Wielki problem marynarzy. Wkrótce znaczna część statków może przestać pływać

Marcin Kaczmarczyk
W 2020 roku wchodzą w życie nowe normy emisji zanieczyszczeń do atmosfery przez statki towarowe. Armatorzy, by je spełnić, muszą wydać nawet 60 mld dolarów. Taki wydatek jest dla nich sporym problemem.

Problem wcale nie jest fikcyjny. Narodził się w październiku ubiegłego roku, kiedy Międzynarodowa Organizacja Morska (IMO), agenda ONZ zajmująca się głównie bezpieczeństwem na morzu oraz zapobieganiu skażeniu środowiska morskiego, zatwierdziła nowe normy emisji zanieczyszczeń przez statki. Głównie ograniczają one wyrzucanie do atmosfery mocno szkodliwych związków siarki, których bardzo duże ilości powstają w trakcie spalania w silnikach okrętowych najczęściej stosowanego mazutu.

Nowa norma redukuje emisję siarki do 0,5 proc. Obowiązująca jeszcze jest dużo łagodniejsza – mówi o 3,5 proc.

Armatorzy, by spełnić nowe normy, muszą sięgnąć po jedno z dwóch rozwiązań. Albo zacząć stosować lepsze, niskosiarkowe paliwo, albo zainstalować na statkach tzw. skrubery, czyli w pewnym uproszczeniu mokre filtry, które przechwytują większą część emitowanej do atmosfery siarki. Problem dotyczy ponad 90 tys. statków.

Czytaj więcej: Energa zaczęła pożyczać elektryczne samochody. Na razie oferta dla nielicznych.

Kosztowne rozwiązania

Obydwa rozwiązania mają więcej wad niż zalet. Niskosiarkowe paliwa kosztują nawet trzy razy więcej od teraz stosowanego mazutu. Do tego rafinerie nie są w stanie szybko zwiększyć ich produkcji.

Wg firmy konsultingowej Wood Mackenzie duża rafineria, by przeprowadzać niezbędne tutaj dodatkowe destylacje ciężkich olejów, musi dokonać inwestycji na kwotę około miliarda dolarów i zajmie jej to około 5 lat. Firmy petrochemiczne nie palą się więc do tego rozwiązania. W 2020 roku niskosiarkowego paliwa do wszystkich statków na pewno zabraknie.

Czytaj więcej: Tania ropa i wojna dewastują finanse Arabii Saudyjskiej. Fitch obniża rating.

Armatorzy więc będą zmuszeni do instalacji skruberów. A to dość nowatorskie i kosztowne rozwiązanie – średnio trzeba wydać na jego instalację dla pojedynczego silnika okrętowego około 4 mln dolarów.

Wood Mackenzie twierdzi więc, że koszty armatorów znacząco wzrosną. Część z nich może nowych wydatków nie wytrzymać. Zwłaszcza, że teraz armatorzy – zarabiają dużo mniej niż 10 lat temu, przed globalnym kryzysem. Statek handlowy przynosi teraz średnio dochód wysokości 9,8 tys. dol. dziennie, tuż przed kryzysem było to 34 tys. dol.

Tekst pochodzi z blogu „Subiektywnie o giełdzie i gospodarce”.

Założyciel Fly4free.pl: Gdybym tę decyzję podjął wcześniej, fly4free.pl najprawdopodobniej byłoby najbardziej znanym serwisem w Europie [NEXT TIME]