Nowy amerykański reaktor jądrowy zbudowano nad rzeką Tennessee, niedaleko niewielkiego miasteczka Spring City. Jest częścią elektrowni Watts Bar, w której od 1996 roku pracuje już jeden, podobny do właśnie zbudowanego reaktor jądrowy. Moc każdego z nich wynosi około 1500 MW. Cała elektrownia dostarcza prąd do około 650 tys. gospodarstw domowych w dolinie Tennessee, a ilość produkowanej przez nią energii jest nieco większa od tej, którą wytwarza nasza druga pod względem wielkości produkcji prądu Elektrownia Kozienice, w której pracuje 10 bloków węglowych.
Watts Bar Unit 2, jak nazywany jest nowy reaktor, jest nie tylko pierwszym nowym reaktorem oddanym w USA od 20 lat, ale również najdłużej budowanym. Budowa jego zaczęła się w 1973 roku. Przerwano ją w latach 80. po zrealizowano około 80 proc. zaplanowanych prac, ponieważ nowe szacunki mówiły, że nie potrzeba było wtedy tak dużej elektrowni. W 2007 roku budowę wznowiono.
Jednak do szczęśliwego finału była daleka droga. W 2011 roku doszło do katastrofy nuklearnej w Japonii i amerykańskie władze nakazały częściowe przeprojektowanie i przebudowanie powstającego reaktora. Jest to, tak na marginesie, rektor drugiej generacji, podobny do tych trzech, które pracowały w Fukushimie. To dodatkowo wydłużyło czas budowy i podniosło koszty. Pierwotnie Watts Bar Unit 2 miał kosztować 2,5 mld dol., ostatecznie koszty jego budowy wzrosły do 4,7 mld dol.
Z początkiem czerwca nowy reaktor został podłączony do sieci i trwają jego intensywne testy. - Chociaż musieliśmy długo czekać na uruchomienie nowego reaktora jądrowego, to jednak to się stało i wiemy już, że energetyka jądrowa w USA nie umarła. Nowe bloki jądrowe zaprojektowane by działać przez co najmniej 60 lat są opłacalną opcją w rozwoju amerykańskiej energetyki - powiedział dla portalu Marketwatch Jonathan Hinze z Ux Consulting Company, firmy zajmującej się doradztwem w zakresie zakupów paliwa jądrowego.
O ile w USA mimo wszystko dość nieśmiało powraca się do energetyki opartej na atomie - w końcu uruchomiono dopiero pierwszy reaktor od 20 lat - o tyle np. Chińczycy nie wątpią w sensowność rozwoju tego sektora. Pod koniec ubiegłego wieku w Państwie Środka działało mniej niż 20 atomowych bloków w elektrowniach, teraz jest ich 31, a kolejne 24 są w budowie.
Indie, Rosja, Korea Południowa, Wielka Brytania – to kolejne kraje, w których między innymi buduje się nowe elektrownie atomowe. W rozwój tego sektora energetyki dużo chce też zainwestować RPA, co tak na marginesie jest wielką szansą dla dotkniętego kryzysem francuskiego sektora jądrowego.
Być może na rosnącym doświadczeniu Chińczyków w budowie elektrowni atomowych skorzysta również Polska. Portal Defence24.pl twierdzi, że rząd nie pogrzebał całkiem pomysłów budowy "atomówki". Sugeruje ponadto, że rozważana jest jakaś forma włączenia Państwa Środka w ten projekt. Być może, jego zdaniem, o tym będzie również rozmawiał w Polsce prezydent Chin Xi Jinping, którego wizyta nad Wisłą zacznie się w najbliższą niedzielę.
Niemniej nawet jeżeli Chińczycy włączą się w jakiejś formie w budowę polskiej elektrowni atomowej, to, po pierwsze, nie powstanie ona szybko, a po drugie, nie będzie kłóciło się to z długofalową strategią naszego rządu oparcia naszej energetyki na węglu.
Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"