Najpierw przeprowadzono przetarg główny. Ministerstwo finansów sprzedało obligacje pięciu serii zapadające odpowiednio w 2019, 2022 (dwie serie), 2026 i 2027 r. o łącznej wartości 5 mld zł. Popyt wyniósł łącznie 12,54 mld zł.
Resort finansów zachęcony dużym popytem zorganizował przetarg uzupełniający. Sprzedał na nim kolejne obligacje o łącznej wartości 964 mln zł. Chętnych było tutaj na papiery za ponad 2,5 mld zł.
Analityk rynków finansowych z banku Pekao Arkadiusz Urbański powiedział PAP, że początek roku wskazuje na zainteresowanie obligacjami nie tylko w Polsce, ale i w regionie, mimo ryzyka wyższej inflacji na świecie i ryzyka, że Fed będzie szybciej podwyższał stopy procentowe. Według Urbańskiego od kilku tygodni widać, że inwestorzy mają apetyt na ryzyko, rosną indeksy giełdowe, złoty się umacnia.
- To wszystko stwarza dobry klimat; inwestorzy obecni na rynku długu cieplej spojrzeli na polskie papiery - mówił.
Czytaj więcej: Akcje tylko dla krezusów. Większość Polaków nigdy nie kupi akcji LPP.
Silny popyt od początku roku
Od początku roku polskie papiery dłużne sprzedają się wyśmienicie. Z początkiem stycznia na pierwszych ich aukcjach (głównej i uzupełniającej) Ministerstwo Finansów sprzedało obligacje skarbowe za 6 przy popycie przekraczającym 15 mld zł.
Nie gorzej było pod koniec stycznia. Wtedy sprzedano w przetargu głównym papiery za ponad 9 mld zł, przy chęciach inwestorów na zakup za prawie 20 mld zł. W przetargu uzupełniającym poszły obligacje za 1,65 mld zł, choć popyt sięgał 2,89 mld zł.
Urbański w wypowiedzi dla PAP uważa, że dobry okres dla polskich obligacji nie będzie jednak trwał długo. - Jestem trochę pesymistą, jeśli chodzi o stopy procentowe, widzę ryzyko inflacji, ryzyko zacieśnienia polityki w Stanach, EBC będzie się wycofywał z polityki łagodzenia ilościowego. To wszystko może się skumulować, nie za tydzień, nie za dwa, ale w drugiej połowie roku, kiedy zobaczymy wyraźniejsze osłabienie obligacji na świecie - mówił.
Tekst pochodzi z blogu „Subiektywnie o giełdzie i gospodarce”.