Pięć pierwszych z brzegu informacji, które opisują polską gospodarkę rok po wyborach

Rafał Hirsch
Rok temu wybory parlamentarne w Polsce wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Dziś więc obchodzimy dzień wszelkiego rodzaju podsumowań, syntez, a nawet analiz, oraz wyciągania wniosków. Z tej okazji wybraliśmy kilka informacji, które w ostatnich dniach wpadły nam w oko i które naszym zdaniem są ważne.
Warszawa, 20 czerwca 2015 r. Beata Szydło (wtedy kandydatka na premiera), prezes PiS Jarosław Kaczyński i prezydent Andrzej Duda podczas pierwszej po wyborach prezydenckich konwencji PiS-u
SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Po pierwsze gospodarka rozwija się coraz wolniej

To informacja sprzed paru godzin. Pani wiceprezes GUS przy okazji publikacji danych za wrzesień powiedziała, że "tempo wzrostu w trzecim kwartale było nieco niższe niż 3,1 procent zanotowane w drugim kwartale". 

Maria Jeznach powiedziała też, że "przemysł ma się nieco gorzej" i że "mamy problem z produkcją budowlano-montażową, bo widać, że to jest tendencja spadkowa. To jest bardzo duży spadek rok do roku". 

Oczywiście, jeśli PKB w pierwszym półroczu rosło o 3,1 procent, a teraz rośnie wolniej, to raczej trudno będzie w całym 2016 osiągnąć wynik zapowiadany przez rząd - w okolicach 3,5 procent. 

Po drugie rozwijamy się wolniej, bo firmy nie chcą inwestować. Według ostatnich badań NBP najbardziej przeszkadza im niski popyt na rynku, ale wśród wszystkich wymienianych przeszkód najszybciej rośnie liczba wskazań na podatki i przepisy.

Przeszkody dla firm
Przeszkody dla firmźródło: NBP

Po trzecie Eurostat podał w poniedziałek, że dług publiczny Polski w ciągu ostatniego roku wzrósł z 51,1 procent do 53,8 procent PKB. Szybciej swoje zadłużenie w Europie zwiększają tylko Portugalia, Łotwa i Grecja.

Przyrost długu publicznego w Unii Europejskiej
Przyrost długu publicznego w Unii Europejskiejdane: Eurostat

Po czwarte to, że dług nam narasta nie stwarza nam na razie żadnych kłopotów, bo rząd własnie podał, że sfinansował już wszystkie tegoroczne potrzeby pożyczkowe. Czyli pożyczył tyle ile trzeba, aby sfinansować całą dziurę w finansach publicznych i pospłacać wszystkie długi, które w tym roku trzeba spłacić.

Czyli znów udało nam się wszystko zrolować - stare długi spłacamy nowymi długami. Oznacza to też, że od teraz do końca roku wszystko co rząd pożyczy od inwestorów sprzedając im obligacje będzie już szło na finansowanie potrzeb w roku 2017. A te potrzeby są dość kolosalne i wynoszą 178,5 mld złotych. W tym roku było tego niewiele mniej: 174,3 mld złotych. 

Po piąte notowania długu Polski znacząco się w ciągu ostatniego roku pogorszyły. Świadczy to o tym, że jesteśmy przez inwestorów zagranicznych traktowani z nieco większą nieufnością, bo w ich oczach jesteśmy nieco bardziej ryzykownym miejscem do inwestowania, niż na przykład inne państwa z naszego regionu.

Taką miarą zaufania / ryzyka jest rentowność obligacji danego państwa, a także różnica pomiędzy tą rentownością, a rentownością obligacji Niemiec. Niemcy pełnią tu funkcję punktu odniesienia, bo są największą gospodarką w Europie, a do tego największym partnerem handlowym krajów Europy Środkowej. Rok temu różnica między rentownością dziesięcioletnich obligacji Polski i Niemiec wynosiła 2,11 punktu procentowego (Niemcy mieli rentowność 0,51%, a my 2,62%). Dzisiaj ta różnica wynosi już 2,95 punktu procentowego (oni 0,004%, my 2,95%).  

Spread pomiędzy rentownościami państw Europy Środkowej a rentownością obligacji Niemiec
Spread pomiędzy rentownościami państw Europy Środkowej a rentownością obligacji Niemiecdane: Bloomberg

Co ważne - nic takiego nie wydarzyło się w przypadku na przykład Węgier czy Rumunii. Tu dystans do Niemiec jest taki sam jak rok temu. My rok temu byliśmy w znacznie lepszej sytuacji niż Węgrzy czy Rumuni, ale w ciągu roku cała nasza przewaga zniknęła.  

Na szczęście jeśli sytuacja jeszcze się pogorszy, to pomoże nam nasz najważniejszy partner handlowy z Zachodu, bo u niego na szczęście zaczęło się poprawiać.

Niewykluczone, że 2017 będzie jeszcze ciekawszy niż 2016.

Rafał Hirsch
Więcej o: