Conperio to specyficzna firma konsultingowa. Zajmuje się audytem, doradztwem i kompleksowym zarządzaniem problemem absencji chorobowej. Z tego też powodu gromadzi dane o tym, jak często chorujemy. I jej statystyki mogą zaskakiwać.
Okazuje się bowiem, że najczęściej na L4 wybieramy się w grudniu. Wtedy średnia długość trwania zwolnienia lekarskiego trwa 15,7 dnia. Wysoka jest też w styczniu (15,16 dnia) i… sierpniu (15,32 dnia). W mroźnym często lutym czy w marcu, kiedy bywa, że grypa szaleje, zdrowie jednak nam dopisuje – wtedy średnia długość trwania zwolnienia lekarskiego skraca się odpowiednio do 11,48 i 12,52 dnia.
To nie tylko choroby
Z audytu firmy Conperio wynika, że ponadprzeciętna długość zwolnień L4 pod koniec roku wynika nie tylko z naszego słabego zdrowia. Firma twierdzi, że w okresie świątecznym aż 15 proc. zwolnień lekarskich wydawanych jest niezgodnie z ich przeznaczeniem.
Najchętniej przy tym Polacy nadużywają zwolnień związanych z opieką nad chorym dzieckiem. Według statystyk Conperio, zwolnienia te są wykorzystywane niezgodnie z przeznaczeniem w 1/3 audytowanych przypadków.
- Nasze działania audytowe bardzo często wykazują nadużycia w tym zakresie. Bywa, że spotykamy się z sytuacją, gdy rodzic sprawujący opiekę jest w domu, jednak brakuje dziecka. Spotykamy się wtedy z wyjaśnieniami, że dzieckiem opiekuje się babcia albo dziecko poczuło się już lepiej i poszło do kolegi – mówi Mikołaj Zając, prezes Conperio.
Nie do końca jednak w takiej sytuacji 100 proc. winy spada na nadużywających zwolnień rodziców. - Powód takiego oszukiwania audytorów i pracodawców może być bardzo prozaiczny. W okresie świątecznym szkoły są zamknięte i rodzice nie mają pod czyją opieką pozostawić dzieci. Nie chcą lub nie mogą wziąć urlopu i dlatego decydują się na L4.W takich przypadkach sugerujemy pracodawcom na przykład lepsze dostosowanie planów urlopowych do potrzeb pracowników posiadających dzieci i tych bezdzietnych – tłumaczy Mikołaj Zając.