Rząd chce zachęcić przedsiębiorców do inwestycji. Będzie nowa ulga

Piotr Skwirowski
Wyhamowanie inwestycji to jedna z największych bolączek naszej gospodarki. Wzrost gospodarczy ciągnie dziś w górę przede wszystkim konsumpcja napędzana lepszą sytuacją na rynku pracy i pieniędzmi na dzieci rozdawanymi w ramach programu 500+. Rząd chce żeby gospodarkę wspomagały też inwestycje. Zachętą do nich ma być nowa ulga inwestycyjna dla firm. Czy będzie skuteczna? Jej koszty budżetowe nie powalają

Ekonomiści są zgodni. Inwestycje ruszą w tym roku. A w przyszłym się rozpędzą. Będą to jednak inwestycje publiczne - samorządy sięgną po pieniądze unijne i zaczną je wydawać. Jak jednak pobudzić inwestycje prywatnych firm?

Jak ulga będzie zachęcać do inwestycji?

Rząd postanowił je zachęcić nową ulgą inwestycyjną. - Proponowany instrument da możliwość corocznego jednorazowego rozliczenia nakładów na środki trwałe do wysokości 100 tys. złotych, przy minimalnej wartości nakładów w wysokości 10 tys. złotych - czytamy w uzasadnieniu do projektu nowelizacji ustaw o podatkach dochodowych PIT i CIT. - Możliwość wykorzystania mechanizmu jednorazowej amortyzacji zachęci do dokonywania wydatków na nowe maszyny i urządzenia, które poprawią konkurencyjność przedsiębiorstw i zapewnią lepiej płatne miejsca pracy. Instrument będzie stanowił zachętę zarówno dla już funkcjonujących firm, jak i dla osób planujących założenie działalności gospodarczej - mają nadzieję autorzy projektu z resortów rozwoju i finansów. Ulga nie obejmie nieruchomości oraz środków transportu, czyli m.in. samochodów.

Z nowych przepisów będą mogły skorzystać firmy rozliczające się w ramach PIT i CIT, których inwestycje w środki trwałe w danym roku wyniosły co najmniej 10 tys. zł, a pieniądze te poszły na zakup nowych maszyn czy urządzeń.

Dodatkowo projekt przewiduje, że podatnik będzie mógł uwzględnić w limicie 10 tys. zł wartość kilku środków trwałych, przy czym wartość każdego z nich musi być wyższa niż 3,5 tys. zł. Jednocześnie jeżeli podatnik rozpocznie amortyzację środka trwałego o wartości poniżej 10 tys. zł i powyżej 3,5 tys. zł, i następnie uwzględni jego wartość w limicie 10 tys. zł, to dokonane dotychczas odpisy amortyzacyjne pozostaną w kosztach. Uwzględnieniu w ramach jednorazowego odpisu w kwocie 100 tys. zł będzie podlegała niezamortyzowana wartość tego środka trwałego.

W sytuacji, gdy podatnik poniesie wydatek inwestycyjny o wartości powyżej 100 tys. zł, będzie mógł dokonać w roku podatkowym jednorazowego odpisu do tej kwoty, a pozostałą nadwyżkę będzie amortyzował na normalnych zasadach w następnych latach podatkowych.

- Z proponowanych rozwiązań będą mogli skorzystać podatnicy niezależnie od formy prowadzonej działalności gospodarczej - zapewniają autorzy projektu.

Nowe rozwiązania mają wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Na razie, we wtorek, projektem ma się zająć rząd.

Inna ulga na inwestycje obowiązuje już dzisiaj. Pozwala na jednorazowy odpis amortyzacyjny za zakup środka trwałego - limit odpisu to 50 tys. euro. Nie wiadomo czy ulga będzie skuteczna. Ta, która jest już dzisiaj, nie podbiła serc przedsiębiorców. Ulga skierowana jest jednak jedynie do małych podatników i tych, którzy rozpoczynają prowadzenie działalności gospodarczej. Po wprowadzeniu nowych przepisów taki podatnik będzie musiał wybrać czy woli korzystać ze „starej” czy też z nowej ulgi.

Ile firm skorzysta z nowej ulgi?

Autorzy projektu wyliczają, że w 2015 r. w przedsiębiorstwach podatek należny wykazało 175 535 podatników CIT oraz 402 198 płatników PIT-36L i 727 607 płatników PIT-36. Ich zdaniem te właśnie firmy będą mogły korzystać z nowej ulgi. Teoretycznie. - Oczywiście nie wszystkie podmioty skorzystają z tej możliwości czy nawet jej części, ponieważ nie każdy z przedsiębiorców będzie inwestował ponad 10 tys. złotych rocznie lub nie będzie to dla inwestora opłacalne ze względu na profil działalności - piszą w uzasadnieniu do projektu.

Zakładają, że z ulgi skorzysta ok. 154 tys. przedsiębiorców, a w tym: ok. 121 tys. podatników PIT-36L i PIT-36 oraz 32 tys. podatników CIT.

Ich zdaniem dochody budżetu państwa zmniejszą się z tego powodu o 64 do 88 mln złotych rocznie. - Niemniej jednak, należy mieć na uwadze, że spadek ten będzie wynikał z innego rozłożenia w czasie należności, aniżeli to ma to miejsce dotychczas, a nie umniejszenia należności. Ponadto, celem programu jest stymulacja strony podażowej gospodarki, co w średnim okresie powinno prowadzić do podniesienia potencjału produkcyjnego gospodarki, a przez to do podniesienia bazy podatkowej i w konsekwencji wpływów do budżetu państwa -czytamy w uzasadnieniu do projektu.

Jego autorzy z resortów rozwoju i finansów twierdzą, że tego typu ulgi stosowane są w wielu krajach. I tak w Wielkiej Brytanii możliwe jest jednorazowe odliczenie amortyzacji nakładów na środki trwałe z wyłączeniem samochodów osobowych o wartości nie wyższej niż 200 tys. funtów. W Hiszpanii możliwe jest dokonanie jednorazowej amortyzacji środków trwałych do wysokości 10 milionów euro, a odliczenia takiego mogą dokonać małe i średnie przedsiębiorstwa pod warunkiem utrzymania stanu zatrudnienia. Z kolei na Węgrzech wprowadzono możliwość jednorazowej amortyzacji zaliczki na poczet zakupu maszyn, urządzeń, środków transportu z wyłączeniem samochodów osobowych, budynków i ziemi oraz ulepszenia środka trwałego.

Inwestycje ruszą dzięki uldze?

Nie wiadomo czy ulga zachęci prywatnych przedsiębiorców do inwestowania. Wielu ekonomistów zwraca uwagę, że tym co powstrzymuje biznes przed wydawaniem pieniędzy na nowe maszyny i urządzenia oraz rozwijaniem firm, jest niepewna sytuacja polityczna i gospodarcza w Polsce.

- Jeśli przedsiębiorca nie inwestuje, to znaczy, że nie spodziewa się odpowiedniego zwrotu z kapitału. A nie spodziewa się, bo nie widzi perspektyw, które mogłyby go do tego przekonać. Wiadomo, że ryzykuje, że nie może mieć pewności. Ale są granice ryzyka - mówił w niedawnym wywiadzie dla naszego serwisu Next.gazeta.pl były wicepremier i minister gospodarki Jerzy Hausner.

- Tymczasem poziom niepewności co do perspektyw polskiej gospodarki jest bardzo wysoki. I nie wynika tylko z zagrożeń zewnętrznych, których jest nie mało. W dużo większym stopniu odpowiada za nie to, co dzieje się w naszym kraju. Nieczytelność polityki gospodarczej i szereg działań, które oznaczają destrukcję porządku prawnego. Taka destrukcja musi u każdego inwestora wywołać przekonanie, że ryzyko jest zbyt duże. Jeśli reguły gry są niejasne, bo są zmieniane całkowicie arbitralnie, to nie mogę sobie pozwolić na inwestowanie - tłumaczył.

- Przedsiębiorcy nie inwestują, ze strachu przed tym, co robi rząd, lub – ogólniej – na skutek niepewności, którą wywołuje. Wystarczy powiedzieć, że w zeszłym roku weszło w życie prawie 32 tys. stron nowych ustaw i rozporządzeń. Najwięcej od co najmniej 1918 r., z czego prawie połowa dotyczyła prawa gospodarczego. Gdyby przedsiębiorca chciał przeczytać tylko to, co się zmieniało w prawie gospodarczym, musiałby codziennie przeznaczać na to dwie godziny - przekonywał nas w innym wywiadzie główny ekonomista Platformy Obywatelskiej, profesor SGH, były członek Rady Polityki Pieniężnej Andrzej Rzońca. - Na rekordową produkcję przepisów nakłada się zupełny brak dbałości o ich jakość. Prawo jest przyjmowane w pośpiechu, często z pominięciem konsultacji społecznych, bez oceny jego skutków, dopracowania w Senacie, wnikliwej analizy przez prezydenta. Jakby tego było mało, rząd upartyjnia wymiar sprawiedliwości. Sparaliżował Trybunał Konstytucyjny, podporządkował sobie prokuraturę, jest w trakcie przejmowania sądów. Ogólnie mówiąc, zamiast zadbać o przyspieszenie rozstrzygania sporów, stara się o to, żeby każdy wyrok był po myśli władzy - wyliczał ekonomista. - Taki klimat nie sprzyja inwestowaniu - podsumował.

Więcej o: