wdrożenie wersji 1.0. Plus oczywiście podjęcie bardziej usystematyzowanej sprzedaży. Przez dłuższy czas ja i mój wspólnik realnie nie zarabialiśmy pieniędzy. Dlatego ja zawsze przestrzegam przed myśleniem, że jak się jest start-upowcem i dostało się trochę kasy na start, to znaczy, że jest różowo. Otóż różowo nie jest. My jesteśmy na ostatnim miejscu piramidy korzyści i tak będzie do samego końca. Ja zyskam jako ostatnia, muszę więc do tego doprowadzić. To jest motywacja.

Pewnie było ciężko.

- Bardzo ciężko. Nie mieliśmy pieniędzy na bieżące potrzeby, a w zespole były wówczas cztery osoby, które musieliśmy utrzymać. Zdecydowaliśmy się wziąć kredyt obrotowy na bieżącą działalność. Oferty zainwestowania w Prowly, które dostawaliśmy nie do końca nas satysfakcjonowały. Pomyśleliśmy, że jak jeszcze trochę pociągniemy, to będziemy warci więcej. Zaryzykowaliśmy.

Opłaciło się?

- Opłaciło. Po najtrudniejszym okresie dało nam się pozyskać kilku dużych klientów i zaczęliśmy zarabiać na kilkuosobowy wtedy zespół. Ale wiedzieliśmy już, że nadszedł moment, w którym potrzebujemy dużej puli pieniędzy, która umożliwi nam złapanie skali poza Polską. Tu już nie było mowy o kredycie, zresztą to by już było mocno nieracjonalne posunięcie.

Więc co zrobiliście?

- Zaczęliśmy na poważnie szukać dużych pieniędzy. Trwało to w sumie około siedmiu, ośmiu miesięcy. W tej rundzie inwestycyjnej mamy Internet Ventures i Bluerank. Umowę inwestycyjną podpisaliśmy, kiedy byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, więc jak można się domyślać był to dla mnie mocno wyczerpujący proces. W trakcie rozmów czasem siedzieliśmy aż do rana, co było dla nas wymagającym testem.

Co było najtrudniejsze?

- Padają setki pytań. Grunt to na początku jak najlepiej sprzedać siebie i produkt. Potem wspólnie z Internet Ventures pracowaliśmy nad biznesplanem na następne trzy lata. Konsultowaliśmy m.in. wzrost zatrudnienia i prognozy na rynkach, na które chcemy wchodzić. Dużo nam podpowiedzieli i był to owocny proces. I tak wypracowaliśmy wspólną wizję, którą teraz weryfikujemy.

Ile dostaliście?

- Runda inwestycyjna, na którą złożyły się inwestycje Bluerank i Internet Ventures była łącznie na kwotę 4,5 miliona złotych. Na najbliższe dwa lata mamy środki na bieżący rozwój. Chyba że okaże się, że rośniemy bardzo szybko. Wtedy będziemy musieli szukać nowych źródeł finansowania poza Polską.

Wcześniej, zanim jeszcze rozpoczęliśmy negocjacje w ramach drugiej rundy, zrobiłam sobie listę kilku funduszy z Niemiec i Wielkiej Brytanii i odezwałam się do nich, by zobaczyć jak wygląda taki proces poza Polską. Rozmawialiśmy o naszym pomyśle i dostrzegłam sporo różnic.

Opowiedz o nich.

- Poza Polską w start-upach, fundusze patrzą przede wszystkim na team, który go buduje. Zagraniczne fundusze bardzo patrzą na doświadczenie ludzi, którzy tworzą te projekty. W Polsce, mam wrażenie, nie jest to kluczowe. Inna jest też kultura inwestycyjna. W Polsce, gdy szukaliśmy pieniędzy, wysłaliśmy prezentacje produktu do około dwudziestu funduszy i odpowiedziało nam dosłownie kilka. W efekcie domknęliśmy inwestycję z takim, który się do nas odezwał sam. Poza Polską każdy odpisuje na maile, naprawdę każdy. Nawet jak nie jest zainteresowany. Piszą, że dziękują i pokrótce tłumaczą powody swojej decyzji. To oznacza, że ktoś po ich stronie realnie otwiera prezentację i odpowiada.

Joanna DrabentJoanna Drabent fot. Filip Klimaszewski

Nie zrażacie się?

- Nie. Po prostu uczymy się interdyscyplinarności. Ludzie wyspecjalizowani w jednej konkretnej dziedzinie nie radzą sobie z pracą w start-upie. To jest zbyt dynamiczne środowisko. Każdy z nas zajmuje się po trosze wszystkim. Ja się zawsze przy takiej okazji chwalę, że umiem kilka komend w Ruby, czyli języku programistów.

Wiesz nasza praca wygląda specyficznie. Wszyscy jesteśmy zdalni. Nasz zespół liczy 17 osób z całej Polski, m.in. z Rzeszowa i spod Wrocławia, do tego pięć pracuje w Stanach. Mamy biuro w Warszawie i w Łodzi. Ciężko sprawić, by taki zespół czuł się jednym organizmem, bo nasza praca zwykle sprowadza się do siedzenia przy komputerze. To cały nasz świat. Mamy wirtualne biuro, w którym się spotykamy codziennie. Korzystamy z komunikatora Slack, który bardzo nam się przydaje.

To ciekawe. A jak wygląda w praktyce?

- Mamy więcej pomysłów niż jesteśmy w stanie zrealizować. Dlatego uczymy się je priorytetyzować. Wiadomo, że nie uda się zrobić wszystkiego. Raz na trzy miesiące organizujemy sobie takie warsztaty wewnątrz firmy. Spotykamy się i przez dwa dni pracujemy nad nowymi funkcjami naszego produktu. Zaangażowany jest to naprawdę każdy z nas, bo każdy kto tworzy start-up jest jego częścią i ma coś ciekawego do powiedzenia. Właśnie tak projektujemy nowe funkcje.

Tak po prostu?

- Nie tylko. Ostatnie z takich spotkań było też poświęcone naszym pasjom. Każdy miał w 15 minut zaprezentować, co lubi i czegoś nas o swojej pasji nauczyć.

Ty o której ze swoich pasji mówiłaś?

- Ja byłam gospodarzem spotkania i wyszłam z założenia, że tym razem będę się uczyć od innych. Zresztą cały czas się uczę nowych rzeczy od swojego zespołu. Ale gdybym miała jakąś zaprezentować, to pewnie mówiłabym o sporcie. Sporty wodne to moja największa pasja. Jak tylko mam okazję, wyjeżdżam gdzieś, gdzie jest ciepło i pływam na kitesurfingu już od kilku dobrych lat. Bez tego ciężko mi żyć. Mam też super męża, jeszcze fajniejsze dziecko i psa, który jest towarzyszem naszego życia

Czyli jesteś spełniona także prywatnie.

- Tak. I to jest coś, co mega doceniam. W ogóle ostatni rok był dla mnie bardzo intensywny. Przeprowadzka, ślub, potem ciąża. A to wszystko zbiegło się z poszukiwaniami kolejnej transzy dofinansowania dla Prowly. Na pewno doświadczenia, które zdobywam, pozwalają mi lepiej zarządzać czasem i priorytetyzować swoją pracę.

Poradź coś innym świeżo upieczonym mamom, które są też są aktywne zawodowo.

- Jak nie miałam dziecka, miałam tendencje do popadania w tzw. micro management - chciałam być zaangażowana we wszystko, co się dzieje w firmie. W tej chwili potrafię zrezygnować z pewnych rzeczy i skupić się na tych, które są dla rozwoju firmy najistotniejsze. Czuję się dużo bardziej uporządkowana. Zdalnie pracowałam już od pierwszego tygodnia po urodzeniu dziecka, a niedawno wróciłam do biura na kilka godzin. Nie potrafiłam sobie tego odmówić, ale staram się robić to bardzo racjonalnie. Teraz moim najważniejszym szefem jest moje dziecko. I tak już zostanie :)

Masz czas, by chodzić na imprezy branżowe?

- Hmm, na pewno środowisko trzeba znać. Ale są różne typy branżowych spotkań. Ja osobiście staram się nie bywać. Większość ludzi znam prywatnie, wolę się z nimi spotkać face to face i w ten sposób wymienić się doświadczeniami. A nie tracić czas na spotkania towarzyskie. Chętnie za to bywam na różnego rodzaju spotkaniach, na których mogę się czegoś dowiedzieć.

Ja bym się chciała dowiedzieć, gdzie chcecie być za 2-3 lata.

- Naszym największym i najtrudniejszym celem jest sukces globalny. Od samego początku wiedzieliśmy, że nie chcemy poprzestać na Polsce. Że nasz projekt zweryfikuje się wtedy, gdy będziemy w stanie sprzedawać globalnie. Bo lokalne projekty tego typu nigdy się nie zwracają.

Sporo postawiliśmy na rozwój w Stanach i tam chcemy być na pewno. Chcemy rozwinąć team w Stanach i otworzyć biuro w San Francisco. Nie miałabym nic przeciwko temu, by się tam przenieść na jakiś czas. Oczywiście naszym stałym celem jest systematyczny wzrost wartości spółki. Myślę, że gdybyśmy za rok czy dwa byli warci tyle, na ile rynek wycenił Brand24, to bylibyśmy bardzo zadowoleni.

Joanna Drabent. Ma 30 lat. CEO i współzałożycielka Prowly.com, aplikacji służącej do zarządzania działaniami media relations i integrowania komunikacji marki w jednym miejscu. Prowly.com pomaga w zoptymalizowaniu czasu potrzebnego na zarządzanie bazą mediów czy internetowym biurem prasowym poprzez tworzenie atrakcyjnych wizualnie komunikatów czy spersonalizowanych, mierzalnych wysyłek mailowych. Z Prowly korzystają już takie marki i firmy, jak Spotify, IKEA, VML, Allegro, National Geographic Polska czy Under Armour.