Państwowa Inspekcja Pracy znów w Biedronce. Pracownicy twierdzą, że sieć ma dużo na sumieniu

Andrzej Mandel
Największy detalista w kraju może mieć poważne problemy, jeżeli potwierdzą się zarzuty o zmuszanie pracowników do planowania dni opieki nad dzieckiem, czy niepłacenia za nadgodziny.

W maju związkowcy z działającego w Biedronce związku zawodowego pierwszy raz postawili zarzut o majstrowanie przy urlopach pracowników. Działacze Solidarności zarzucali, że Jeronimo Martins Polska zmusza zatrudnionych do przekładania urlopów z lata na jesień. Wtedy sieć tłumaczyła się wiarygodnie, że przekładanie planów urlopowych to jednostkowe przypadki i zawsze odbywały się za zgodą zainteresowanych. Teraz jednak związkowcy mają poważniejsze zarzuty, i mają ich aż 18.

Wśród wymienianych przez pracowników nieprawidłowości, możemy znaleźć tak bulwersujące, jak konieczność planowania przez pracownika dni opieki nad dzieckiem do lat 14. Tak, jakby moment, w którym dziecko potrzebowałoby dodatkowej opieki można było zaplanować z wyprzedzeniem. Pracownicy skarżą się też na brak wymaganej prawem wolnej niedzieli, minimum raz na cztery tygodnie, czy nieprzerwanego tygodniowego urlopu. Wśród rażących zarzutów są też te o brak 15-minutowych przerw, ustalanie urlopów bez zgody pracowników, czy rozliczanie nadgodzin czasem wolnym (zamiast wypłaty) bez pytania ich o zdanie. To wszystko ma sprawdzić Państwowa Inspekcja Pracy.

Główny Inspektor Pracy Roman Giedrojć, w rozmowie z DGP przyznał, że dopiero w poniedziałek dostał pismo od biedronkowej Solidarności. Zauważył przy tym, że wadą zgłoszeń jest duża ogólnikowość zarzutów.

- Jednak zarzut dotyczący choćby obowiązku planowania dwóch dni opieki nad dzieckiem do lat 14 jest poważny i uzasadnia podjęcie czynności kontrolnych. W harmonogramie na ten rok nie mieliśmy dotąd formalnie ujętej Biedronki, dlatego nie wykluczam, że zdecydujemy się na pilotażowe kontrole w wybranych sklepach. Jeśli zgłoszone przez pracowników nieprawidłowości się potwierdzą, zwiększymy zasięg prac na całą sieć – mówił Giedrojć „Dziennikowi Gazecie Prawnej”.

Biedronka deklaruje współpracę z PIP

Główny Inspektor Pracy dość słusznie zauważył przy tym, że często zdarza się, że przypadki z pojedynczych placówek często przedstawiane są jako systemowe działania spółki. Tymczasem Biedronka deklaruje, że współpracuje z Państwową Inspekcją Pracy oferując pełen zakres dostępu do informacji i dokumentacji.

- Nie mamy sygnału dotyczącego tej konkretnej kontroli, ale Państwowa Inspekcja Pracy kontroluje nas na bieżąco sprawdzając kwestie od prawidłowości dokumentacji BHP, poprzez kwestie rozliczania czasu pracy po oznakowania i drożność dróg oraz wyjść ewakuacyjnych. Jeśli kontrola PIP wykazuje uchybienia w danym sklepie, są one niezwłocznie korygowane. Nasi pracownicy współpracują z PIP oferując pełen dostęp do informacji i dokumentacji firmy – poinformowało Next Biuro Prasowe Jeronimo Martins Polska.

Warto przypomnieć, że Biedronka miała już poważne problemy z powodu nieprzestrzegania prawa pracy. Skandal wybuchł w 2004 roku, a jego konsekwencją była olbrzymia kontrola z 2007 roku przeprowadzana na wniosek prokuratury. Ujawniono wtedy, że na masową skalę w sklepach JMP nie wypłacano wynagrodzeń za nadgodziny, fałszowano wręcz ewidencję czasu pracy na niekorzyść pracowników, czy nie przestrzegano przepisów BHP. Od zakończenia tamtych kontroli Biedronka włożyła olbrzymi wysiłek, by zmienić swój wizerunek jako pracodawcy i trudno oczekiwać, by teraz chciała to psuć.

***

Magazyn Porażka: Media kreują wyspy szczęśliwości, które dla wielu są po prostu nieosiągalne [NEXT TIME]