Maryla Rodowicz, opierająca się o czerwone Porsche z podpisem: "Jako jedną z niewielu stać ją było na Porsche w czasach PRL-u, ale nie stać jej było na opłacenie ZUS, dlatego my wszyscy złożymy się teraz na jej emeryturę" - to tylko jeden z obrazków, jakie dosłownie wysypał Internet po publikacji projektu ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów, znanej też ustawy o godności pracy w kulturze.
"Ukraść pracującym w 'Biedronkach' i dać 'artystom'" - czytamy na stronie Opolskiego NSZZ "Solidarność". "Dotychczas państwo - przy pomocy redystrybucji opartej na podatkach - zabierało tym, którzy zarabiają więcej i dawało mniej zarabiającym. Teraz będzie inaczej: państwo będzie zabierało mniej zarabiającym i dawało w formie dopłaty do ZUS niektórym lepiej zarabiającym. Tylko dlatego, że ci lepiej zarabiający to artyści. A precyzyjniej: że oficjalnie zostaną za 'artystów' arbitralnie uznani" - podkreślono.
"Zarabiający najniższą krajową będą finansować emerytury artystom, na których sztukę nie ma popytu" - słyszymy od polityków partii "konserwatywno-narodowo-wolnościowych".
Rząd przyjął projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód z końcem maja, ale dyskusja na temat dopłat do składek najuboższym artystom wciąż zaostrza się w przestrzeni publicznej. Projekt musi teraz przejść przez trzy czytania na posiedzeniach plenarnych oraz prace w komisjach sejmowych. Po uchwaleniu przez Sejm trafi do Senatu, a następnie do podpisu prezydenta.
Jednak z Kancelarii Prezydenta już płyną pierwsze nieoficjalne sygnały, że głowa państwa ustawy nie podpisze. Ale o co tyle zamieszania? O 380 mln zł rocznie z państwowego budżetu.
Zgodnie z projektem artyści, którzy spełnią warunki dochodowe oraz zawodowe - czyli mają status artysty zawodowego, a także ich zarobki z trzech lat wstecz nie przekroczyły 125 proc. minimalnego wynagrodzenia (wynosi ono obecnie 4800 brutto, czyli chodzi o kwotę 68 tys zł. brutto rocznie) - będą mogły złożyć wniosek o dopłatę do składek ZUS-owskich i zdrowotnej, jeśli nie będzie ich stać na ich opłacenie.
- Na tę ustawę czekało kilkadziesiąt tysięcy ludzi w Polsce. Włącza ona artystów zawodowych do systemu zabezpieczenia społecznego - mówił w maju przed posiedzeniem rządu premier Donald Tusk. - Dotyczy to szczególnie młodych artystek i artystów, którym - z różnych względów - się nie powodzi. Dziś przyjmujemy ustawę, która spowoduje, że młody artysta i artystka nie będą musieli stać przed takim dramatycznym dylematem: albo rezygnuję ze swojego powołania, bo mnie na to nie stać, albo rezygnuję np. z macierzyństwa - deklarował szef rządu.
Chodzi o to, aby z systemu publicznej ochrony zdrowia oraz systemu emerytalnego nie wypadli ci, którym w stosunkowo krótkim okresie życia zawodowego zabrakło zleceń na opłacenie za siebie składki. Ustawa nie dotyczy ani artystów zatrudnionych na etacie, ani prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze. Jeśli przepisy uda się uchwalić, będą oni mogli aplikować o dopłaty do składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne do poziomu minimalnego wynagrodzenia za pracę.
Dopłata ma przysługiwać do czasu osiągnięcia przyjętego progu dochodowego, który pozwoli na samodzielne opłacanie składek, ale nie bezterminowo. Wniosek można składać tylko na jeden rok kalendarzowy, a po tym czasie trzeba go odnowić. O tym, czy dana osoba spełnia kryteria "artysty zawodowego" ma decydować komisja złożona z trzech osób wskazanych przez organizacje artystyczne i ministerstwo kultury.
Mają oni dostawać wynagrodzenie w wysokości maksymalnie 50 zł na osobę za rozpatrzenie pojedynczego wniosku. Budżet? 380 mln rocznie. liczba Maksymalnie państwo może wydać na ten cel 4 mld zł w ciągu dziesięciu lat.
- Obecny projekt ustawy nie jest nowym pomysłem. On funkcjonuje od dawna i wiele rządów już robiło do niego podejścia, wykazując się zrozumieniem problemu. Ostatni raz rozmawiałam na ten temat za czasów PiS-u, który go popierał, ale nie zdążył niestety przeprocedować zmian - mówi nam Dorota Segda, aktorka, profesorka Akademii Teatralnej i wieloletnia rektorka krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych.
Jak wyjaśnia, jeszcze za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, razem z Konferencją Rektorów Polskich Szkół Artystycznych była w Sejmie, gdzie wspólnie przekonywali parlamentarzystów, że rozwiązanie to jest w Polsce potrzebne.
- Nie tylko potrzebne, ale i niezbędne. Czy ludzie, którzy teraz, przy okazji dyskusji na temat wsparcia składkowego najbiedniejszych artystów, obrażają nasze środowisko różnego rodzaju inwektywami, biorą pod uwagę, że jesteśmy grupą, która generuje 3,5 proc. PKB? To 100 mld zł przychodów, które napędzają polską gospodarkę, bo przecież kultura i sztuka są powiązane z wieloma sektorami gospodarki: od organizacji imprez masowych, turystyki, noclegów, cateringu, czy szerzej pojętej gastronomii, transportu, po ubezpieczenia i księgowość - przekonuje artystka.
Wtóruje jej aktor Leszek Lichota. - Dyskusja w przestrzeni publicznej na temat wsparcia artystów w zakresie składek ZUS-owskich została wypaczona. Często ludzie, słysząc "artysta", myślą: "Taki Maciej Orłoś, Krzysztof Ibisz czy Hubert Urbański skończyli wydziały aktorskie, ale odnaleźli się w showbiznesie, telewizji, więc jeśli się nie ma zatrudnienia jako aktor, muzyk czy tancerz, zawsze można sobie jakoś poradzić". Po pierwsze: nie każdy ma taką siłę przebicia jak ci panowie, a po drugie: czy my naprawdę w tym kraju nie potrzebujemy artystów? Nie potrzebujemy kultury, sztuki? - mówi artysta.
Jak dodaje Segda, mimo że polska kultura i sztuka znacznie dokłada się do państwowego skarbca, jednocześnie aż 30 procent artystów w Polsce żyje poniżej progu ubóstwa.
W powszechnym przekonaniu artyści są utożsamiani z celebrytami, gwiazdami, osobami z pierwszych stron gazet. Jednak to tylko niewielki wycinek tej grupy zawodowej. Są na przykład filmowcy, którzy latami pracują nad jednym filmem, nie mając stałego dochodu. Wyobraźnia nie działa na pstryk. Gdy powstaje film, korzysta z niego cały przemysł filmowy, widownia go konsumuje, ale on się też po określonym czasie wyczerpuje. Jeśli twórcy w tym czasie powinęła się noga i nie stać go na opłacenie składek w danym miesiącu, czy on ma wypaść z systemu emerytalnego, czy też zdrowotnego? Co się bardziej opłaca? Wspomóc go przez ten okres, żeby mógł tworzyć dalej, zbierać fundusze na kolejne projekty, czy żeby poszedł na bezrobocie i nic więcej nie tworzył?
- pyta artystka.
Jej zdaniem obowiązkiem państwa jest opieka nad najsłabszymi. - Dopłacamy do rolnictwa, górnictwa, do kościoła i to bez żadnych kryteriów, wszystkim po równo. W proponowanym projekcie jest jasno napisane: państwo pomoże tylko tym, których dochód nie wystarcza na opłacenie składek. Ponadto muszą wykazać, że są artystami trzeba wykazać dorobek artystyczny Kryteria są rygorystyczne - przekonuje aktorka.
Z kolei według Leszka Lichoty, jeśli nazywamy się 20 gospodarką świata, a politycy stawiają Polskę za przykład kraju, który w tak szybkim tempie podniósł się po czasach komunizmu i urósł gospodarczo, to takie państwo, mieniące się opiekuńczą demokracją, powinno obejmować wsparciem coraz szersze grupy społeczne.
- Stać nas na dotowanie górników, księży, mundurowych, ale także przedsiębiorców, bo artyści jako grupa zawodowa przecież także "składają się" na wakacje składkowe wypłacane z państwowej kasy firmom czy na 800 plus. Tymczasem kobieta-artystka, która żyje od zlecenia do zlecenia, ma ograniczony dostęp do służby zdrowia i obawia się zajść w ciążę, bo jej umowy nie są oskładkowane - mówi nam Lichota.
Jego zdaniem tak jak osoby bezdzietne "składają się" z podatków na świadczenie 800 plus czy "babciowe", tak jak ludzie zatrudnieni na etatach składają się z podatków na wakacje składkowe dla firm czy tarcze osłonowe w czasach covidu, tak artystom będącym chwilowo w ciężkim położeniu też należy się wsparcie. - I to niewielkiej grupie, bo ta pomoc jest bardzo ograniczona. Przykładowo, do sektora górniczego popłynęło wsparcie rzędu 9 mld zł tylko w 2024 roku. A dla naszego środowiska ma ono wynieść maksymalnie 380 mln zł rocznie - kwituje aktor.
Segda jako wieloletnia rektorka krakowskiej AST obserwowała młodych ludzi, którzy martwili się o przyszłość. - Na jedno miejsce, na wydział aktorski w naszej uczelni, jest ok. 40 osób chętnych. Wybieramy najzdolniejszych, kształcimy ich z ogromną czułością i z umiłowaniem do sztuki. Ta wiedza i wrażliwość ma służyć społeczeństwu, bo sztuka i kultura to jest nasza narodowa tożsamość. Gdy opuszczają nasze mury, mały procent z nich dostaje spektakularne role, niewielki etaty w teatrze, a inni, równie wspaniali, walczą o siebie z dnia na dzień - opowiada Dorota Segda.
Jak przekonuje, wielu z nich, nie mogąc znaleźć zatrudnienia, tworzy projekty samodzielnie, bo do tego także przygotowuje ich szkoła teatralna. - Muszą zebrać na to pieniądze, co jest czasochłonne. Następnie projekt też pochłania mnóstwo czasu, a kiedy się wyczerpuje, trzeba robić wszystko od nowa. Zdarza się, że nie mają wtedy pieniędzy nawet na opłacenie składek. Ta ustawa jest też dla nich, bo projekt jest skierowany nie dla osób niepracujących, tylko dla tych, którzy notują tego typu przerwy, żeby przetrwali - kwituje artystka.
Podobne doświadczenia przywołuje Leszek Lichota. Nasz rozmówca pyta, czy młodzi ludzie świeżo po szkołach artystycznych mają sprzedawać nieruchomości lub przebranżawiać się, czy warto im pomagać przez kilka miesięcy, zanim zbiorą fundusze na własny projekt, który ostatecznie może okazać się wspaniałym spektaklem?
- Zawody artystyczne nie są wykonywane w sposób ciągły. To nie jest praca w fabryce, bardzo rzadko jest to też praca na etacie. Tymczasem umowy za tzw. fuchy w świecie artystycznym nie są ozusowane. Jeśli ktoś zarabia 1800 zł na miesiąc, bo udało mu się złapać dwa zlecenia na umowy o dzieło, to ma nie mieć prawa iść do lekarza, jeśli się rozchoruje? Gdyby te umowy były oskładkowane, artyści byliby w innej sytuacji - przekonuje.
Dodaje, że z ekonomicznego punktu widzenia dla skarbu państwa lepiej jest, jeśli ktoś przeczeka kilka tygodni czy miesięcy ze wsparciem państwa z tytułu składek i będzie w tym czasie intensywnie szukał pracy lub zajęcia, niż żeby poszedł na bezrobocie (osoba, która podjęła jakieś zajęcie na umowie śmieciowej, traci status bezrobotnej, czyli także tytuł do ubezpieczenia w ZUS).