Ford Motor Company zamierza ograniczyć globalną siłę roboczą o ok. 10 proc. – podaje Wall Street Journal. Z kolei źródła agencji Reuters informują, że cięcia mają dotyczyć Ameryki Północnej i Azji.
- Ford zamierza w hojny sposób zachęcić pracowników do przechodzenia na emerytury w celu ograniczenia liczebności załogi do października. Nie zamierza obniżać stawek godzinowych - czytamy.
Koncern odmówił komentarza, zapewnia jednak, że jest skupiony na strategii "zyskownego wzrostu". - Ograniczanie kosztów, odchudzanie procesów i efektywność są częścią naszej pracy. Nie ogłosiliśmy żadnych ruchów kadrowych, ani nie komentujemy spekulacji - napisano w zachowawczym oświadczeniu.
Od 2014 r. ceny akcji Forda systematyczni spadają - przez ostatnie trzy lata spadły o ok. 36 proc. Akcjonariusze mogą wiązać złe wyniki z wyborem Marka Fieldsa na dyrektora koncernu, co nastąpiło właśnie w lipcu 2014 r.
Na początku tego roku koncern zrezygnował budowy nowej fabryki samochodów w Meksyku. Planowana fabryka miała kosztować 1,6 mld dolarów. Zamiast tego firma zainwestuje 700 mln dolarów w zakłady w stanie Michigan, gdzie mają być produkowane samochody z napędem elektrycznym i autonomiczne.
Agencja Associated Press zwraca uwagę, że na zatrzymanie miejsc pracy w USA nalegał Donald Trump. Podczas kampanii wyborczej Trump obiecał renegocjacje porozumień handlowych, między innymi z Meksykiem i Chinami, oraz znaczne podniesienie ceł na importowane stamtąd towary. W opinii prezydenta to umowy o wolnym handlu prowadzą do przenoszenia miejsc pracy za granice USA. Trump wspominał nawet o ewentualnym wyjściu Ameryki ze Światowej Organizacji Handlu.
Jeśli zapowiedzi o ograniczeniu siły roboczej są prawdziwe, oznaczałoby to ruch wbrew protekcjonistycznej polityce Trumpa. Aktualnie Ford Motor Company zatrudnia na świecie ok 200 tys. pracowników (czyli odejść będzie musiało około 20 tys.).