Ile można stracić w bezpiecznym funduszu? Prawie wszystko!

Bezpieczne inwestycje w obligacje i w nieruchomości? Nie zawsze. Funduszom realizującym takie strategie zdarzały się już bardzo poważne wpadki

Ponad 99 proc. straty na inwestycji w nieruchomości – taka wiadomość zmroziła niedawno klientów funduszu BPH Nieruchomości FIZ. Przypomnijmy, że według wstępnej wyceny dokonanej przez likwidatora, certyfikaty tego funduszu, sprzedawane przed laty po 100 złotych, dziś są warte... po 67 groszy. Jeśli te szacunki okażą się prawidłowe, będzie to oznaczało, że funduszowi inwestującemu w nieruchomości udało się stracić prawie całą powierzoną mu kwotę. Według poprzedniej wyceny, dokonanej jeszcze przez fundusz w grudniu ub. r., certyfikat wart był jeszcze 60,92 zł.

Trudno powiedzieć, co bardziej dziwi – czy fakt, że rachunki różnią się aż tak bardzo w zależności od tego, kto ich dokonuje, czy to, że profesjonalni zarządzający nie byli w stanie wypracować przyzwoitego zysku z wieloletniej inwestycji w nieruchomości. Bardzo prawdopodobne, że sprawa zakończy się w sądzie.

Co do zasady, fundusze inwestycyjne powinny całkiem nieźle chronić klientów przed spektakularnymi spadkami. Raz, że doborem aktywów do portfela zajmują się w nich fachowcy z potwierdzoną wiedzą o rynku. Dwa, wielomilionowe kwoty, jakimi zarządzają takie fundusze, sprawiają, że środki można z łatwością rozdzielić między wiele typów akcji, obligacji czy innych aktywów (w zależnie od strategii funduszu). Nawet gdyby któryś ze składników portfela ucierpiał w wyniku rynkowej zawieruchy, to pozostałe powinny trzymać wartość i łagodzić spadki. Oczywiście nie można oczekiwać, by na przykład podczas spadków na giełdach fundusze akcji zarabiały, ale nie powinny też tracić wyraźnie więcej niż cały rynek. 

Tyle mówi teoria. A jak to wygląda w praktyce? Otóż okazuje się, że oprócz sporych sukcesów historia funduszy pełna jest też spektakularnych wpadek. Przypomnijmy kilka tych najpoważniejszych.

Najbardziej poszkodowani mogą czuć się klienci Idea TFI. Pierwsze powody do niepokoju pojawiły się w kwietniu 2012 r., gdy wartość jednostki bezpiecznego funduszu Idea Premium z dnia na dzień spadła o 3,3%. Był to efekt bankructwa spółki DSS, której obligacje znajdowały się w portfelu funduszu. Klienci rzucili się do wycofywania pieniędzy z funduszu, a skala umorzeń była taka, że towarzystwo zdecydowało się na pewien czas zawiesić możliwość wycofywania środków. Wkrótce okazało się, że papiery DSS wcale nie są jedynymi problematycznymi. Tej lawiny nie udało się już powstrzymać, a pod jej naporem runął nie tylko ten fundusz, ale i całe TFI (przemianowane w międzyczasie na Inventum TFI). Pod koniec 2014 r. KNF cofnęła towarzystwu licencję na zarządzanie funduszami. W momencie rozpoczęcia likwidacji funduszy zaległości w wypłatach dla klientów przekraczały już 50 mln zł. Odzyskiwanie tych pieniędzy wciąż trwa. 

Na obligacjach nie można stracić? Można, i to dużo! Ponad 30% straty w ciągu trzech miesięcy – taka wpadka przydarzyła się w 2008 r. funduszowi SEB2 Obligacji i Bonów Skarbowych. To efekt dokonanych w złym momencie inwestycji w obligacje spółek rosyjskich. Spektakularnie złe decyzje inwestycyjne związane z doborem papierów dłużnych do portfeli przydarzyły się też Copernicus TFI i DWS TFI. Dla tego ostatniego towarzystwa sprawa zakończyła się po latach niekorzystnym wyrokiem sądowym. Jeden z inwestorów instytucjonalnych wywalczył odszkodowanie w wysokości 1,26 mln zł plus odsetki za błędy, jakie fundusz popełnił, wyceniając jednostkę funduszu DWS Płynna Lokata. Przed sądem udało się wykazać, że nieprawidłowe wyceny uniemożliwiły inwestorowi wycofanie się z inwestycji przed spadkiem notowań.

I na koniec fundusz Arka Nieruchomości FIZ, czyli produkt bliźniaczo podobny do nieruchomościowego funduszu BPH TFI. Pierwotnie jego certyfikaty miały żyć osiem lat, ostatecznie inwestorom udało się odzyskać pieniądze dopiero po dwunastu latach, ale nie w całości. Za certyfikaty, warte początkowo po 100 zł, otrzymali przy końcowym rozliczeniu mniej niż 2/3 ich początkowej wartości. Także ta sprawa może skończyć się w sądzie, bo jedna z poznańskich kancelarii prawnych przygotowuje pozew zbiorowy w imieniu grupy klientów funduszu o szkody spowodowane nienależytym wykonaniem obowiązków w zakresie zarządzania funduszami.