GPW chce być jak Standard & Poor's lub Fitch. Uruchomi Polską Agencję Ratingową

Nasza giełda chce razem z Polskim Funduszem Rozwoju i Biurem Informacji Kredytowej powołać Polską Agencję Ratingową. To powrót do pomysłu z 2014 roku.

Porozumienie o utworzeniu Polskiej Agencji Ratingowej (PAR) ma być podpisane wkrótce. A sama agencja ma zacząć działać w przyszłym roku.

Jej celem, jak powiedziała PAP prezes GPW Małgorzata Zaleska, ma być w pierwszej kolejności nadawanie ratingów papierom wartościowym, emitowanym przede wszystkim przez małe i średnie podmioty, które nie mają możliwości skorzystania z usług dużych zagranicznych agencji.

Po co jest rating?

Rating ocena wiarygodności kredytowej państwa, miasta, gminy lub spółki wyrażona w klarownej skróconej formie. Najczęściej jest to kilka liter połączonych ze znakiem plus lub minus i do tego jeszcze cyfrą. Ratingi informują o wiarygodności kredytowej ocenianej firmy lub instytucji, innymi słowy - mówią, czy warto im pożyczyć pieniądze.

Są wystawiane przez specjalne instytucje działające zwykle na zasadach komercyjnych agencje ratingowe. Globalny rynek został zdominowany przez trzy tego rodzaju międzynarodowe firmy. To Moody's, Standard & Poor's oraz Fitch Ratings. Teraz GPW chce powołać nową agencję ratingową – oczywiście dużo mniejszą od globalnych potentatów.

Czytaj więcej: Akcje na GPW po referendum we Włoszech wystrzeliły w górę. Jak to można wytłumaczyć?

Rating ma duże znaczenie. Ale jest drogi

Rating niesie oczywistą korzyść dla inwestora, który zastanawia się, czy kupić obligacje wchodzące właśnie na rynek lub akcje nowej spółki. Dzięki klarownej ocenie wie, jakie ryzyko wiąże się z rozważaną inwestycją.

Jednak jest również dobrodziejstwem dla emitenta długu. Bez ratingu dług więcej kosztuje. Z ratingiem jest tańszy i może być wydłużony okres jego spłaty.

Kupowanie kota w worku na GPW

Niestety, ratingi wystawiane przez duże agencje ratingowe są bardzo drogie. Mniejszych firm nie stać na nie. W efekcie ponad 90 proc. obligacji notowanych na polskiej giełdzie nie ma przyznanego żadnego ratingu. Przez to większość inwestorów, kupując je, nie wie tak naprawdę, na co wydaje pieniądze.

To chce właśnie zmienić GPW – po to tworzy nową agencję ratingową. Ma wystawiać ratingi głównie polskich firmom i dużo taniej niż robią to zagraniczni konkurenci.

Czytaj więcej: Kup akcje na GPW, zarobisz nawet 20 proc. – radzi znany amerykański bank

Pomysł nie jest nowy

Uruchomienie Polskiej Agencji Ratingowej to powrót do pomysłu z 2014 roku. Wtedy ówczesny prezes giełdy Adam Maciejewski powołał do życia Instytut Analiz i Ratingu (IAiR). To była tak naprawdę w założeniach agencja ratingowa. Instytut miał przyznawać polskim obligacjom i spółkom ratingi, czyli miał robić dokładnie to samo, co ma robić nowa instytucja zapowiadana przez Zaleską.

- IAiR powinien stać się w pełni operacyjną instytucją w ciągu roku od momentu założenia. Uzyskanie dodatniej rentowności jest zakładane po 3-4 latach działalności – mówiła w połowie 2014 roku Maja Goettig, nowa prezes IAiR.

Na planach się jednak skończyło. Kolejny prezes giełdy Paweł Tamborski nie wyglądał na kogoś, kto chce, by zarządzana przez niego instytucja samodzielnie finansowała nowy instytut. Po pierwsze dlatego, że widział konflikt interesów w tym, że GPW jest jedynym akcjonariuszem IAiR, a po drugie być może też obawiał się dużych kosztów działalności. Według niektórych głosów z 2014 roku, na działanie nawet małej agencji potrzeba było co najmniej kilku milionów złotych rocznie.

W 2015 roku Paweł Tamborski szukał więc inwestorów. Miały to być głównie banki. Te jednak nie chciały. Tamborski odszedł i pojawiła się nowa prezes. Giełda powróciła do starego pomysłu z nową nazwą i brakującymi wcześniej inwestorami. Informuje zresztą uczciwie, że nowa instytucja powstanie na bazie IAiR.

Czy agencja w końcu ruszy? Może. Kluczowe pytanie tutaj jednak brzmi, czy będzie wiarygodna. Wiarygodność na rynku buduje się przez lata. I bez potknięć. Nowa instytucja musi być niezależna. Byłoby wspaniale, gdyby państwowa agencja wystawiała niezależne oceny państwowej spółce planującej wyemitować obligacje. Tylko czy to w Polsce możliwe? Trudno być wielkim optymistą, kiedy widzimy, jak państwo traktuje spółki, w których ma większościowe udziały – interes polityczny bardzo często wygrywa tam z ekonomicznym.

Tekst pochodzi z blogu "Subiektywnie o giełdzie i gospodarce"