Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Rosji wynosi już tylko 433 dol. Dane przedstawił Michaił Matownikow główny analityk Sbierbanku podczas spotkania z akcjonariuszami w Petersburgu.
Spadające płace u naszego wschodniego sąsiada to jeszcze jeden dowód na to, że bieda w Rosji rozprzestrzenia się dziś w największym tempie od lat 90., kiedy kraj ten przeżywał kryzys polityczny i gospodarczy.
Według najnowszego raportu Banku Światowego 20,3 mln, czyli niemal 14 proc. Rosjan żyje w ubóstwie. Oznacza to, że ich miesięczne dochody nie przekraczają ustalonego oficjalnie progu 9662 rubli (142 dolarów). Co gorsza, biednych Rosjan przybywa w zastraszającym tempie. W marcu państwowe służby statystyczne tego kraju poinformowały, że liczba osób żyjących w biedzie zwiększyła się w ubiegłym roku o 20 proc., do 19,2 mln.
- To największy wzrost poziomu ubóstwa od czasu kryzysu z lat 1998-99 i znacznie przekroczy on wzrost obserwowany podczas globalnego kryzysu finansowego w 2008 roku - czytamy w dokumencie Banku Światowego, który zauważa, że przewidywane na rok 2016 wskaźniki ubóstwa powrócą do poziomu z 2007 roku. - Zniweczy to trwającą przez blisko dekadę poprawę sytuacji - dodaje.
Skąd ta zapaść? Rosyjska gospodarka kurczy się w efekcie międzynarodowych sankcji, a także znacznej obniżki cen ropy. Ropa, produkty ropopochodne i gaz to dziś około dwie trzecie rosyjskiego eksportu. Spadek cen tych surowców oznacza więc dla rosyjskiej gospodarki miliardowe straty.
Z drugiej strony - co ciekawe - akurat spadające płace to ważny problem dla przeciętnych Rosjan, dla Kremla i samego Putina - rosyjscy biznesmeni niekoniecznie będą narzekać.
Wg raportu Sbierbanku niższe wynagrodzenia już pozwoliły niektórym firmom działającym w Rosji rozpocząć eksport produktów za granicę. Szczególnie dotyczy to tych fabryk, które zainwestowały w moce produkcyjne przed kryzysem i od razu są gotowe na zwiększenie produkcji.