Ropa drożeje. Nie będzie taniej benzyny na wakacje

Duże banki inwestycyjne zmieniają zdanie. Kończy się czas, kiedy światowy rynek był zalewany tanią ropą. O cenach w okolicy 30 dolarów za baryłkę możemy na długo zapomnieć.

Gdyby analitycy Moody’s bardziej wnikliwie wczytywali się w raporty swoich kolegów, być może nie obniżyli by w piątek ratingów trzech krajów Zatoki Perskiej. Ocena wiarygodności kredytowej Arabii Saudyjskiej spadła do A1 z Aa3, Omanu do jedno oczko do Baa1, a Bahrajnu do Ba2. Powód? Taniejąca od połowy 2014 roku aż do początku bieżącego ropa naftowa - główne źródło dochodów dla krajów arabskich.

Moody’s wyliczył na przykład, że deficyt budżetowy Arabii Saudyjskiej urósł do niemal 100 mld dol. w 2015 roku, a jej rezerwy dewizowe zmalały od rekordowego poziomu półtora roku temu o 155 mld dol. do nieco poniżej 600 mld. A to nie koniec. Saudom, wg analitykom z Moody’s, zabraknie 324 mld dol., by domknąć kolejne roczne budżety państwa do 2020 roku.

Nie ma się co dziwić. Od początku 2011 roku aż do połowy 2014 ropa kosztowała około 100 dol. za baryłkę, potem spadła do niecałych 30, a teraz - od połowy stycznia - znowu drożeje i dobija już powoli do 50 dol. W poniedziałek w okolicach południa za baryłkę ropy Brent trzeba było zapłacić niecałe 49 dol. - 1,77 proc. więcej niż w piątek.

Goldman Sachs i Morgan Stanley mówią o zmianie

Cięcie ratingu Arabii Saudyjskiej nie dziwi więc absolutnie. Ale być może aż tak źle - dla krajów Zatoki Perskiej, jak widzi to Moody’s nie będzie. Najnowszy, opublikowany właśnie raport Goldmana Sachsa sugeruje, że na rynku ropy następuje właśnie fundamentalna zmiana.

Koniec z nadpodażą na rynku ropy, wchodzimy w rynek jej braków - twierdzą Amerykanie z jednego z najbardziej znanych banków inwestycyjnych świata. I to przejście ze stanu przesadnej podaży ropy, do rynku jej deficytu staje się „dużo szybciej, niż wcześniej zakładaliśmy” - dodają.

Rynek wejdzie w fazę deficytu już w maju - uważa Goldman Sachs. Stanie się tak, ponieważ rośnie zdrowy, jego zdaniem, zrównoważony popyt na ropę oraz gwałtownie ograniczane jest jej wydobycie. Amerykanie redukują np. produkcję ze złóż łupkowych, Kanadyjczycy musieli ograniczyć produkt po wielkich pożarach a Nigeryjskie władze borykają się z serią ataków na ropociągi.

Rynek, jak uważa Goldman Sachs, będzie deficytowy co najmniej do końca drugiej połowy tego roku. Dlatego też wzrosną ceny czarnego złota. Bank podniósł prognozę średniej ceny ropy za baryłkę do 50 dolarów w drugiej połowie roku - w marcu spodziewał się, że będzie o 5 dolarów niższa.

Rano w poniedziałek odezwali się analitycy banku Morgan Stanley. Koniec nadpodaży na rynku ropy określili łagodnie sformułowaniem, że rynek wraca do równowagi. Co to oznacza dla konsumentów? Przede wszystkim wyższe ceny paliw na stacjach benzynowych. Nie wlejemy już paliwa po 4 zł z niewielkim dodatkiem w drodze na wakacje. Będzie drożej.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"